Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Fejs, czyli Meta. Po co Zuckerbergowi ta zmiana i co oznacza dla użytkowników?

Facebook zmienił się w Meta. Facebook zmienił się w Meta. Goran Stanzl / PIXSELL / EAST NEWS
Temat rebrandingu Facebooka, zapowiadany już od pewnego czasu, emocjonował świat cyfrowego biznesu. Wiele osób zastanawia się, czy nie jest to po prostu próba ucieczki Zuckerberga od trapiących go niewygodnych tematów.

Kiedy ostatnio Facebook padł na kilka godzin, miliardy użytkowników na całym świecie poczuło się jak ryby wyrzucone na brzeg. Znikło ich naturalne środowisko, stracili kontakt ze światem, z przyjaciółmi, z klientami. Wszystkich dopadło FOMO, czyli syndrom lęku, że ominie nas ważna informacja albo wydarzenie.

A przecież dzisiejszy Facebook, bez którego nie wyobrażamy sobie życia, to dopiero początek tego, co nam szykuje Mark Zuckerberg i jego ludzie. Chcą, byśmy siedzieli godzinami nie na fejsie, ale w fejsie czy raczej na... mecie. I właśnie dlatego koncern Facebook, jedna z największych firm świata, zmienia nazwę. Będzie się teraz nazywała Meta. Ogłosił to na targach Connect 2021 dyrektor generalny Mark Zuckerberg. Platforma Meta ma łączyć wszystkie znane aplikacje i technologie FB pod jedną nową marką. Meta skupi się na ożywianiu metawersum i pomaganiu ludziom w łączeniu się, znajdowaniu społeczności i rozwijaniu firm.

Czytaj też: Nadchodzi potężny supercyfrowy świat. Kto za tym stoi?

Metawersum. Nowy rozdział Facebooka

„Metawersum będzie wyglądać jak hybryda dzisiejszych internetowych doświadczeń społecznych, czasami rozszerzona na trzy wymiary lub rzutowana na świat fizyczny – tłumaczy swoją przemianę Facebook. – Pozwoli ci dzielić się wciągającymi doświadczeniami z innymi ludźmi, nawet jeśli nie możecie być razem – i robić wspólnie rzeczy, których nie możecie zrobić w świecie fizycznym. To kolejna ewolucja w długiej linii technologii społecznościowych, otwierająca nowy rozdział w naszej firmie”.

O co tu chodzi? Metawersum to rodzaj cyfrowego wszechświata, wirtualnej rzeczywistości 3D, w której zanurzają się użytkownicy, wchodząc ze sobą w kontakt. Służą im do tego okulary VR i czujniki ruchu, takie jak facebookowe oculusy, których rozwój jest fragmentem projektu firmy Meta. Mark Zuckerberg zapowiada, że to dopiero początek, który ma zapewnić platforma Presence, umożliwiająca „nowe doświadczenia w rzeczywistości mieszanej w Quest 2” – cokolwiek to oznacza.

Czytaj też: „Diuna” i GAFA, czyli kosmiczny i cyfrowy feudalizm

Facebook z goglami VR i w sieci 5G

Na razie muszą nam wystarczyć pokazowe animacje, w których awatary użytkowników spotykają się i kontaktują trochę jak w Simsach albo innych online′owych grach społecznych. Co z tych kontaktów wyniknie, to dopiero się okaże. Na razie użytkownicy starego FB mogą spać spokojnie, bez obawy, że następnego dnia obudzą się i okaże się, że zamiast sięgnąć po telefon, będą musieli założyć gogle VR.

Projekt metawersum jest dopiero w blokach startowych, a nie na mecie jako gotowy produkt. Żeby stał się faktem takim, jakim jest dzisiejszy Facebook, projektanci oprogramowania i urządzeń nieźle się muszą jeszcze nabiedzić, a Zuckerberg wydać grube miliardy dolarów. No i bez sieci 5G wszystko to będzie mało realne. Choć może do tego już będą potrzebne sieci 6G. W każdym razie moce obliczeniowe pozwalające hasać w wirtualnym świecie miliardom klientów koncernu Meta wydają się niewyobrażalne.

Czytaj też: Nadchodzi era 6G, a w Polsce wciąż nie radzimy sobie z 5G

Facebook i GAFA uciekają do przodu

Temat rebrandingu Facebooka, zapowiadany już od pewnego czasu, emocjonował świat cyfrowego biznesu. Wiele osób zastanawia się, czy nie jest to po prostu próba ucieczki Zuckerberga od trapiących go niewygodnych tematów. Koncern jest od dawna na cenzurowanym, oskarżany o nakręcanie najgorszych społecznych emocji, radykalizowanie społeczeństw na całym świecie, podsycanie konfliktów. Co chwila wybuchają skandale, jak ten z Cambridge Analytica czy ostatnio przy okazji zeznań menedżerki FB Frances Haugen przed amerykańskim Kongresem i brytyjską komisją parlamentarną na temat sposobu działania facebookowych algorytmów.

Jest też inna, bardziej biznesowa diagnoza: że Facebook chce uciec do przodu, podobnie jak inne giganty z GAFA, i szuka sobie miejsca w tym wyścigu technologicznym. Nie zbuduje rakiety, by wysłać ludzi na Marsa, jak zamierza twórca Tesli Elon Musk. Ale może zbudować wirtualny Mars na Ziemi. Przykład takiej transformacji dał Google, zmieniając nazwę koncernu na Alphabet, bo nowa marka jest lepszym logo dla wielu nowych aktywności, takich choćby jak Waymo, czyli tworzenie autonomicznych aut niewymagających kierowcy.

Wątpliwe jednak, by Zuckerbergowi udało się łatwo uciec od trudnych tematów przez zmianę nazwy. Przeciwnie, wizja cyfrowego świata przyszłości, do którego mamy przechodzić, napawa obawami, jeśli to ma być świat taki jak dzisiejszy Facebook, tylko zamiast smartfona – z okularami VR, które pozbawią nas spojrzenia na normalny, offline′owy świat.

Czytaj też: Jak algorytm dokarmia skrajną prawicę

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną