Recenzja spektaklu: „Requiem dla snu”, reż. Jakub Skrzywanek
Spektakl nuży – co może być zamierzone, nałóg, jak każdy przymus, jest nużący.
Spektakl nuży – co może być zamierzone, nałóg, jak każdy przymus, jest nużący.
Tym przedstawieniem – 153. w swojej intensywnej karierze – reż. Marek Weiss żegna się ze sceną. Tak przynajmniej twierdzi.
Znakomitą muzykę z dowcipem i dystansem wykonują soliści i muzycy Opery Wrocławskiej.
Popremierowy olbrzymi i pozytywny odzew w mediach społecznościowych pokazuje, że temat rezonuje i nawet ryzykowna forma nie okazała się dla telewizyjnych widzów barierą.
Teatralna adaptacja 600-stronicowej, uhonorowanej Literacką Nagrodą Europy Środkowej Angelus powieści kondensuje rozlicznie poruszane przez autora wątki do czterogodzinnego seansu pamięci i tożsamości.
Czas feministycznych esejów minął, zamiast teorii – codzienna praktyka, a szczera rozmowa czyni cuda.
Podtytuł tegorocznej edycji zasłużonej szczecińskiej imprezy brzmi: „Sprawa osobista/ It’s personal”. „Artyści Kontrapunktu 2026 pokazują, że opowiadając o sobie, można poruszyć sprawy wszystkich – i że czasem dopiero wtedy zaczyna się prawdziwy dialog” – tłumaczą go organizatorzy.
Koncepcja ciekawa, lecz odbiera tej historii emocje, a nagromadzenie faktów i anegdot mimo wszystko nie tłumaczy postronnym widzom fenomenu grupy.
Oglądając półtoragodzinny spektakl, nie sposób pozbyć się wrażenia, że to stracona szansa na świetny monodram Łukasza Lewandowskiego.
„Lalka” Iłynczyka jest o kapitalizmie, który działa w myśl zasady business as usual.
‚‚Trojanki” Eurypidesa, obraz kobiecych ofiar męskiego parcia do wojny, niszczycielskiego instynktu posiadania i władzy, który pcha świat ku zagładzie raz za razem – to dziś sztuka przerażająco aktualna w coraz to nowych rejonach świata.
Spektakl ma luźną strukturę, można by się czepiać (braku) dramaturgii, ale istotne jest tu coś innego – budowanie wspólnoty doświadczenia.
Krakowski „Słowak” i Maja Kleczewska zamykają tryptyk rocznicowy: „Dziady” miały premierę w 120-lecie prapremiery dramatu na tej scenie, „Wesele” i „Wyzwolenie” – w 123-lecie.
Uznany pisarz, poeta, muzyk, dziś żołnierz i twarz ukraińskiej kultury w czasie wojny, pracę nad powieścią „Internat” rozpoczął po inwazji w 2014 r., jeżdżąc do miast odbijanych przez wojska ukraińskie z rąk rosyjskich separatystów.
Brakuje wsparcia w postaci reżyserii wykraczającej poza najprostsze, bezpieczne i infantylne chwyty.
Ten spektakl ma swoje lepsze strony, jak orkiestra czy scenografia autorstwa Fabiena Lédé.
Większość scen jest obliczona na cringe – niewygodna, wybijająca widza z komfortu. „Lubiewo” wraca po latach do Wrocławia nie jako ciotowski „Dekameron”, lecz ciotowskie „Dziady”.
Domalewski jest storytellerem – umie opowiadać wciągająco, z odpowiednio rozłożonymi proporcjami wzruszenia i humoru.
Konwencja kryminału z nutą metafizyki. Malownicza, górska sceneria. I główna bohaterka: Janina Duszejko, dojrzała i pewna siebie.
To drugie wystawienie tomu opowiadań Doroty Masłowskiej „Magiczna rana”.