Recenzja książki: Michał Olszewski, „#Upał”
Powieść jest ostrzeżeniem. Podobnie jak popularny serial „Black Mirror”. I nie jest to przyjemna książka – chce się uciec od tego języka.
Powieść jest ostrzeżeniem. Podobnie jak popularny serial „Black Mirror”. I nie jest to przyjemna książka – chce się uciec od tego języka.
Głośny powieściowy debiut szwedzkiej dziennikarki Marie Bennett, rozgrywający się w czasie drugiej wojny światowej, łączy wątki szpiegowskie i romansowe.
Kiedy już czytelnik odłoży „Szczęśliwe wyspy” na półkę, pozbawione sentymentalizmu obrazy raju ginącego pod hałdami śmieci uparcie powracają i bodą jego jaźń.
Nowa książka Piotra Pytlakowskiego nie opowiada o mafii, nie ma też związku z dziennikarstwem śledczym, z którym jest kojarzony dziennikarz POLITYKI.
Autor rysuje Polskę peryferyjną, gdzie sukces oznacza willę na bogato, a lokalna władza boi się reakcji proboszcza.
Książka zawiera dziesięć niepublikowanych dotąd w polskim tłumaczeniu felietonów z ostatnich lat.
Chociaż kierowana do dzieci w wieku szkolnym, porusza tematy fundamentalne.
W tej opowieści Larkina znajdziemy bogactwo uczuć, od rozczarowania i nudy po zaskakującą czułość.
Do dziś na rynku sztuki funkcjonuje nisza umożliwiająca kolekcjonerom z Rosji, ze Stanów Zjednoczonych nabycie porcelany będącej efektem niewolniczej pracy.
Warto odrobić tę lekcję z Pollackiem.
Najlepsze w książce są uważne zapisy bogactwa codziennych zdarzeń.
Powiedzieć, że Wojciech Młynarski to wybitny autor piosenek, to nic nie powiedzieć.
Utwór niemal pozbawiony ironii i pozostający, obok „Drugiego dziennika”, najbardziej ciemną, a jednocześnie najbardziej intymną spośród książek tego autora.
Jeden z najwybitniejszych stylistów języka polskiego, a jego staroświeckie frazy okazują się niebywale świeże i trafne.
Autor umiejętnie odziera kolejne zasłony, pod którymi ujawnia się niszcząca siła „cywilizacji” i okrucieństwo samego życia.
W czasach kiedy trudno pisać o historii, bo bywa zawłaszczana i używana w rozmaity sposób, właśnie w poezji można powiedzieć najwięcej.
Autor nie stawia wyraźnej granicy między rzeczywistością a światem marzeń i snów.
Synteza życia oraz twórczości wypada w wykonaniu Beresia efektownie i imponująco.
W „Klubie Auschwitz…” to, co zapomniane, jest tak samo ważne jak to, co, doskonale obecne.
Najgorzej kiedy powieść miała być zabawna i przyjemna, a wychodzi książka, przez którą brnie się z mozołem.