Wysoka stawka procesu byłego menedżera Donalda Trumpa
Paul Manafort, któremu grozi wieloletnie więzienie, poszedł na współpracę z prokuratorem specjalnym, aby uzyskać nadzwyczajne złagodzenie kary. Ale Donald Trump ma w ręku silniejszy atut.
Paul Manafort
Joshua Roberts/Forum

Paul Manafort

Przed sądem w Waszyngtonie toczy się proces Paula Manaforta, byłego dyrektora kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, oskarżonego o gigantyczne oszustwa podatkowe, pranie pieniędzy i ukrywanie przed władzami USA działalności lobbystycznej na rzecz przywódców obcych państw. W poniedziałek na rozprawie zeznawał jako koronny świadek jego zastępca Rick Gates, który powiedział, że razem ze swym szefem oszukiwali amerykańskiego fiskusa, zakładając za granicą dziesiątki tajnych kont, gdzie przelewali swoje dochody, których zresztą część na polecenie Manforta było księgowanych jako pożyczki, aby zmniejszyć podstawę rozliczenia podatków. A dodatkowo Gates się przyznał, że kilkaset tysięcy dolarów sam ukradł swemu pryncypałowi.

Dlaczego Robert Mueller naciska na Paula Manaforta

Proces Manaforta to jeden z wątków afery „Kremlgate”, badanej przez prokuratora specjalnego Roberta Muellera, który szuka dowodów, że Trump albo jego najbliżsi współpracownicy działali w zmowie z agentami Rosji dostarczającymi im materiałów pogrążających w kampanii wyborczej jego rywalkę Hillary Clinton. Manafort był szefem sztabu Trumpa tylko przez trzy miesiące, wiosną 2016 r., i zarzuty będące przedmiotem procesu nie dotyczą tego okresu. Oskarżając go, Mueller ma prawdopodobnie nadzieję, że były menedżer zdradzi mu jakieś sekrety mocno obciążające prezydenta lub jego pretorianów. W przeszłości bowiem Manafort, jako spec od kreowania politycznego wizerunku, pracował kilkanaście lat dla polityków rosyjskich i ukraińskich, w tym byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Doskonale nadawał się do pomocy w realizacji planów Trumpa, aby dogadać się z Władimirem Putinem.

„Polowanie na czarownice”, czyli wysoka stawka procesu

Manafort, któremu grozi wieloletnie więzienie, poszedł na współpracę z prokuratorem specjalnym, aby uzyskać nadzwyczajne złagodzenie kary. Czy jednak zaryzykuje dostarczenie mu kluczowych dowodów winy prezydenta – jeżeli, oczywiście, w ogóle je posiada? Trump ma w ręku silniejszy atut – może swego byłego menedżera ułaskawić. Adwokaci Manaforta starają się teraz podważyć wiarygodność zeznań Gatesa, który też jest oskarżony i obciąża swego szefa, aby ocalić swoją skórę. Im bardziej uda się im wybronić swego klienta, przekonując ławę przysięgłych, że stawiane mu zarzuty są naciągane, tym więcej argumentów dostaną krytycy Muellera, twierdzący, że jego śledztwo w sprawie rosyjskich kontaktów trumpistów to – używając słów prezydenta – „oszukańcze polowanie na czarownice”. Oto jak wysoka jest stawka procesu.

Czytaj także: Trump eskaluje wojnę ze specprokuratorem Muellerem

Niskie standardy amerykańskiej polityki

Niezależnie od jego wyniku proces przypomina oczywiście, jakiego rodzaju ludźmi otacza się Trump. Manafort, zanim został szefem jego kampanii, specjalizował się w doradzaniu dyktatorom, którzy mieli krew na rękach, jak prezydent Filipin Ferdinand Marcos, prezydent Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Kongo) Mobutu Sese-Seko czy wreszcie Janukowycz. Otrzymał od nich miliony dolarów, które ukrywał przed fiskusem swego kraju. Manafort wcale nie był przy tym w USA postacią anonimową albo „outsiderem”, jak niektórzy przyboczni Trumpa – przez lata należał do establishmentu, do kręgu czołowych politycznych konsultantów w Partii Republikańskiej (GOP), doradzał prezydentom z tego stronnictwa i organizował jego konwencje przedwyborcze. Pokazuje to, kim bywają polityczni operatorzy w Ameryce, nie tylko zresztą w GOP, bo partia ta nie ma monopolu na obniżanie standardów moralnych polityki do poziomu półświatka.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj