Recenzja filmu: „Sąsiady”, reż. Grzegorz Królikiewicz
Film skierowany do wybranej widowni ma konstrukcję otwartą, dzieli się na epizody.
Film skierowany do wybranej widowni ma konstrukcję otwartą, dzieli się na epizody.
Nad pełnym rozmachu widowiskiem wyraźnie ciąży ideał wielokulturowości i etnicznego pojednania.
Prawdziwy melodramat o dojrzałych, starszych ludziach, którzy próbują poukładać swoje życie na nowo.
Kino familijne w dobrym wydaniu, z nieprzemijającym przesłaniem, że dobro bywa nagradzane, a zło ukarane i każdy może kiedyś zostać zaproszony na bal, który odmieni jego życie.
Kreacjoniści mogą odetchnąć, chorzy na raka też.
Mamy mocnego kandydata do przyszłorocznych Oscarów.
To jeden z najbardziej zaskakujących filmów ostatnich lat, choć sądząc po streszczeniu, można mieć co do tego pewne wątpliwości.
To jeden z najbardziej szalonych i przykrych w oglądaniu filmów, które warto jednak polecić.
Prosty film o ludzkiej godności.
Akcja toczy się w Polsce lat 90., lecz ta Polska przypomina Amerykę z filmów amatorskich przesyłanych kiedyś przez krewnych rodakom w kraju.
Reżyserka zaszkodziła nie tylko sobie, ale i pisarce, odsłaniając całą mizerię jej bestselleru.
Film opowiada o niszczycielskim wpływie przemocy.
Kto gustuje w humorze absurdalnym, może w czasie seansu parę razy się uśmiechnąć.
Wachowscy błysnęli poczuciem humoru i mogą go rozwijać w popularną serię.
Wszystko jest idealnie rozpisane, dopasowane, co sprawia wrażenie irytującej sztuczności.
Połączenie pozornie dalekich tropów zaowocowało piękną, nostalgiczną opowieścią, która niespodziewanie wygrała dwa lata temu festiwal w Wenecji.
Na pytanie, czy można zrobić ambitny melodramat i jednocześnie zadowolić walentynkowe gusta, odpowiedź nie jest aż tak trudna.
O takich filmach zwykło się mówić ckliwy, przesłodzony, konwencjonalny, wymuszający współczucie.
Prokurator Teodor Szacki powraca na ekrany, i to pod postacią męską, tak jak prezentuje się w książkach Zygmunta Miłoszewskiego.
Bohater wzorowany jest na postaci lubelskiego nauczyciela Macieja Białka opisanego parę lat temu przez reportera „Gazety Wyborczej”.