Parlament Europejski kolejny raz debatował o Polsce. Pomaga czy ingeruje?
Przejęzyczenie Fransa Timmermansa o Moskwie jako polskiej stolicy może być wodą na młyn dla tych, którzy uważają, że Komisja jest przeciwna reformie sądownictwa w Polsce.
Frans Timmermans
European Parliament/Flickr, CC by 4.0

Frans Timmermans

Tym razem debata miała dotyczyć niezależności sądownictwa w Polsce i propozycji pozwania Polski do unijnego Trybunału Sprawiedliwości za ustawę o Sądzie Najwyższym. Jak zwykle rozlało się jednak szerzej. I oprócz praworządności dyskutowano też o podwójnych standardach, hipokryzji, budowaniu nierzeczywistej opowieści na podstawie rozmów tylko z przedstawicielami określonych środowisk, utracie suwerenności i zdradzie naszego kraju.

Obrońcy zmian w polskim sądownictwie przyjęli strategię utrzymywania, że Komisja Europejska jest przeciwna reformie polskiego sądownictwa, i że rozpoczęta wobec Polski procedura jest przejawem wtrącania się w wewnętrzne sprawy, doprowadzając do utraty naszej suwerenności. Zdzisław Krasnodębski, który jest wiceszefem PE, powiedział nawet, że KE nie chce wykazać dobrej woli.

Krasnodębski przypomniał, że polski rząd odpowiedział na postulaty wniesione przez KE, a polski parlament wprowadził szereg korekt dotyczących wymiaru sprawiedliwości, takich jak choćby osłabienie wpływu ministra sprawiedliwości na organizację sądów czy wzmocnienie roli KRS. Ale Komisja potem w debacie nie podkreśla tych zmian, a uwypukla tylko to, co nie zostało zrobione.

W najnowszym numerze POLITYKI: Nowa propagandowa broń PiS

Nie ma praworządności bez niezależnego sądownictwa

Timmermans przypominał, że Komisja nie kwestionuje prawa rządu polskiego do reformowania ani nie narzuca niczego, na co Polska wcześniej by nie przystała. Bo przecież Polacy zdecydowali się przyłączyć do UE, a polski rząd podpisał traktat, i ten dokument wiąże się z prawami i obowiązkami. A jednym z tych obowiązków jest przestrzeganie praworządności UE, która nie może istnieć bez niezależnego sądownictwa.

Mówił też, że Komisja jest strażniczką traktatów i tak jak w piłce nożnej, w którą nie można grać bez sędziego, czyli kogoś, kto pilnuje przestrzegania zasad, tak samo trudno bez strażnika działać w Unii Europejskiej. Komisja według Timmermansa robi tylko to, co zostało wcześniej uzgodnione i przegłosowane. I w tym kontekście nie podważa reformowania polskich sądów.

Kwestia obrony zasad, a nie spór z narodem polskim

Josef Weidenholzer z Sojuszu Socjalistów i Demokratów przypominał, że wszyscy mamy prawo nalegać, by państwa członkowskie działały zgodnie z konstytucją. Mówił, że europejscy partnerzy powinni być przewidywalni. A Komisja Europejska i Parlament są zobowiązane działać teraz, a nie wtedy, kiedy będzie już za późno. Bo – jak stwierdził – „jeśli nie będziemy walczyć o Polskę, to nie będziemy walczyć o Europę”.

Sophia in’t Veld z grupy Liberałów i Demokratów przypomniała zaś, że ani Komisja, ani Parlament nie ma żadnego sporu z narodem polskim, obie te instytucje po prostu bronią zasad, pod którymi wszystkie państwa członkowskie Unii się podpisały.

Timmermans jedzie do Moskwy, czyli do Warszawy

Debata raczej nie skłoni Komisji do złożenia skargi, ale mogłaby wzmocnić Timmermansa przed jego wizytą w Warszawie, do której ma dojść w poniedziałek 18 czerwca.

Mogłaby, gdyby nie przejęzyczenie, kiedy Timmermans zamiast powiedzieć, że wybiera się do Warszawy, powiedział, że jedzie do Moskwy, by kontynuować dialog z władzami polskimi. I ta pomyłka, choć szybko się z niej wycofał, może być wodą na młyn dla jego przeciwników. Bo oto dla kolejnego unijnego urzędnika nie ma znaczenia, czy jedzie do Polski, czy do Rosji. I jak wobec tego ufać Unii i wierzyć, że jako organizacja działa bezstronnie?

Czytaj także: Bruksela nie dała się oszukać w sprawie praworządności

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj