Recenzja płyty: Bitamina, „Kwiaty i korzenie”
Wrażliwości i pomysłowości chłopakom z Bitaminy nie brakuje.
Wrażliwości i pomysłowości chłopakom z Bitaminy nie brakuje.
Zespół poskładany niezwykle, choćby z racji geograficznych.
Perfekcja, przy której nikt się nie spocił, nie pozostawiając tu najwyraźniej wielkich emocji.
To płyta dla tych, którzy chcą sobie przypomnieć albo uświadomić, jak grało się bluesa w Chicago w latach 60. XX w.
Wielka legenda i ikona, już nie tylko country, ale w ogóle amerykańskiej muzyki, z imponującą energią i klasą prezentuje publiczności kolejne swoje płyty.
Yorke przypomina o swoich fascynacjach dubem i klubową sceną elektroniczną, a całość zręcznie wpisuje w klimat czasów strachu przed efektami nieustannej ekspansji człowieka.
Działający od 7 lat katowicki zespół muzyki barokowej prowadzony przez jedną z najlepszych polskich skrzypaczek w tej dziedzinie nagrał właśnie swoją pierwszą płytę zagraniczną – wydała ją belgijska wytwórnia Muso.
Koktajl jazzowo-folkowo-bluesowo-etniczno-niewiadomojaki, w którym wszystko pięknie do siebie pasuje.
Dorastanie w cieniu sławnego ojca może być jednocześnie atutem i problemem, szczególnie jeśli wybiera się podobną drogę zawodową.
Jak dobrze wiemy, niedługo po śmierci wydawnicza aktywność gwiazd muzycznych rośnie.
Całość uświadamia nam, jak wiele świat bluesa stracił wraz z odejściem Gallaghera.
Springsteen nie prowokuje, nie pobudza, ale czaruje i opowiada o czasach, kiedy Ameryka była spokojnym, stabilnym i bezpiecznym miejscem na ziemi.
Słucha się tego miło, do czego walnie przyczyniają się muzycy Opery Krakowskiej.
Podróż w głąb polskiej duszy na poziomie intelektualnym i duchowym.
Dobrze, że są jeszcze na rynku tacy, którzy nie zapomnieli, na czym polega rasowe rockowe granie.
Piękna płyta, stanowiąca godny końcowy akcent wspaniałej kariery.
Piosenki pisane były do tekstów poetów, takich jak Jean Tardieu czy surrealista Robert Desnos.
Współpraca lidera neojazzowego Pink Freud z liderem rockowego Porter Bandu zaowocowała płytą przebojową, pełną rozmaitych dźwiękowych smaczków i niespodzianek.
Są takie płyty, których zawartość, jeszcze przed odsłuchaniem, można z góry przewidzieć.
Piękna, przejmująca płyta, chyba najlepsza w dotychczasowym dorobku meksykańskiego duetu.