Recenzja książki: Victor LaValle, „Ballada o Czarnym Tomie”
Nowela LaValle’a jest mocno osadzona w lovecraftowskiej mitologii.
Nowela LaValle’a jest mocno osadzona w lovecraftowskiej mitologii.
Technika opisu sprawia, że twarze wydają się nieustannie w ruchu, odbija się w nich światło i nasiąkają wilgocią, tracą kontury jak postaci z obrazów Francisa Bacona.
Symbol piersi na okładce powieści Melissy Broder bardzo pasuje do tej historii o głodzie matki, o jedzeniu i pożądaniu.
Camilleri w jednym z wywiadów opowiedział o swoim systemie pisania: książka powinna mieć 18 rozdziałów, a każdy z nich – 10 stron. Nie inaczej jest tutaj.
Robak jest mrukiem, człowiekiem cieniem uzależnionym od pornografii, oddanym swoim „ukochanym” z ekranu, które nic nie chcą w zamian.
Bałwochwalczy ton, który zresztą przestaje razić już po kilku stronach lektury, wpisuje się w ogólnoświatową tarantinomanię.
Auci dobrze pokazuje kobiety w klatce, całkowicie pod władzą mężczyzn.
Podlasie nie ma dobrej passy. Czar najbliższego Wschodu stratowała geopolityka, wątpliwą pamiątką gehenny uchodźców z dalekich stron będą druty kolczaste i płot rżnący sielski krajobraz pogranicza.
Cała opowieść rozgrywa się w końcu lat 20. w nieznanym miasteczku N*** gdzieś na południowym wschodzie kraju, nieopodal Drohobycza.
Z geologicznego punktu widzenia zagłada życia na Ziemi i następujące po niej odrodzenie tworzą nierozerwalną parę.
Nowa powieść Macieja Siembiedy ugina się pod ciężarem ambicji.
Historia zbudowana jest na planie szachów, kolejne ruchy figur powodują pojawienie się kolejnych wątków i planów.
Odnosimy wrażenie, że opisywana historia jest jedynie marginesem i kolejnym pretekstem do opisów Wenecji i udanego życia rodzinnego państwa Brunettich.
Pulsująca narracja podnosi ciśnienie, czyniąc z „Pogo” jeden z najciekawszych polskich reportaży ostatnich miesięcy.
„Czerwona ziemia” to powieściowy debiut Marcina Mellera, który po kilku książkach reporterskich zapragnął spróbować sił, z sukcesem, jako autor powieści gatunkowej.
Wit Szostak to autor do zadań specjalnych.
Trzy dziewczyny w starym Oplu jadą do Radomia, jest sierpień. Jedna z nich zaczyna opowiadać o swoim dorastaniu w latach 90. i na przełomie dwutysięcznych, a przede wszystkim o pożądaniu, którego nie mogła wypowiedzieć, bo było homoerotyczne.
Cykl o komisarzu Jakubie Mortce zapewnił Wojciechowi Chmielarzowi popularność i zasłużone miejsce w czołówce polskich autorów kryminałów, więc powrót do tego bohatera był kwestią czasu.
Trudno, spod tych rozważań wydobyć postać samego Gary’ego.
Miłość do jedzenia (a „nie da się lubić jedzenia, jeśli się go nie lubi w dużych ilościach”) była dla niego nierozerwalnie związana z radością życia.