Recenzja książki: Tony Hillerman, „Tam, gdzie tańczą umarli”
„Tam, gdzie tańczą umarli”, druga część cyklu, zaczyna się od podwójnego morderstwa.
„Tam, gdzie tańczą umarli”, druga część cyklu, zaczyna się od podwójnego morderstwa.
To nie jest książka kulinarna, raczej rodzaj dziennika, w którym jedzenie zajmuje centralne miejsce.
Na jego przykładzie poznajemy działanie systemu kościelnego. Nie ma w tej opowieści tematów tabu.
Kōda twierdzi, że drzewo nigdy nie umiera, że cały czas pracuje. Nic więc dziwnego, że w Japonii do drzew się pielgrzymuje, czci się je i chroni.
Mamy mnożyć w głowie pytania i poszukiwać na nie odpowiedzi wraz z główną bohaterką.
Alice Lugen, autorka mrocznej „Tragedii na przełęczy Diatłowa”, pisze pod pseudonimem. Jest dociekliwa, bada ruski mir od podszewki, obnażając jego brutalność i niedorzeczność.
Szatrawska pokazuje czas rozpuszczonych instynktów z wojną w tle. Niby odległe, a nie tak bardzo.
Czyta się to jak bajkę, ale jeśli nawet nie wszystko, to wiele z tego wydarzyło się naprawdę.
Szkoda, że opowieści są nierówne, momentami nakładają się na siebie. Na szczęście dołki u jednych wyrównują szczyty reportażu u innych.
Prawdziwą bohaterką tej opowieści jest historia – to ona wychodzi na plan pierwszy.
Za zasłoną magicznego realizmu skrywa się przejmująca historia traum i lęków, szaleństwa i gniewu, miłości i rozczarowania.
Wielką siłą „Nosków” jest próba odpowiedzi na pytanie, co pcha dzieci w tę otchłań.
Zakonnik emanuje pozytywną energią, redaktor nie unika trudnych pytań. Są anegdoty, tematy poważne i jeszcze poważniejsze, nie ma w tej książce pobożnego nudziarstwa hagiograficznego.
Książka zachwyci tych, których interesuje muzyczna materia.
Pisarstwo imponujące precyzją i oszczędnością. Może hermetyczne, lecz warte odczytywania wciąż na nowo.
Dystopijna powieść o przetrwaniu w czasach epidemii.
Dziś rzadko się tak pisze i jeśli ktoś jeszcze udanie nawiązuje do XIX-wiecznych gotyckich horrorów i powieści, to właśnie Joyce Carol Oates.
W swoich powieściach Jo Nesbø wyprawiał się już czasami poza Norwegię, teraz zdecydował się napisać thriller amerykański.
Wielka jest siła w tych małych prozach, które rozgrywają się poza frontem. Kobieta i mężczyzna spotykają się w hotelu, ale nie mogą zostawić wojny, którą mają na co dzień, całkiem poza sobą. Przenoszą ją w przestrzeń intymną.
Radość, że się żyje, brzmi banalnie, ale Grynberg opowiada o niej w sposób wyjątkowy.