Społeczeństwo

Dziwne oazy zdrowia, czyli wirus w polskich więzieniach

Areszt śledczy w Zielonej Górze. Marzec 2020 r. Areszt śledczy w Zielonej Górze. Marzec 2020 r. Władysław Czulak / Agencja Gazeta
Osadzeni szyją maseczki, prawie nie chorują i nie protestują. Wygląda na to, że w dziedzinie walki z pandemią w więziennictwie jesteśmy światowym liderem. A jak jest naprawdę? RPO dostał już 130 skarg.

Koronawirus w instytucjach zamkniętych, gdzie trudno izolować ludzi, jest wyjątkowo groźny. Wiele mówi się o dramatycznej sytuacji w domach opieki społecznej czy kopalniach. O więzieniach – cisza. Z wyjątkiem optymistycznych informacji o szyciu przez osadzonych maseczek i ubrań ochronnych dla szpitali.

Czytaj też: Cela plus, czyli sprawiedliwość musi boleć

Prawie nie chorują?

W Polsce jest najmniejsza w krajach UE powierzchnia na jednego więźnia – to dopuszczalne minimum 3 m kw. Żyją w celach nawet kilkunastoosobowych, czyli w warunkach o wiele bardziej zagrażających zakażeniem niż gdzie indziej. Od kilku lat sądy penitencjarne zgadzają się na coraz mniej przepustek, przerw na leczenie na wolności czy zwolnień warunkowych, a opieka lekarska jest kiepska. Osadzeni są często w złym stanie, zwłaszcza ci starsi, odbywający długie wyroki. Powinni być w tej samej grupie ryzyka co mieszkańcy DPS-ów i otrzymywać opiekę – np. testy. Szczególnie że państwo – według orzecznictwa Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – jest odpowiedzialne za życie i zdrowie każdej osoby, którą więzi.

Ale polscy osadzeni jakimś cudem na Covid-19 prawie nie chorują. Rzeczniczka więziennictwa Elżbieta Krakowska: „Na dzień 4 maja 2020 r. w polskich zakładach karnych i aresztach śledczych przebywa pięć osób osadzonych, które nie zaraziły się koronawirusem w więzieniu, ale ze zdiagnozowaną chorobą zostały przyjęte z wolności. Wszystkie te osoby przebywają w specjalnym izolatorium pod stałą opieką medyczną”.

Pięciu zakażonych na ponad 74 tys. osadzonych. I żaden nie zakaził się w więzieniu. Chorych funkcjonariuszy jest, wedle jej słów, 11. Żadnego zgonu. Ale to nie dziwi, bo według pierwszej ustawy antykoronawirusowej chorych więźniów z poważnymi objawami należy przewozić do szpitali zakaźnych. Jeśli tam taki pacjent umrze, nie będzie liczony jako więzień. To znany od lat w więziennictwie sposób na poprawianie statystyk śmiertelności.

Czytaj też: Krwawy bunt rosyjskich więźniów w kolonii karnej

A w Polsce spokój

„Jesteśmy tu, aby odbyć karę, a nie umrzeć” – takie wypowiedzi więźniów cytowały w szczycie pandemii włoskie media. Na początku marca zaczęły się tam bunty, zginęło sześciu osadzonych. Protestowali więźniowie w Tajlandii, a podczas buntu w jednym z kolumbijskich więzień zginęło 23 osadzonych, 80 zostało rannych. W kwietniu w Chicago chorowało 300 więźniów i 200 strażników. Wszystko przez brak zabezpieczeń: masek, rękawiczek, dezynfekcji.

W Polsce więźniowie szyją maseczki, oficjalnie nie chorują i nie protestują. Wygląda na to, że w dziedzinie walki z pandemią w więziennictwie jesteśmy światowym liderem.

Europejski Komitet ds. Przeciwdziałania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu i Karaniu (CPT) zaleca, żeby zwłaszcza teraz rozgęścić więzienia, wypuszczając czasowo na wolność – np. do odbywania kary w areszcie domowym – jak najwięcej osób, które nie są niebezpieczne. Nic nie wiadomo, aby to zalecenie realizowano w Polsce, choć mamy system dozoru elektronicznego.

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zwracał się już kilkakrotnie do Ministerstwa Sprawiedliwości i podległego mu więziennictwa o informacje w sprawie podjętych działań antyepidemicznych i ich efektach. Dowiedział się tylko o zaleceniach.

W więziennym szpitalu w Potulicach jest oddział przeznaczony dla osadzonych z potwierdzeniem zakażenia. W porozumieniu z Głównym Inspektoratem Sanitarnym opracowano zasady postępowania w przypadku podejrzenia infekcji, które przekazano okręgowym inspektoratom Służby Więziennej. Funkcjonariusze i pracownicy zostali zapoznani z kryteriami Światowej Organizacji Zdrowia dotyczącymi klasyfikacji osób podejrzanych o zakażenie oraz 10 zasadami CPT dotyczącymi traktowania osadzonych w obliczu pandemii. Osobom wchodzącym do więzień mierzy się temperaturę. Funkcjonariuszy wyposażono w środki ochrony osobistej i płyny dezynfekujące.

Czytaj: Rozmowa z Kajetanem Dubielem, byłym szefem więziennictwa

A co z więźniami?

Nowo przyjmowanych umieszcza się na 14-dniowej kwarantannie. Nie wiadomo, jak się udaje wygospodarować na to cele, bo tylko w marcu przyjęto 1156 osób, od lat brakuje miejsc i czeka się w kolejkach na odbycie kary.

Dostępne są testy, które nie wykrywają wirusa, tylko przeciwciała. Resort twierdzi, że transporty więźniów między placówkami „ograniczono do niezbędnego minimum”, „w miarę możliwości” organizacyjnych zwiększono dostęp do ciepłej wody i kąpieli (nie dwa, a trzy razy w tygodniu). Ministerstwo deklaruje częstsze kontakty telefoniczne albo przez komunikatory z bliskimi oraz „dostosowanie oferty zajęć kulturalno-oświatowych” do obecnych ograniczeń. Jaka to oferta? Wydłużono godziny pracy radiowęzła i zwiększono limity wypożyczanych książek. Resort zapewnia też, że jest możliwość uzyskiwania przerwy w karze i przejścia na dozór elektroniczny.

Jak to wygląda w praktyce? RPO do końca kwietnia dostał 130 skarg od więźniów i ich rodzin. Co z nich wynika?

  • Nie ma możliwości utrzymania higieny: nie zwiększono przydziału mydła (kostka na miesiąc) i proszku do prania, ograniczony jest dostęp do ciepłej wody w celach.
  • Zagęszczenie w celach i podczas spacerów, w stołówce, kantynie, łaźni. Zalecany odwiedzającym półtorametrowy dystans jest niewykonalny.
  • Nie dezynfekuje się miejsc wspólnego przebywania, klamek, a nawet słuchawek ogólnodostępnych telefonów.
  • Funkcjonariusze Służby Więziennej nie noszą maseczek nawet przy dokonywaniu kontroli osobistej skazanych.
  • Osadzonym bez powodu zmienia się cele.
  • Wbrew zapewnieniom ministerstwa transporty do innych jednostek nie są rzadkością. Jeden z więźniów napisał do RPO, że dostał 60 dni aresztu i po dwóch tygodniach przewieziono go do innej placówki oddalonej o 100 km. Jechał z innymi osadzonymi: bez maseczek, rękawiczek i środków dezynfekujących.
  • Utrudniony jest kontakt z wychowawcami, dyrektorem, psychologiem, psychiatrą, co wzmaga napięcie i powoduje lęk.
  • Utrudniony jest dostęp do ochrony zdrowia, odwoływane są wizyty u psychiatry, nierealizowane badania specjalistyczne i zabiegi. W jednej ze skarg więzień opisał, że sam musiał sobie zdjąć szwy pooperacyjne. Osadzeni, którzy mieli objawy mogące wskazywać na zakażenie koronawirusem, pisali, że nie otrzymali oczekiwanej pomocy. Nie wykonano im testów.
  • Wstrzymano widzenia i nie można korzystać z prawa do rozmów telefonicznych czy internetowych z powodu małej dostępności sprzętu.
  • Posiedzenia sądów penitencjarnych są odwoływane, więc nie rozpatruje się wniosków o przerwy w odbywaniu kary, zwolnienia warunkowe i odbywanie kary w systemie dozoru elektronicznego.
  • Ograniczone jest prawo do obrony z powodu utrudnień w kontakcie z adwokatami.
  • Niektórych więźniów spotkały represje za dopominanie się antykoronawirusowej profilaktyki. Jeden z nich skrytykował wydawanie leków bez rękawiczek i chciał wiedzieć, czy są w więzieniu osoby zakażone. Przetransportowano go do innego więzienia. W areszcie na warszawskiej Białołęce więźniów, którzy domagali się większego dostępu do ciepłej wody, także przewieziono w inne miejsce.

Te skargi to tylko wycinek więziennej rzeczywistości w czasie pandemii. Nie muszą być reprezentatywne, ale też są jedynym źródłem informacji o tym, jak w praktyce wyglądają deklaracje władzy.

Czytaj też: Wiezienia – tak się siedzi w Polsce

Zapomniany Gostynin

Jest jeszcze najbardziej zapomniane na ziemi miejsce: Krajowy Ośrodek Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym (KOZD) w Gostyninie. Trafiają tam skazani, którzy odbyli już karę, ale postanowiono ich nie wypuszczać na wolność. W ośrodku przygotowanym na ok. 20 osób przebywa 86. Bezprawnie, bo w rozporządzeniu liczbę miejsc określono na 60 (w czasie pandemii przyjęto kolejne trzy). Więźniowie, zwani „pacjentami”, żyją po kilkunastu w pokojach, śpią na piętrowych łóżkach. Panuje ciasnota, ponieważ ochroniarzy (nie ma tam służby więziennej) jest więcej niż osadzonych. W efekcie za każdym chodzi ochroniarz.

KOZD to teoretycznie zakład leczniczy, podlega resortowi zdrowia, który się nim nie interesuje. RPO skierował już ok. 40 wystąpień w tej sprawie, ale jego kontrole w tym ośrodku są utrudnione, a korespondencja osadzonych – cenzurowana. Odbiera się im – bez podstawy prawnej – dostęp do telefonu.

Czytaj też: Co więzienia wiedzą o więźniach

Panują tu warunki sprzyjające zakażeniom, zagrożeni są zarówno więźniowie, jak i pracownicy. Codziennie przychodzi tu 249 osób z personelu i nic nie wiadomo o tym, by były regularnie testowane. Za to w ramach zabezpieczeń antykoronawirusowych wstrzymano możliwość odwiedzin i otrzymywania paczek. Nie wiadomo, dlaczego kurier miałby być większym zagrożeniem niż przychodzący z zewnątrz pracownik. W Gostyninie rządzi dyrektor – dr Ryszard Wardeński, który sam ustanawia regulamin i zasady przebywania w ośrodku. Więźniom nie tłumaczy się sensu ograniczeń, jak zakaz biegania czy gry na gitarze. Nie wiadomo, co się teraz tam dzieje, ale można przypuszczać, że tłok i stres jeszcze potęgują frustrację i poczucie zagrożenia – osadzonych i personelu.

Ewa Dawidziuk, dyrektorka Zespołu ds. Wykonywania Kar w Biurze RPO, od dyrektora Wardeńskiego otrzymała informację, że powiatowa stacja epidemiologiczna w kwietniu nie wydała zaleceń dla ośrodka. I że zakupiono testy z krwi. Ile? Komu się je wykonuje i w jakich sytuacjach? Nie wiadomo.

Tydzień temu RPO zorganizował wideospotkanie ekspertów w sprawie Gostynina i epidemii. Z ośrodka nikt nie wziął udziału. – Dostaliśmy informację, że przestrzega się prawa, utrzymuje zasady higieny, nie ma przypadku zachorowania, więc nie ma potrzeby uczestnictwa w dyskusji – informuje zastępczyni RPO dr Hanna Machińska. Senatorowie z opozycji mieli obiecać, że przygotują i wyślą do Sejmu ustawę reformującą KOZD, ale na razie nic z tego nie wyszło. Są pilniejsze sprawy.

Czytaj też: Czarna dziura, czyli losy osadzonych w ośrodku w Gostyninie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną