Świat

Praga i Bratysława nie będą umierać za Kaczyńskiego i Orbána

Viktor Orbán z Mateuszem Morawieckim w Warszawie Viktor Orbán z Mateuszem Morawieckim w Warszawie KPRM / Flickr CC by SA
Negocjacje budżetowe będą testem jedności dla Grupy Wyszehradzkiej. Problem w tym, że jej kraje coraz więcej dzieli – w tym autokratyczny kurs Warszawy i Budapesztu.

Ogłoszona przez Komisję Europejską propozycja unijnego budżetu na lata 2021–27, czyli tzw. perspektywy finansowej, jest trudna dla państw naszego regionu. Przede wszystkim zakłada ograniczenie funduszy przeznaczonych na spójność Unii, czyli wyrównywanie poziomu gospodarczego między jej bogatszymi i biedniejszymi państwami. Ponadto państwom „starej Unii” łatwiej będzie sięgać po te pieniądze kosztem „nowych”. Mniej będzie także na rolnictwo.

Większe sumy z kolei mają być przeznaczone na wydatki związane z realizowaniem unijnych polityk, w których kraje naszego regionu uczestniczą w niewielkim stopniu, np. migracyjnej. A także na fundusze, po które trudniej im sięgać, w tym na innowacje. Do tego w Polskę i Węgry mogą uderzyć mechanizmy uzależniające wypłatę unijnych funduszy od respektowania rządów prawa. Wszystko to sprawia, że planowane na najbliższe 12 miesięcy negocjacje będą próbą dla państw naszego regionu. Zwłaszcza że unijne fundusze stanowią 40–60 proc. publicznych inwestycji w tych krajach.

Czytaj także: Pięć najważniejszych punktów batalii o unijny budżet

Drogi się rozchodzą

Od powstania w 1991 r. Grupa Wyszehradzka miała swoje lepsze i gorsze momenty. W latach 90. najgłębszy kryzys w ramach V4 wywołały skorumpowane i autokratyczne rządy Vladimira Mečiara w Bratysławie. Przez długie lata Czechy, Polskę, Słowację i Węgry łączyły przede wszystkim aspiracje wejścia do NATO i Unii Europejskiej, ale także w tych rozmowach trudno było zachować wspólny front, a poszczególne stolice w kluczowych momentach często grały o swoje.

Gdy oba najważniejsze cele zostały spełnione, drogi krajów Grupy zaczęły się jeszcze bardziej rozchodzić. Państwa V4 razem trzyma przede wszystkim sprzeciw wobec proponowanych przez Berlin i Brukselę pomysłów na rozwiązanie kryzysu migracyjnego. W innych kwestiach ich interesy często się różnią.

Główny podział przebiega między dwoma krajami, Węgrami i Polską, które otwarcie kontestują politykę Brukseli w wielu dziedzinach, oraz Czechami i Słowacją. Praga i Bratysława wprawdzie mają własne problemy polityczne czy związane z korupcją, ale mocno związały swój los z Europą Zachodnią i nie chcą uczestniczyć w przedsięwzięciach, które mogłyby ten strategiczny wybór zakłócić (szczególnie dotyczy to Słowacji, która na razie jako jedyna w regionie wstąpiła do strefy euro).

Jak donosi dobrze poinformowany serwis politico.eu, Bruksela zamierza te podziały wykorzystać w negocjacjach budżetowych.

Czytaj też: Nowa mapa polityczna Europy Środkowej

Unia stolic czy wspólnota

Różnice dotyczą zresztą już samej wizji przyszłości Unii, co dało się zauważyć podczas zakończonej niedawno konferencji bezpieczeństwa Globsec w Bratysławie. Polska i Węgry weszły w spór z unijnymi instytucjami, dlatego popierają wizję Unii, w której pierwsze skrzypce grają rządy państw członkowskich.

Polski szef dyplomacji Jacek Czaputowicz mówił w Bratysławie, że wzmacnianie Komisji Europejskiej i plany pogłębiania integracji, ogłaszane m.in. przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, oznaczają „narzucanie ludziom woli elit”. Rok temu Polska odgrażała się zresztą, że przedstawi propozycje zmian traktatowych, które będą szły w stronę osłabiania instytucji i wzmacniania stolic, ale na zapowiedziach się skończyło.

Pomysły „Unii międzyrządowej” nie podobają się jednak w Pradze i Bratysławie, bo oznaczałaby ona wzmocnienie pozycji największych państw Unii kosztem tych średnich i mniejszych. Z tego powodu także Warszawa przez wiele lat wspierała raczej wspólnotowe instytucje. – To byłoby niekorzystne, gdyby Europa zaczęła się zmieniać ze wspólnie prowadzonej instytucji w międzyrządową – mówił na Globsec słowacki minister ds. europejskich Ivan Korčok.

Budżet spleciony z art. 7.

Podziały widać też w podejściu do wszczętej w grudniu zeszłego roku procedury ochrony praworządności w Polsce na podstawie art. 7. unijnego traktatu. Budapeszt obiecuje, że w kluczowym głosowaniu, wymagającym jednomyślności, stanie po stronie Warszawy. Praga i Bratysława dają jednak do zrozumienia, że nie będą umierać za wprowadzane przez PiS w Polsce zmiany. Zresztą zdaniem części obserwatorów także Budapeszt może w końcu przehandlować poparcie dla Polski za korzystne zapisy w budżecie. Powodzenie rządu Viktora Orbána zależy bowiem w dużym stopniu od stałego napływu unijnych funduszy.

Rząd Mateusza Morawickiego deklarował, że chce zamknąć sprawę z art. 7. przed rozpoczęciem rozmów budżetowych. Na razie wygląda jednak na to, że nie zamierza pójść na realne ustępstwa, a bez tego nie ma szans ma kompromis z Brukselą. Skończyć się może tym, że wejdziemy w rozmowy budżetowe podzieleni w ramach Grupy Wyszehradzkiej, a Warszawa może z czasem stać się zupełnie izolowana. A to oznaczałoby porażkę na obu frontach: art. 7. i unijnego budżetu.

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Olimpiada inna niż wszystkie

Potwierdza się reguła: drugi tydzień olimpijskiej rywalizacji jest dla Polaków bardziej udany niż pierwszy. Ale wiele wskazuje na to, że do niedużej średniej jedenastu medali z poprzednich igrzysk tym razem nie dociągniemy.

Marcin Piątek
03.08.2021
Reklama