Sprawa Sawczenko. Jak bohaterka stała się wrogiem Ukrainy?
Kiedyś „osobista więźniarka Putina”, dziś oskarżana o próbę zamachu na ukraiński parlament. Właśnie ogłoszono, że ma – zza krat – kandydować na prezydenta. Kim tak naprawdę jest Nadia Sawczenko?
Do parlamentu Nadia Sawczenko dostała się z pierwszego miejsca partyjnej listy Batkiwszczyna Julii Tymoszenko.
Serg Glovny/ZUMA Wire/Forum

Do parlamentu Nadia Sawczenko dostała się z pierwszego miejsca partyjnej listy Batkiwszczyna Julii Tymoszenko.

Nadia Sawczenko od prawie roku siedzi w ukraińskim areszcie za próbę zamachu stanu. Nie przyznaje się do winy. Teraz założona przez nią w 2017 r. partia Platforma Społeczno-Polityczna Nadii Sawczenko ogłosiła, że będzie ona kandydować w wyborach prezydenckich na Ukrainie, które mają się odbyć 31 marca.

Z bohaterki oskarżona

Blisko trzy temu Nadia Sawczenko została zwolniona z więzienia w ramach rosyjsko-ukraińskiej wymiany jeńców. Prezydent Petro Poroszenko wręczył jej medal bohatera Ukrainy, a kraj witał pilotkę jak prawdziwą, niezłomną bohaterkę. Tymczasem w marcu ukraińska Rada Najwyższa przytłaczającą większością głosów uchyliła nietykalność pani poseł i zezwoliła na jej areszt.

Co takiego wydarzyło się między majem 2016 a marcem 2018 r., że osoba, o której uwolnienie zabiegali prawie wszyscy politycy zachodniego świata, została oskarżona o planowanie zamachu stanu oraz zamachu terrorystycznego i trafiła za kratki w swojej ojczyźnie?

Czytaj także: Ukraina jest w szoku. Sawczenko szykowała zamach na parlament?

„Homeland” made in Ukraina

„Homeland” to amerykański serial telewizyjny opowiadający o sierżancie korpusu piechoty morskiej cudem odnalezionym po ośmiu latach niewoli w Iraku. Powracający do Stanów Zjednoczonych żołnierz wzbudza zainteresowanie agentki CIA, która podejrzewa, że planuje on zorganizowanie zamachu terrorystycznego. Historia Nadii Sawczenko nieco przypomina wydarzenie z amerykańskiego serialu, który z kolei powstał na podstawie izraelskiego serialu „Uprowadzeni”. Ale chyba nikt na Ukrainie nie spodziewał się, że i my będziemy mieli swojego własnego sierżanta Brody. Jak zwykle: życie jest barwniejsze od kina. W przypadku Sawczenko właśnie tak się stało, realizm przerósł fikcję.

We wrześniu 2015 r. na Ukrainie ukazała się autobiografia lotniczki „Nadia. Więzień Putina”. Pół r. później ukazało się jej polskie tłumaczenie, a wiosną 2017 r. – polskojęzyczny wywiad rzeka z Nadią Sawczenko „Ukraina moja miłość”. W obu tekstach ukraińska bohaterka nie kryła swojej słabości do alkoholu i wspominała o perypetiach służby w Iraku. Wszystko to, co jest opisane w książkach, barwnie i w detalach opowiadają także żołnierze, którzy w różnym okresie spotykali Nadię Sawczenko w wojsku. Ekspresja, ostry język, zamiłowanie do zdecydowanych działań i różnych skrajności towarzyszą Nadii Sawczenko przez całe jej życie. Nieprzypadkowo w wojsku nazywano ją „Pulia”, czyli „Kula”.

Jeżeli wierzyć oficerom wywiadu wojskowego, każdy jeniec w wojsku jest rozpracowywany pod kątem werbunku z uwzględnieniem cech jego osobowości. To, że Sawczenko po zwolnieniu z rosyjskiej niewoli jako jedyna miała możliwość występowania przed kamerami i epatowania publiczności swoją relacją, dziwiło od początku.

Przypomnę, że obecnie w rosyjskich więzieniach przebywa sześciu obywateli Ukrainy, którzy zostali oskarżeni o terroryzm albo szpiegostwo: Oleg Sencow, Olekasander Kolaczenko, Roman Suschenko, Mykola Karpiuk, Stanislaw Klych, Paweł Gryb. O nich wszystkich w światowych oraz ukraińskich mediach mówiło się mniej niż o Sawczenko. Niewątpliwie pani kapitan Sił Zbrojnych Ukrainy ma predyspozycje do odważnych działań i lubi ryzykować. Zresztą w szeregach ochotniczego batalionu „Ajdar” Sawczenko znalazła się podczas swego urlopu – jako wojskowy pilot nie była wysłana do walki z prorosyjskimi terrorystami, ale jako oficer uważała za swój obowiązek, by być na wojnie. Zatem kiedy i dlaczego nastąpiła taka przemiana we wnętrzu kapitan Sawczenko, że postanowiła w ukraińskim parlamencie lustrować władze Ukrainy?

Czytaj także: Ukraina zbliży się do UE czy zbrata z Rosją?

Kim jest Wołodymyr Ruban?

Nikt nie był przygotowany do aneksji Krymu, a już tym bardziej do regularnej wojny w najbardziej zurbanizowanej części Ukrainy. Każda wojna, nawet jeżeli jest tylko hybrydowa, szybko pokazuje, kto jest kim. Na wojnie można zginąć, ale można osiągnąć sławę albo okryć się hańbą. Pod tym względem wojna w Donbasie niczym nie różni się od innych konfliktów wojskowych, mimo że jest wstydliwie nazywana antyterrorystyczną operacją (ATO) albo wojną hybrydową.

Jednym z tych, których wojna uczyniła bohaterem, jest Wołodymyr Ruban – były oficer lotnictwa stratygraficznego, który pilotował bombowce zdolne do przenoszenia broni atomowej. Do 1991 r. używał on nazwiska Garbuziuk. W Armii Radzieckiego służył do 1991 r. i odszedł w stopniu porucznika. Następnie prowadził biznes poligraficzno-wydawniczy i remontował samochody. Z materiałów udostępnionych przez SBU wynika, że latach 2004–2008 wspólnie z byłym oficerom wywiadu KGB prowadził działalność wydawniczą.

Książki wydawane przez Rubana cechowała wyłącznie promoskiewska narracja i były one dofinansowywane z Moskwy. SBU twierdzi, że od 2012 r. Ruban stale współpracował z organizacją Ukraiński Wybór, szefem której jest Wiktor Medwedczuk, były szef administracji Kuczmy. W 2013 r. Ruban powołał fundację Oficerski Korpus, która później stylizowała swoje ubrania na siły pokojowe ONZ. Ale jesienią 2013 r. członkowie fundacji zaangażowali się w samoobronę Majdanu. A w maju 2014 r. Ruban już był w Doniecku i prowadził negocjacje w celu uwolnienia jeńców.

Ze słów byłego porucznika wynika, że pojechał tam, aby uwolnić swojego kolegę, a następnie od czerwca 2014 r. regularnie odwiedzał DRL i ŁRL, spotykając się z miejscowymi watażkami: Bezdlerem, Plotnickim, Bolotowem, Aleksandrem Tymofejewem, Zacharczenką. Niektórzy z nich zostali zabici, ktoś uciekł do Rosji, a ktoś inny stał się szefem „Republiki Ludowej”.

Z rozmów z ochotnikami, w tym z osobą, która była w maju 2014 r. w Doniecku, wynika, że nie jest możliwie, aby w tym czasie ktokolwiek odwiedzał terrorystów bez wcześniejszych gwarancji nietykalności. Rozmówca, który walczył tam w r. 2014, przekonuje, że Ruban pojechał do separatystów na czyjeś polecenie i z osobistymi gwarancjami.

Czytaj także: Nowa odsłona konfliktu w Donbasie

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj