Świat

Z Kanału Panamskiego znika woda, a wraz z nią pieniądze

Kanał Panamski Kanał Panamski Forum
Rekordowo niskie opady spowodowały drastyczne obniżenie poziomu wód na jednej z najważniejszych dróg wodnych świata. Płytszy kanał oznacza niższe limity ładunkowe, mniejsze wpływy do panamskiego budżetu i zmiany w światowym ruchu statków.

Tegoroczny sezon jest jednym z najtrudniejszych dla operatorów kanału, odkąd 105 lat temu amerykańscy inżynierowie oficjalnie otworzyli przeprawę. El Niño, nieregularne zjawisko atmosferyczne powodujące utrzymywanie się ponadprzeciętnie wysokich temperatur powietrza nad Oceanem Spokojnym, tym razem przyniosło nad Amerykę Centralną rekordowe susze. Zarządzająca kanałem Panama Canal Authority (ACP), rządowa jednostka zajmująca się głównie poborem opłat za przeprawianie się z jednego oceanu na drugi, ocenia, że w tej chwili poziom wody na przeprawie jest ok. 2 m niższy, niż być powinien.

Płytsze wody, mniej statków, mniej pieniędzy

Podobnie wygląda sytuacja na stworzonych przy okazji budowania kanału sztucznych zbiornikach wodnych. Gatun, jeden z największych na świecie, ma poziom niższy o ponad półtora metra. Widać to zresztą gołym okiem. Gatun jest klasyczną „pocztówką” znad Kanału Panamskiego. W poprzednich latach zawsze dało się zobaczyć co najmniej kilkanaście wielkich kontenerowców oczekujących na przeprawę przez kanał. Dzisiaj jego tafla jest prawie niezmącona.

Bo niższy poziom wód przekłada się na mniejszy ruch. Statki z większym ładunkiem, o większym zanurzeniu, nie są w stanie w tej chwili przez niego przepłynąć. A nawet jeśli to robią, to z dużo mniejszym bagażem. Mniejszy ładunek to z kolei mniej pieniędzy dla ACP, bo model biznesowy przeprawy opiera się na pobieraniu opłat właśnie za wagę towarów na pokładzie.

Najlepiej obrazuje to szybki rzut oka na tegoroczne decyzje ACP dotyczące limitów zanurzenia. Od lutego limit ten był zmniejszany siedmiokrotnie. W tej chwili maksymalne dozwolone zanurzenie wynosi 12,04 m w starszej i 13,41 m w nowszej części kanału. Pół roku temu było prawie półtora metra wyższe.

Czytaj także: Czy Bałtyk umiera?

Panama, metafora zmian klimatu

Carlos Vargas, wiceprezes ACP odpowiedzialny za politykę środowiskową i pomiary wodne, nie ma wątpliwości, że sytuacja na kanale jest kryzysowa. Cytowany przez Associated Press, bieżący sezon określił jako najsuchszy w historii przeprawy. Dodaje, że susza to pełzająca katastrofa, bo jej nadejście widać było od dawna. „Wprowadzenie siódmego poziomu restrykcji zanurzenia poprzedziło dobre kilka miesięcy bez jakichkolwiek opadów” – mówi Vargas.

Właśnie te miesiące, o których wspomina, tradycyjnie zasilały panamskie rzeki i jeziora. Od końca kwietnia do lipca w Ameryce Centralnej padało z reguły tyle deszczu, że nawet intensywne el Niño, zaczynające się w poprzednim roku, mogło zostać zniwelowane przez intensywną porę deszczową. W tym roku opady nie przyszły, więc kanał zaczął gwałtownie wysychać.

Sytuacja w Panamie jak w soczewce skupia reakcje łańcuchowe wywołane katastrofą klimatyczną. Dla tego kraju woda to pieniądz w naturalnej postaci. Zysk z opłat pobieranych na przeprawie stanowi ok. 3 proc. PKB, ponad 1,5 mld dol. W dodatku kanał generuje ogromny ruch turystyczny – co roku odwiedza go 1,6 mln zwiedzających. Innymi słowy, trzech na czterech zagranicznych gości Panamy zalicza wizytę na kanale.

Czytaj także: Czekają nas wojny o wodę i żywność

Mniej wody, więc mniej turystów

Również ten ruch mocno zmalał. Integralnym elementem wycieczki jest bowiem przejażdżka motorówką po jednej z rzek wypływających z lasów tropikalnych i zasilających przeprawę. W ostatnich miesiącach przewodnicy mieli coraz większe problemy z pokonaniem dopływów kanału – właśnie z powodu niższego poziomu wody. Tu znowu działa prosta zależność. Mniej wody w rzekach to mniej turystów. A to z kolei oznacza sporo niższe zyski ze sprzedaży pamiątek, lokalnego rękodzieła czy wycieczek po okolicy.

Drugi problem to woda pitna. Choć naukowcy z położonego przy pacyficznym końcu kanału Smithsonian Tropical Research Institute oceniają, że w tym roku wody w panamskich kranach jeszcze nie zabraknie, to już kolejne lata są mocno zagrożone. Nie ma ani krzty przesady w stwierdzeniu, że Panama istnieje dzięki wodzie. Jej deficyt może zachwiać stabilnością tego małego środkowoamerykańskiego państwa w niesamowicie szybkim tempie.

Panama nie jest pod tym względem osamotniona. Niedawny raport zespołu badawczego ze Stanford University pokazał, że gdyby nie katastrofa klimatyczna, różnica między najbogatszymi i najuboższymi państwami świata byłaby mniejsza aż o jedną czwartą. Degradacja naszej planety przekłada się na nierówności ekonomiczne być może bardziej niż jakikolwiek inny czynnik. A kraje globalnego południa i dawne kolonie europejskich mocarstw, które bardziej niż rozwinięte państwa Starego Kontynentu zależą od przychodów z eksploatacji środowiska, odczuwają te nierówności szybciej i bardziej niż inni.

Czytaj także: Kolejki po wodę (z powietrza)

Panama czeka na deszcz

Mimo suszy Kanał Panamski pozostanie najpewniej ważnym elementem światowej mapy transportowej. Przez przeprawę przepływa 3 proc. całego ruchu morskiego na planecie – również dlatego, że nie ma dla niej za bardzo alternatywy, przynajmniej na razie. Kanał jest długi na 77 km. Ci, którzy chcieliby płynąć tradycyjną drogą na Pacyfik, wokół przylądka Horn, skazywaliby się na dodatkowe 13 tys. km podróży.

Sytuacja może się jednak zmienić, znowu z powodu katastrofy klimatycznej. Jeśli gwałtowna redukcja powierzchni lodowej w Arktyce odsłoni dla komercyjnego ruchu tzw. przejście północno-zachodnie, część amerykańskich, rosyjskich i kanadyjskich statków zdecyduje się wpływać na Ocean Spokojny lub Atlantyk, kierując się na północ, wokół Alaski i Kanady. Nie trzeba oczywiście tłumaczyć, że miałoby to katastrofalne skutki dla tamtejszych ekosystemów. Począwszy od szlaków migracyjnych zwierząt, po zwiększenie zanieczyszczenia oceanów, kończąc na dalszym ocieplaniu i podnoszeniu poziomu wód – wszystko to w Arktyce byłoby od razu widoczne wraz z pojawieniem się wielkich kontenerowców.

Administratorzy Kanału Panamskiego czekają na deszcz, bo tylko to im pozostało. Pogłębienie ani przebudowa przeprawy nie wchodzi w grę, także ze względów finansowych i ekologicznych. Ich sytuacja również pod tym względem odzwierciedla pole manewru wielu krajów wobec katastrofy klimatycznej – coraz częściej znajdują się w kryzysach tak silnych i zaawansowanych, że mogą tylko czekać na to, co już praktycznie nieuchronne.

Naukowcy apelują: Sadźmy lasy!

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną