Dramat Strefy Gazy. Polska nie przyjęła jeszcze żadnego pacjenta. Co możemy zrobić?
JĘDRZEJ WINIECKI: Co w Polsce wiemy o potrzebach Gazy?
DRAGINJA NADAŽDIN: Polki i Polacy interesują się sytuacją w Strefie. 69 proc. badanych zadeklarowało, że śledziło doniesienia prasowe na ten temat. Wiedzą więc, że mimo zawieszenia broni trwa kryzys humanitarny.
Działania Izraela oceniane są jednoznacznie negatywnie.
Ogromna większość zdaje sobie sprawę, że Izrael narusza zasady prowadzenia konfliktów zbrojnych. 89 proc. dostrzega, że w Gazie brakuje żywności, 88 proc. – że dochodziło do ataków na ludność cywilną, 80 proc. – że niszczono placówki medyczne.
Jak wygląda sytuacja na miejscu?
Zawieszenie broni nie oznacza automatycznie, że szpitale zaczęły funkcjonować normalnie. Połowa z istniejących przed wojną 37 szpitali jest zamknięta. Połowa działa, ale żaden z nich nie udziela świadczeń na 100 proc. swoich przedwojennych możliwości. Wspiera je m.in. nasza organizacja. Lekarze bez Granic utworzyli także dwa z dwunastu nowych szpitali polowych.
Dostarczamy pomoc, ale tak naprawdę rozdysponowujemy zgromadzone wcześniej zapasy. Od początku roku nie wolno nam bowiem zatrudniać nowych pracowników z zagranicy i niczego importować. Nie ma mowy o żadnych nowych dostawach lekarstw i środków higienicznych. Zajmujemy się odsalaniem wody pitnej, dostarczamy ją do co piątego mieszkańca Strefy. Nie możemy jednak sprowadzać urządzeń niezbędnych do odsalania.
Dlaczego? Dlatego, że Izrael kontroluje granice i większość terytorium Strefy?
W 2025 r. wprowadził nowe zasady rejestracji międzynarodowych organizacji humanitarnych, które obowiązują od stycznia. Jednym z warunków jest przekazanie informacji o wszystkich palestyńskich pracownikach, w przypadku Lekarzy bez Granic personel w Strefie jest liczny, to 1,4 tys. osób. Przekazanie ich danych mogłoby narazić je na niebezpieczeństwo.
W efekcie nie wolno nam przywieźć nawet generatorów prądu, potrzebnych i do odsalania, i do zasilania szpitali. Nie możemy sprowadzać środków do dezynsekcji i deratyzacji. A skoro nie ma możliwości utrzymania higieny na odpowiednim poziomie, to niektóre placówki medyczne opanowane są przez pchły i szczury. Możliwości systemu opieki zdrowotnej są wyczerpane. Światowa Organizacja Zdrowia prowadzi listę pacjentów wymagających ewakuacji medycznej. Obejmuje 18 tys. osób, w tym ok. 4 tys. dzieci. W badaniu pytaliśmy, czy Polska powinna przyjmować na leczenie Palestyńczyków ze Strefy Gazy.
I co?
Ponad połowa spytanych odpowiedziała pozytywnie. Tymczasem dotąd Rzeczpospolita nie przyjęła ani jednego pacjenta. Jakiś czas temu Ministerstwo Spraw Zagranicznych powiedziało nam, że kontaktowało się z Ministerstwem Zdrowia i MSWiA. Niewiele z tego wynikło, wszelkie rozmowy utknęły. Dodajmy, że szpitale w państwach ościennych, Egipcie i Jordanii, są przepełnione. Nie są w stanie przyjmować nowych pacjentów z Gazy. Więc objaśnienia, że wesprzemy system egipski albo jordański – i przy okazji tak uspokoimy swoje sumienie – nie mają sensu.
Wyłaniałby się z tego obraz nieaktywnego rządu w pasywnym społeczeństwie. Gdyby nie to, że mamy wysoką gotowość do niesienia pomocy.
85 proc. pytanych przyznało, że w minionym roku pomogli przynajmniej raz. Uczestniczyli w zbiórkach pieniężnych i rzeczowych. Oddawali krew. Angażowali się w wolontariacie. Dotąd ponad 10 tys. osób z Polski wsparło nasze działania w Gazie.
Państwa badanie przeprowadzono w ramach corocznego Barometru Humanitarnego. W 2025 r. odnotowano w nim spadek polskiej chęci do pomagania.
Wpływ na to mogła mieć kampania prezydencka, zaostrzony język antymigranckiej retoryki i dyskurs polityczny, w którym wybijały się głosy wymierzone w Ukraińców. Teraz obserwujemy uspokojenie nastrojów, np. o 6 pkt, do 47 proc., zmniejszyła się grupa, która twierdzi, że organizacje humanitarne powinny wspierać przede wszystkim Polaków, bo mamy wystarczająco dużo własnych problemów.
W jakim zakresie Polska i jej obywatele, przy deklarowanej empatii i rosnącej zamożności, mogliby wesprzeć Gazę? Na przykład ilu pacjentów mogłoby trafić tu na leczenie?
Mówimy o przyjęciu pojedynczych osób, choć polskie możliwości, także finansowe, są znacznie większe. Bo wiemy, że szpitale, władze lokalne, społeczeństwo i organizacje pozarządowe są na to gotowe. Rozstrzygający jest jednak brak woli politycznej.
***
Draginja Nadaždin – działaczka na rzecz praw człowieka i budowania społeczeństwa obywatelskiego. W latach 2007–21 była dyrektorką Amnesty International Polska, od 2021 r. jest dyrektorką polskiego biura Lekarzy bez Granic.