Ludzie i style

Bicie po tweecie, czyli Zuckerberg kontra Musk w oktagonie

Elon Musk Elon Musk Michel Euler / Associated Press / EAST NEWS
Tymczasem w świecie ludzi, którzy mają wszystko, więc im się strasznie nudzi, Mark Zuckerberg i Elon Musk postanowili spotkać się w oktagonie.

Szkoda, że Jerry Springer tego nie dożył – gdy już Zuckerberg (39 lat, założyciel Facebooka) złamie nos Muskowi (52 lata, właściciel Tesli, Space X i Twittera) lub – kto wie – sam będzie szukał na podłodze oktagonu zakrwawionego siekacza, przydałoby się, żeby jakiś przedstawiciel starych dobrych czasów wyszedł w garniturze i pokręcił z niedowierzaniem głową w imieniu ludzkości. Ale w sumie czy ktokolwiek jest zdziwiony, że kiedy Musk rzucił na Twitterze wyzwanie, że jest gotowy na pojedynek z Zuckerbergiem, ten się na to zgodził? W pierwszym odruchu – owszem; chociaż Musk kojarzy mi się z internetowym trollem, który wielokrotnie tak zapędził się w głupkowatej prowokacji, że strollował sam siebie, to Zuckerberg sprawiał wrażenie kogoś nieco poważniejszego. Może dlatego, że najbardziej utkwił mi w pamięci obrazek Muska popalającego zioło w programie radiowym – i bladego androidoicznego Zuckerberga zeznającego w garniturze przed komisją.

Potem przypomniałem sobie jednak, że i Zuck wielokrotnie pokazał się z dziwacznej strony – jak wtedy, gdy ogłosił „dietę myśliwską” (zje tylko to, co sam upoluje), albo gdy surfował – raz z przedziwnym kremem przeciwsłonecznym, który sprawiał, że wyglądał jak klaun z koszmarów, innym razem dzierżąc flagę USA.

Czytaj też: Elon Musk troska się o przyrost naturalny. Armia inceli słucha uważnie

Znani się biją

Wygłup szefów cyfrowych gigantów zbiegł się w czasie z tragedią bogatych turystów, którzy w beczułce z włókna węglowego wykonanej domowym sposobem „na start-up” popłynęli oglądać wrak „Titanica” i zginęli. Jakby bogacze dzielili się na dwa rodzaje – tych, którzy chcą za wszelką cenę zdobyć życie wieczne (jeden z bossów Krzemowej Doliny wybrał wariant wampiryczny i przetacza krew od młodzieńców), innym najwyraźniej się znudziło i szukają podniety, ryzykując życie (biedacy tymczasem ryzykują, żeby po prostu przeżyć). Wycieczki w kosmos, pod wodę czy ekstremalne loty balonem – kto bogatemu zabroni? Kto oglądał serial „Przyjaciele”, pamięta może postać bogacza Pete’a Beckera, z którym umawiała się jedna z bohaterek, Monica. Związek okazał się nieudany, gdyż ten miał nową ambicję – zostać mistrzem oktagonu.

Publiczność zdaje się lubić takie pojedynki znanych i nielubianych. Swego czasu MTV wyświetlała animowany serial „Celebrity Deathmatch”, w którym plastelinowe kukły gwiazd estrad i ekranów uczestniczyły w morderczych pojedynkach wrestlingu. Mniej krwawą wersję potyczek pokazuje komediowa seria „Epic Rap Battles of History”, w których postacie historyczne i celebryci walczą niczym bohater „Ósmej mili” – na rymy. Cztery lata temu taki skecz poświęcono starciu Muska i Zucka:

Nie byłby to pierwszy raz, gdy założyciel popularnego serwisu internetowego idzie się bić. W 2006 r. doszło do pojedynku, w którym na bokserskim ringu starli się Rich „Lowtax” Kyanka, nieżyjący już właściciel niesławnego portalu Something Awful ze złotych czasów Web 2.0, oraz niemiecki reżyser Uwe Boll. Do walki doszło na skutek wyzwania, jakie słynący z koszmarnych filmideł filmowiec rzucił swoim krytykom – jeśli się komuś nie podoba, niech zakłada rękawicę. Boll pokonał w sumie pięciu przeciwników – Kyankę, dwóch dziennikarzy, właściciela portalu Cinecutre oraz amatorskiego boksera i krytyka Chance’a Millera.

Czytaj też: Płatne social media? Musk gotuje żabę, Zuckerberg patrzy łakomie

Cyfrowy feudalizm

Tłem pojedynku prezesów jest wymiana złośliwości w internecie, która nastąpiła po ogłoszeniu przez Zuckerberga planów stworzenia własnej wersji Twittera, która w przeciwieństwie do nabytego niedawno przez Muska oryginału miałaby być nie tylko funkcjonalna, ale i zdobyć użytkowników i rentowność. Obecnie platforma jest używana przez Muska głównie do prowadzenia kulturowych wojenek (kryzys wieku średniego nałożony na serię porażek w życiu osobistym mocno nadszarpnął kruchą równowagą ego Elona) i po serii fatalnych decyzji politycznych, inżynierskich i biznesowych nie znajduje się w najlepszym stanie. Zuckerberg też nie ma powodów do zadowolenia – jego wielki koncept Metawersum okazał się porażką, nie potrafił go ani wymyślić, ani opowiedzieć, ani sprzedać, co stało się tym bardziej widoczne po prezentacji „przestrzennego komputera” Vision Pro firmy Apple.

To wciąż liczący się i poważni gracze, których platformy są uwikłane w życie społeczne i polityczne na całym świecie. Przy okazji premiery filmu „Diuna” pisałem, że ten system dominacji prywatnych korporacji można nazwać „cyfrowym feudalizmem”. Pojedynkujący się prezesi są niejako naturalną konsekwencją, żyjemy już nie tylko w świecie „Diuny”, a zaraz wrócimy do „Gry o tron”; przypomina się też opowiadanie Jacka Dukaja „Crux”, w którym futurystyczna klasa wyższa bawi się w sarmackie tradycje, w tym wymachiwanie szablami, którego uczy się w szkołach. Zuckerberg zresztą do sprawy podchodzi bardzo poważnie, dużo trenuje i wygrał nawet już jakieś turnieje walk. Być może gdy Musk się zorientuje, że nie ma szans, będzie próbował się wycofać jak ze złożonej pod wpływem impulsu propozycji zakupu Twittera.

Czytaj też: Elon Musk, upadły cyberzbawca. Jaka piękna katastrofa Twittera

Ktokolwiek wygra...

Kto zatem wygra – Zbakany Marsjanin Musk czy Żelazny Android Zuckerberg? To nieważne, wiadomo, że wszyscy będą się na to gapić, tak jak na przygody zaginionego batyskafu. Odwracając wzrok od prawdziwych problemów i tragedii, co oczywiście jest naszym udzielnym władcom na rękę. Pociechę widzę w czymś innym – po tym, jak bogacze spędzili mnóstwo czasu, żeby wypisać się z ludzkości i jej problemów, lud faktycznie przestał traktować ich jak istoty ludzkie. Internetowe żarty z umierających w głębinie turystów z biletami po ćwierć miliona dolarów przekraczały granice czarnego humoru.

Myślę, że świadczy to nie tylko o owych internautach, ale właśnie o bogaczach, którzy zbierają żniwa swojej działalności i trybu życia – sami nie są szczególnie bogaci w empatię do szaraków. Żartowanie z pięści Zuckerberga w nosie Elona Muska nie zmieni świata na lepsze, ale być może te idiotyczne igrzyska obnażą nieco kształt świata, w którym żyjemy. Na początku każdej rewolucji ktoś musi przecież palnąć coś o jedzeniu ciastek.

Czytaj też: A gdyby Elon Musk wyłożył 6 mld dol. na walkę z głodem?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Musicale na fali. Taki mało rozśpiewany z nas naród, a nie ma spektaklu bez piosenki

Nie należymy do narodów rozśpiewanych, ale w teatrze trudno dziś znaleźć spektakl bez choćby jednej piosenki. Przybywa też dobrych rodzimych musicali.

Aneta Kyzioł
18.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną