Historia

Historia, jakiej nie znacie: Banan, surowiec strategiczny

Wojny bananowe zaczęły się od... kawałka arbuza. Wojny bananowe zaczęły się od... kawałka arbuza. Lotte Löhr / Unsplash
Śmiejemy się czasem z własnego kraju, że rosną tu tylko cebula i ziemniaki. I, szanowni Państwo, bardzo dobrze.

Wojny bananowe zaczęły się od... kawałka arbuza. 15 kwietnia 1856 r. w Panamie, wówczas stolicy Republiki Nowej Granady (dzisiejszej Kolumbii i Panamy). Poszło o banał. Grupa znudzonych amerykańskich pasażerów, czekających na odpłynięcie statku do USA, włóczyła się po mieście bez celu. Jeden z nich wziął kawałek owocu od ulicznego sprzedawcy i odmówił zapłaty. Przynaglany, w poczuciu własnej godności wyciągnął broń, sprzedawca rzucił się na niego z nożem i dalej już poszło. Miejscowi wybiegli z maczetami, Amerykanie zaczęli się bronić, w rezultacie spłonęło kilka budynków w porcie, śmierć poniosło dwóch Panamczyków i 15 Amerykanów. Rząd USA zażądał ukarania winnych i rekompensaty – skończyło się na wypłacie niebagatelnej sumy 500 tys. dol.

Czytaj też: Zanim Hiszpanie Meksyk podbili...

W 1898 r. Stany Zjednoczone, korzystając z całkowicie fałszywego pretekstu, wypowiedziały wojnę Hiszpanii, odbierając jej w imię demokracji i prawa do samostanowienia mieszkańców Kubę i Portoryko (przy okazji też Filipiny). Zresztą bez przesady z tym samostanowieniem – USA zagwarantowały sobie nie tylko bazę w Guantanamo, ale też prawo do interwencji wojskowej w przypadku naruszenia własnych interesów. A interesów w Ameryce Środkowej miały coraz więcej.

Bananowy interes

Republika Nowej Granady rozpadła się, gdy Panama ogłosiła niepodległość w 1903 r. Chyba nie przypadkiem w tym samym roku nowy rząd zawarł umowę o „wieczystej dzierżawie” przesmyku, na którym już od pewnego czasu budowano słynny kanał, otwarty w 1914 r. Przez który, co oczywiste, mogły przepływać pancerniki US Navy, wydatnie skracając sobie drogę pomiędzy dwoma oceanami, ale też statki handlowe. A na tych statkach, oczywiście między innymi, płynęły na Zachodnie Wybrzeże USA banany. Owoc wcześniej mało popularny w zachodnim świecie, ale tani i doskonale nadający się jako uzupełnienie drugiego śniadania klasy robotniczej, nie tylko z racji walorów smakowych, ale też łatwości obierania ze skóry. Szybko stały się drugim najbardziej popularnym owocem po jabłkach, a wartość eksportu wzrastała lawinowo – w 1901 r. wynosiła 750 tys. dol., a w 1910 już 10 mln.

Czytaj też: Niebywała akcja ratunkowa

Spośród wielu potentatów w tym zyskownym handlu wyróżniała się United Fruit Company, posiadająca plantacje w Hondurasie, Gwatemali, Panamie, Kolumbii, na Kubie i Jamajce, Portoryko i wielu innych krajach regionu. Kompania inwestowała nie tylko w plantacje, ale też drogi, koleje, media. Posiadała własne siły porządkowe i wywiadowcze, pracownikom płaciła bonami ważnymi tylko we własnych sklepach, nie cofała się przed zabójstwami i zamachami stanu, wszędzie stając ponad prawem formalnie niepodległych państw. Strajki tłumiono bezwzględnie i krwawo, np. w 1928 r., podczas „bananowej masakry” w Cienaga w Kolumbii, armia zabiła kilkuset robotników (dokładna liczba nie jest znana, bo ciała ofiar wrzucano do morza).

Dlaczego kolumbijscy żołnierze strzelali do własnych obywateli? Bo władze kompanii zagroziły interwencją amerykańskiego Marine Corps, a groźba ta nie była blefem. Piechota marynarki wojennej walczyła już w Panamie, na Kubie, Santo Domingo, Haiti, w Nikaragui. Operacje te zdarzały się tak często, że w 1935 r. Korpus wydał specjalny podręcznik zatytułowany „Small Wars Operations”.

Czytaj też: Banan – surowiec mocno polityczny

Imperialny reket

Przywołajmy zresztą słowa naocznego świadka. Smedley Butler, generał marines służący w korpusie 34 lata i wielokrotnie odznaczany za męstwo, po odejściu z armii napisał książkę o wszystko wyjaśniającym tytule „Wojna to szwindel”. Tak podsumował swoją służbę:

Pomogłem uczynić Meksyk, zwłaszcza Tampico, bezpiecznym miejscem dla amerykańskich interesów naftowych w 1914 r. Pomogłem uczynić z Haiti i Kuby przyzwoite miejsca do zbierania dochodów przez chłopców z National City Bank. Pomagałem w zgwałceniu pół tuzina republik Ameryki Środkowej dla Wall Street. Pomogłem oczyścić Nikaraguę dla międzynarodowego domu bankowego Brown Brothers w latach 1909–1912. W 1916 r. zapaliłem w Dominikanie światło dla amerykańskich interesów cukrowych. W Chinach pomogłem dopilnować, by Standard Oil działał bez przeszkód. (...) Patrząc wstecz, czuję, że mogłem dać Alowi Capone kilka wskazówek. Najlepsze, co on potrafił, to zbieranie reketu w trzech okręgach. Ja działałem na trzech kontynentach.

Szczęśliwie historia potoczyła się dalej i żyjemy już w zupełnie innym świecie, prawda?

Czytaj też: Wszystko, czego nie chcecie wiedzieć o bananach

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Domy dla bezdomnych

Efekty programu „najpierw mieszkanie” obalają mit, że jeśli pozostawi się bezdomnych na ulicy bez wsparcia, to i tak jakoś sobie poradzą, a zaoszczędzi się przy tym publiczne pieniądze. Nic bardziej mylnego.

Zbigniew Borek
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną