Na jakiej podstawie rodzice Melanii Trump dostali obywatelstwo?

Dwa systemy
Podwójne standardy stają się już znakiem rozpoznawczym prezydentury Donalda Trumpa.
Amalija i Viktor Knavsowie, rodzice Melanii Trump
Kevin Lamarque/Forum

Amalija i Viktor Knavsowie, rodzice Melanii Trump

Kilka dni temu rodzice żony amerykańskiego prezydenta Melanii Trump stali się obywatelami USA dzięki „migracji łańcuchowej”, czyli procedurze, z którą Trump walczy i której zniesienie zapowiada od początku swojego urzędowania.

Rodzice Melanii Trump obywatelami USA

Melania Trump, kiedyś Melanija Knavs, urodziła się w 1970 r. w Słowenii. Została modelką i jako modelka przyjechała do Stanów na wizie turystycznej w 1996 r. Dwa lata później poznała biznesmena Donalda Trumpa, w 2001 r. uzyskała zieloną kartę, a po jakimś czasie stała się obywatelką USA. Teraz amerykańskimi obywatelami są również jej rodzice, ściągnięci przez nią do USA i od lat mieszkający tu jako rezydenci.

Choć zazwyczaj uroczystość przyjęcia obywatelstwa i złożenia przysięgi wierności fladze Stanów Zjednoczonych jest dostępna dla wielu osób i odbywa się w okolicach wypadającego 17 września Dnia Konstytucji, to ceremonię teściów prezydenta trzymano w tajemnicy ze względów bezpieczeństwa. Uczestniczyło w niej tylko kilka osób, nie było nawet Melanii. Stephanie Grisham, dyrektor ds. komunikacji pierwszej damy, wyjaśniała, że państwo Knavs nie należą do administracji, więc nie ma potrzeby komentowania tego, co się stało.

Czytaj także: Donald Trump w oczach byłego szefa FBI

Specjalny system imigracyjny dla ludzi władzy

Komentowano za to na Manhattanie, przed budynkiem, w którym odbyła się ceremonia naturalizacji. Wygląda na to – mówi się – że w Ameryce obowiązują dwa systemy imigracyjne. Jeden dla ludzi, którzy nie mają władzy, i drugi dla tych, których wpuszcza się wejściem dla vipów.

Sprawa nie budziłaby pewnie takiego zainteresowania, gdyby nie to, że Trump wielokrotnie potępiał „migrację łańcuchową”, zgodnie z którą dorośli obywatele amerykańscy mogą uzyskać prawo pobytu w USA dla swoich bliskich. Jeszcze w listopadzie 2017 r., czyli gdy jego teściowie przechodzili przez proces dochodzenia do obywatelstwa, pisał na Twitterze, że migracja łańcuchowa „musi się skończyć! Niektórzy ludzie osiedlają się u nas i ściągają ze sobą całą swoją rodzinę, w tym ludzi, którzy mogą być naprawdę źli. To nie do przyjęcia”.

Prezydent nawiązywał do zamachu z końca października 2017 r., kiedy 29-letni Uzbek Sajfullo Habibullaewicz Sajpow wjechał furgonetką na ścieżkę rowerową, zabił i ranił kilkanaście osób. Sajpow trafił do USA legalnie dzięki loterii wizowej. Legalnie, tj. na podstawie właśnie migracji łańcuchowej, ściągnął też do Ameryki 23 krewnych. O których dzisiaj Trump mówi, że podobnie jak Sajpow mogą stanowić zagrożenie.

Donald Trump przeciw migracji łańcuchowej

Pod koniec roku Trump podkreślał, że migracja łańcuchowa kosztuje Amerykanów 300 mld dol. rocznie i umożliwia napływ do kraju nielegalnych imigrantów. Przy okazji pierwszego orędzia o stanie państwa (tzw. State of the Union Address, SOTU) w styczniu 2018 r. zaprosił jako gości specjalnych rodziców dwóch nastolatek, które zginęły z rąk gangu MS-13 kojarzonego z imigrantami z Ameryki Łacińskiej, i przypominał, że małoletnich zabójców ściągnięto do USA dzięki procedurze łączenia rodzin. Trzeba zrobić wszystko – dodał prezydent – by imigranci trafiali do Ameryki nie na podstawie łączenia rodzin, tylko dzięki swoim kwalifikacjom i ze względu na zapotrzebowanie na konkretne umiejętności.

Podwójne standardy prezydentury Trumpa

Trump mija się z prawdą nie pierwszy raz. Proces łączenia imigranckich rodzin w Ameryce wcale nie jest łatwy. Liczba takich wiz jest ograniczona, często czeka się na nie latami. Dziś, przy okazji naturalizacji rodziców Melanii, kolejny raz wypomina się też Trumpowi niekonsekwencję. Trudno bowiem przypuszczać, że rodzice pierwszej damy zostali obywatelami USA np. ze względu na nadzwyczajne kwalifikacje. 74-letni Viktor Knavs jeszcze w komunistycznej Słowenii był sprzedawcą samochodów, a rok młodsza Amalija pracowała w zakładach włókienniczych. Od lat są na emeryturze.

Donald Trump kolejny raz stosuje podwójne standardy. Nie widzi nic złego w zatrudnianiu w administracji swojej rodziny, łączeniu prywatnych interesów z państwowymi wizytami czy – tak jak teraz – w stosowaniu wyjątków wobec bliskich. W orędziu wykorzystał zrozpaczonych rodziców, którzy stracili swoje dzieci, by udowodnić tezę, że imigranci są niebezpieczni. Szkoda, że teraz nie wykorzystuje przykładu swoich teściów, by pokazać, że ludzie, którzy stali się obywatelami USA na podstawie migracji łańcuchowej, równie dobrze mogą być spokojnymi i uczciwymi ludźmi.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj