Brytyjska para królewska w Ameryce Trumpa. Są uśmiechy i komplementy, ale czy to wystarczy?
Niezwykle uroczystą oprawę miało we wtorek powitanie króla Karola III przed Białym Domem. Rozpoczęta poprzedniego dnia wizyta brytyjskiego monarchy ma naprawić stosunki między USA a Zjednoczonym Królestwem, nadwyrężone wskutek pretensji Donalda Trumpa do rządu Keira Starmera o brak pomocy w wojnie z Iranem. Nie wiadomo jednak, czy wobec powszechnej w Europie krytyki tej wojny i całej polityki zagranicznej amerykańskiego prezydenta na takie pojednanie w ogóle są szanse.
Trump nie szczędzi komplementów
Króla Karola i królową Kamilę powitały w Ogrodzie Różanym prezydenckiej rezydencji fanfary, szeregi wojsk we współczesnych mundurach i oddział maszerujących żołnierzy w XVIII-wiecznych uniformach. Brytyjska para i Donald Trump z małżonką Melanią przyglądali się paradzie z balkonu Białego Domu.
W powitalnym przemówieniu Trump podkreślił historyczne więzi USA z Wielką Brytanią, będące spoiwem specjalnych – jak to się zawsze określa – stosunków między obu krajami i ich sojuszu. Przypomniał kulturowe korzenie Stanów, kiedyś brytyjskiej kolonii, mówiąc, że ogłoszenie przez USA niepodległości w 1776 r. było „kulminacją setek lat walki po obu stronach Atlantyku” o powodzenie „angloamerykańskiego eksperymentu na rzecz ludzkiej wolności”. I oświadczył, że z okazji zbliżającej się 250. rocznicy istnienia USA „żaden hołd nie byłby bardziej właściwy” niż obecna wizyta brytyjskiego monarchy.
Trump nie szczędził królowi komplementów i przypomniał, że jego matka, zmarła w 2022 r. Elżbieta II, podczas wizyty w Waszyngtonie zasadziła drzewko w Ogrodzie Różanym, symbol przyjaźni między USA a Wielką Brytanią. Okrasił swoją mowę wątkiem osobistym – powiedział, że jego matka, urodzona w Szkocji imigrantka, uwielbiała Karola, kiedy był młodym następcą tronu. „Była w nim zakochana, czy uwierzycie?”, powiedział, wywołując uśmiech na twarzy swego królewskiego gościa.
Komentatorzy przypomnieli, że Trump od dawna wyraża podziw dla tego, co nazywa „angielską cywilizacją”. Można jednak wątpić, czy to wystarczy, by powrócił na drogę umacniania transatlantyckiej relacji między USA a Europą, której spoiwem była dotąd afirmacja liberalnej demokracji, kulturowego trzonu wspólnoty Zachodu. Jako prezydent Stanów Zjednoczonych osłabia NATO, atakując werbalnie europejskich sojuszników i przedstawiając ich jako większe zagrożenie dla Ameryki niż autorytarne reżimy z Rosją i Chinami na czele.
Napięcia na linii Waszyngton–Londyn
Konflikt z Wielką Brytanią wywołany został przez sprzeciw rządu w Londynie wobec użycia brytyjskich baz przez siły USA w inwazji na Iran. Po naleganiach Waszyngtonu premier Keir Starmer zgodził się na nie, ale z zastrzeżeniem, że Amerykanie mogą używać baz tylko do operacji defensywnych. Trump zareagował z furią, oświadczając z przekąsem, że Starmer „to nie żaden Churchill”. W Zjednoczonym Królestwie z oburzeniem z kolei przyjęto pogardliwe wypowiedzi prezydenta na temat NATO i udziału wojsk Sojuszu w wojnach w Afganistanie i Iraku, gdzie w walkach zginęło 636 Brytyjczyków.
Dodatkowe napięcia na linii Waszyngton–Londyn powstały w związku z tzw. kartoteką Epsteina. Jednym z jego najbardziej prominentnych klientów okazał się brat Karola III Andrew Mountbatten-Windsor, czyli do niedawna znany z playboyowskiego stylu życia książę Andrzej, któremu odebrano monarsze tytuły za związki z osławionym finansistą pedofilem. Skandal wywołały także rewelacje o bliskiej znajomości Epsteina z Peterem Mandelsonem, czołowym politykiem brytyjskiej Partii Pracy, którego Starmer nieopatrznie mianował wcześniej ambasadorem w USA.
Perełki króla Karola
Po uroczystości w Białym Domu Karol – jako drugi po swojej matce Elżbiecie monarcha brytyjski – wygłosił przemówienie przed połączonymi izbami Kongresu. Podobnie jak wcześniej Trump podkreślał w nim historyczne więzi Wielkiej Brytanii z USA, angielski rodowód amerykańskiej demokracji, dla której inspiracją była Magna Carta, XIII–wieczny dokument ograniczający władzę króla. Wyraził też optymistyczne przekonanie, że obecne problemy w relacjach Wielkiej Brytanii z USA zostaną rozwiązane. Perełką były dowcipy króla na temat historii stosunków jego kraju z amerykańskimi stanami, wyzwalającymi się z brytyjskiego imperium pod koniec XVIII w.
W przemówieniu Karola znalazły się także akcenty polemiczne wobec polityki i retoryki Trumpa. Przypomniał o pomocy NATO dla USA w inwazji na Afganistan po ataku terrorystycznym 11 września 2001 r. Wezwał do jedności Zachodu w obliczu imperialnych dążeń Rosji i „nieustępliwej determinacji” w obronie Ukrainy – dla której pomoc Trump wstrzymał. Znaczną część przemówienia poświęcił na pochwałę systemu checks and balances, kluczowego elementu amerykańskiej demokracji, który ma nie dopuszczać do nadmiernej władzy prezydenta kosztem Kongresu i władzy sądowniczej. Trump tymczasem stara się rządzić wyłącznie dekretami, marginalizując legislaturę i ignorując orzeczenia sądów.
Zebrani członkowie Senatu i Izby Reprezentantów z obu partii wielokrotnie nagradzali słowa króla owacją na stojąco. Zdaniem komentatorów było to najważniejsze przemówienie Karola III w czasie jego 3,5-letniego panowania.
Uśmiechy nie wystarczą
Nie sposób przewidzieć, czy albo w jakim stopniu wizyta Karola III i spotkania z Trumpem przyczynią się do poprawy relacji między Wielką Brytanią a USA. W brytyjskiej monarchii konstytucyjnej król nie ma formalnej władzy, jest tylko głową państwa. Liczy się więc przede wszystkim to, czy w osobistym kontakcie z prezydentem zdoła przekonać go do argumentów brytyjskiego rządu. Trudno jednak o osobowości i polityczne postacie tak różne jak Trump i Karol III, więc można mieć wątpliwości, czy uśmiechy obu na spotkaniach to coś więcej niż przelotny efekt miło spędzonego czasu.
Prezydent USA to narcystyczny megaloman o autorytarnych skłonnościach, myślący w kategoriach czarno-białych albo transakcyjnych i pozbawiony intelektualnej ciekawości. Karol wydaje się refleksyjnym melancholikiem o temperamencie intelektualisty i poglądach, jak na monarchę, lewicowych. Jego pasją jest ochrona środowiska naturalnego, walkę z ociepleniem klimatu uznaje za niezmiernie ważną. Trump ma w tej sprawie biegunowo przeciwne zapatrywania, neguje fakt zmiany klimatu za sprawą działalności człowieka. Czy wizyta Karola zmieni zatem klimat w stosunkach USA z Wielką Brytanią?