Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Meloni przypomniała sobie o geografii. Zaklinaczka MAGA zmienia front?

Georgia Meloni nie mogła nie zareagować na zaczepki Donalda Trumpa, bo w końcu Watykan leży na terytorium jej kraju. Georgia Meloni nie mogła nie zareagować na zaczepki Donalda Trumpa, bo w końcu Watykan leży na terytorium jej kraju. Carofei / Fotogramma / Zuma Press / Forum
Szefowa włoskiego rządu po raz kolejny udowadnia, że doskonale interpretuje zmieniające się trendy w polityce międzynarodowej. I że umie się pod nie podpiąć, sprawiając wrażenie odważnej prekursorki.

Giorgia Meloni nie stała się z dnia na dzień obrończynią europejskiej suwerenności w starciu z USA i Izraelem. Owszem, jej krytyka pod adresem Donalda Trumpa atakującego papieża Leona XIV była jak na europejskich przywódców bardzo ostra, jak na nią – wręcz bezprecedensowa. Odejście od sojuszu wojskowego z Izraelem również niosło za sobą silny ładunek symboliczny, choć na realia bezpieczeństwa obu krajów raczej się nie przekłada.

Nie oznacza to jednak, że Meloni zmieniła polityczne barwy, przechodząc nagle do obozu progresywnych antytrumpistów, kierowanego przez premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza. Włoska polityczka jest po prostu bardzo sprawna na arenie międzynarodowej i lubi być w awangardzie zmian.

Trump na wojnie z papieżem

Tak interpretować należy jej – na razie wyłącznie internetowy – konflikt z Trumpem. Rozpoczął go w ubiegły weekend amerykański prezydent, który ewidentnie zaczyna ulegać przeświadczeniu – zgodnie z ideami wkładanymi mu do głowy przez radykalnych zwolenników – że jest wybranym przez Boga królem, który ma prowadzić święte wojny. Ponieważ papież krytykuje – bardziej stanowczo od swojego poprzednika – wojny, na czele z tą w Iranie, amerykański przywódca wziął go na cel. Prezydent USA – co zauważył niedawno na łamach magazynu „Time” Eric Cortellessa – postrzega sprawy geopolityczne niemal wyłącznie w wymiarze personalnym, Leon XIV to dla niego olbrzymie rozczarowanie. Gdy w ubiegłym roku został wybrany na tron Piotrowy jako pierwszy w historii Amerykanin, Trump celebrował to wydarzenie w mediach społecznościowych.

Na łamach „Polityki” znany watykanista prof. Massimo Faggioli przewidywał jednak, że między Trumpem a papieżem dojdzie prędzej czy później do konfliktu. Mają kompletnie różne światopoglądy, a główny lokator Białego Domu przyzwyczajony jest do pełnej lojalności i poddaństwa, które mają zaoferować mu ewentualni współpracownicy. Leon ani nie chciał, ani przede wszystkim nie musiał takiej postawy przyjmować, w końcu kieruje Kościołem katolickim, instytucją o potężnym globalnym wpływie.

Niecały rok po jego wyborze widać już, że prof. Faggioli miał rację, bo Trumpowi nie udało się podporządkować sobie Stolicy Apostolskiej, więc zgodnie z przewidywaniami stracił do niej cierpliwość. Do wojny dołączył jeszcze J.D. Vance, który lada moment opublikuje książkę o swoim nawróceniu na katolicyzm. Trzeba pamiętać, że o ile Trump jest raczej antytezą osoby wierzącej, a kwestie tożsamościowe traktuje tak samo jak wszystkie inne – czyli koniunkturalnie, o tyle Vance jest autentycznym krzyżowcem wojen kulturowych. Swoje rozważania o św. Augustynie i fascynacje pismami faszystowskiego filozofa Juliusa Evoli traktuje całkowicie poważnie. To on zresztą pouczał Leona XIV, że ten ma powstrzymać się od perorowania w sprawach teologicznych. Na pierwszy rzut oka wygląda to na głupotę pomieszaną z zuchwalstwem, ale w praktyce jest jedną z najbardziej reprezentatywnych wypowiedzi wiceprezydenta USA, doskonale ilustrującą jego przekonania i rolę, którą chce pełnić na świecie.

Meloni mówi „basta”

W tym wszystkim jednak Amerykanie zapomnieli o innych zaangażowanych w sprawę graczach – przede wszystkim o Meloni. Do tej pory uchodziła ona za ulubienicę ruchu MAGA w Europie, celebrowaną na amerykańskich odsłonach konferencji CPAC. Na Starym Kontynencie była z kolei chwalona za pragmatyzm, bo umiała rozmawiać z Trumpem bez większych spięć, jednocześnie zachowując swój proeuropejski kręgosłup etyczny. Mało kto zwracał uwagę na fakt, że wszystko to było zwyczajnym performance′em. Tak samo jak w przypadku Viktora Orbána rzekoma przyjaźń z Trumpem na nic się nie przekładała. Włochy, zaraz po Niemczech, otrzymały drugą najwyższą stawkę ceł od USA w czasie ubiegłorocznej wojny handlowej.

Z kolei po stronie europejskiej bycie zaklinaczką MAGA też nie dawało spodziewanych korzyści – głównie dlatego, że Meloni chciała budować sojusz z Waszyngtonem, a takim sojuszem Waszyngton nie był zainteresowany. Im głębiej w drugą kadencję Trumpa, tym jaśniejsze stawało się przekonanie, że nowa administracja amerykańska chce zwyczajnie podporządkować sobie Europę, głównie w celach komercyjnych. Bajki o powrocie do cywilizacyjnych chrześcijańskich korzeni były właśnie tym – bajkami opowiadanymi, by uzasadnić neokolonialne podejście do Starego Kontynentu.

Meloni nie mogła nie zareagować na zaczepki Trumpa, bo w końcu Watykan leży na terytorium jej kraju. Sama szła w 2022 r. do wyborów z hasłem „kobieta, matka, katoliczka”, dlatego reakcja w obronie głowy Kościoła musiała być szybka i zdecydowana. Nawet jeśli Włochy, jak większość europejskich krajów, wyraźnie się laicyzują, kwestii kulturowych ignorować nie można. Zwłaszcza że Meloni jest suwerenistką, a krytyka Watykanu to dla wielu Włochów właśnie atak na suwerenność Republiki – pomimo oczywistego faktu, że Stolica Apostolska jest osobnym podmiotem prawa międzynarodowego. Dlatego jej komentarz o słowach Trumpa, które są „nieakceptowalne”, rozumieć należy przede wszystkim jako ruch przeznaczony na rynek krajowy. Meloni nie może sobie pozwolić na rozwścieczenie własnego konserwatywnego elektoratu, dumnego ze związku Rzymu z Watykanem. I to nawet nie z powodu zbliżających się kolejnych wyborów parlamentarnych, ale też dlatego, że Stany Zjednoczone nigdy nie były we Włoszech specjalnie popularnym partnerem, nawet na prawicy.

W przeciwieństwie więc np. do Polski, gdzie prawicowa opozycja nadal podchodzi do Trumpa na kolanach, Meloni rozumie, że całkowity serwilizm wobec USA wśród jej wyborców nie przejdzie. To było do przewidzenia. Iwan Krastew, znany bułgarski politolog i członek Europejskiej Rady Spraw Międzynarodowych (ECFR), od dawna powtarza, że Trump jest nacjonalistą, ale nie rozumie i nie docenia nacjonalizmu innych krajów. Ta dynamika właśnie rozgrywa się między nim a szefową włoskiego rządu.

Pragmatyczna aż do bólu

Ten konflikt ma jeszcze jeden wymiar, ogólnoeuropejski. O ile w polityce krajowej Meloni ma zapędy autorytarne, próbuje likwidować niezależność sądów, mediów czy instytucji akademickich, o tyle na zewnątrz uchodzi za polityczkę, która potrafi spiłować pazury. Nie odeszła od wsparcia dla Ukrainy, nawet teraz – w Rzymie gościł właśnie Wołodymyr Zełenski, którego Meloni zapewniła o pełnym poparciu Rzymu dla Kijowa. Potrafiła obłaskawić nawet Orbána, kiedy ten blokował kolejne unijne transze wsparcia dla walczącej z Rosją Ukrainy. Nie dołączyła też do jego frakcji w europarlamencie, zamiast tego popierając Europejską Partię Ludową i Ursulę von der Leyen.

Teraz widzi wyraźnie, że europejscy przywódcy przestali się bać jawnej krytyki Trumpa. Po części dlatego, że nie mogą już ukrywać, że MAGA po prostu im szkodzi – bezsensowna wojna z Iranem podnosi ceny energii na całym świecie, a wywołał ją miotany impulsami amerykański prezydent pod wpływem Beniamina Netanjahu.

Ale widać też, że amerykański król „jest bardzo, bardzo nagi”, jak pisała ostatnio w magazynie „Prospect” Susan Glasser z „New Yorkera”. Nie ma więc powodu się go bać, także dlatego, że w tej chwili ma inne priorytety niż atakowanie Europy. Nawet politycy o bardziej gołębim usposobieniu, jak premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, zaczęli otwarcie krytykować amerykańską administrację. To już nie odwaga, lecz pragmatyzm. A Meloni pragmatyczna jest do bólu.

W którą stronę wieje wiatr

Podobnie ma się sytuacja z Izraelem. Rząd Meloni podjął we wtorek decyzję o zawieszeniu wzajemnego paktu obronnego z Tel Awiwem, wywołując furię Netanjahu. Premier Izraela zaczyna się wypowiadać w tonie i przy użyciu słów podobnych do tego, co mówi i pisze Trump. Co tylko potwierdza, że wojna w Iranie to konflikt, który nie był Ameryce do niczego potrzebny, ale w który weszła, bo chciał tego Izrael.

Tymczasem Bibi prowadzi politykę tak brutalną, ekspansywną, łamiącą prawa człowieka, że nie za bardzo da się ją uzasadnić nawet wśród konserwatywnych wyborców. Iran byłby jeszcze łatwy do przełknięcia, ale już okupacja 20 proc. terytorium Libanu, gdzie zmuszono do relokacji ponad milion mieszkańców, jest z punktu widzenia Europy bezsensowna i trudna do uzasadnienia. Akurat krytyka Netanjahu niewiele też szkodzi, bo Włochy nie są od Izraela zależne ani militarnie, ani energetycznie – a kapitał symboliczny, który w powojennej historii zgromadziło dla siebie państwo Izrael, właśnie roztrwaniany jest przez Netanjahu z prędkością światła.

Tak naprawdę więc we włoskiej polityce wydarzyło się w ostatnich tygodniach niewiele. To wiatr zaczął wiać w inną stronę, więc Meloni się dostosowała.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Alergia na wiosnę. Cierpi aż 12 mln Polaków. Leczą się u naturopatów, problem jest gigantyczny

Już 12 mln Polaków zmaga się z wiosennymi alergiami. Gdy konwencjonalna medycyna oferuje lata leczenia, gabinety naturopatów obiecują odczulenie bez igieł i bólu. Dlaczego łatwiej uwierzyć w magię niż w naukę?

Paweł Walewski
31.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną