Świat

Orbán wyrzuca z Węgier „Uniwersytet Sorosa”

Viktor Orbán uczynił George’a Sorosa swoim głównym wrogiem. Viktor Orbán uczynił George’a Sorosa swoim głównym wrogiem. European People's Party / Flickr CC by 2.0
Opuszczenie kraju przez Uniwesytet Środkowoeuropejski (CEU) to kolejny krok w budowie autorytarnego reżimu nad Dunajem.

Po półtorarocznym sporze między węgierskim rządem a CEU premier Viktor Orbán zdaje się osiągać cel, jakim jest uniemożliwienie działania na Węgrzech instytucji określanej mianem „Uniwersytetu Sorosa”. Wypychanie z kraju zapewne jedynego uniwersytetu w regionie, który jest wysoko oceniany w światowych i europejskich rankingach, to podręcznikowy przypadek barbarzyńskiej destrukcji i działań paranoicznego, autorytarnego reżimu w samym sercu Unii Europejskiej.

Czytaj też: Węgry, prowincja rządzi i wybiera

Zatrzymać Sorosa

Jednym z najbardziej symptomatycznych stwierdzeń przedstawicieli ekipy Orbána jest wypowiedź sekretarza stanu ds. unijnych, że „na Węgrzech istnieje wolność edukacji, dlatego CEU może udać się, gdziekolwiek chce”. Rząd Orbána, który skutecznie opanował sztukę taktycznego wycofywania się i czasowych ustępstw, wysłał społeczności międzynarodowej wyraźny sygnał, że Fidesz nie akceptuje żadnych postulatów i warunków, jeśli chodzi o jego cel „wyrzucenia Sorosa” z Węgier.

Prawo, na podstawie którego wyrzuca się uniwersytet z Węgier (tzw. lex CEU), było częścią szerszego planu, zainicjowanego przez węgierski rząd trzy lata temu. Orbán uznał wówczas, że pochodzący z USA i mający węgierskie korzenie miliarder George Soros jest wrogiem. Sam Orbán pod koniec lat 80. otrzymał stypendium od Sorosa, a jego partia skorzystała z pomocy fundacji miliardera przed upadkiem komunizmu na Węgrzech. Od 2015 r. rząd wydał jednak już ponad 100 mln euro na kampanię reklamową, twierdząc, że Soros i jego Fundacja Społeczeństwa Otwartego (OSF) wraz z Komisją Europejską chcą podważyć suwerenność Europy, zalewając ją nielegalnymi imigrantami.

Czytaj też: Czy Unia skazana jest na zgniłe kompromisy

Poprawki do ustawy o szkolnictwie wyższym, uchwalone w kwietniu 2017 r., były skierowane głównie przeciw CEU, który jest zarejestrowany w stanie Nowy Jork, ale nie prowadził tam działalności edukacyjnej (co stało się jednym z nowych wymogów). Stan Nowy Jork wynegocjował z węgierskim rządem nową umowę, umożliwiającą CEU zachowanie akredytacji amerykańskiej i ponowne spełnienie warunków, ale władze węgierskie oświadczyły, że jej nie podpiszą. Choć uniwersytet starał się utrzymać działalność na Węgrzech, jego władze ogłosiły, że 1 grudnia 2018 r. instytucja przeniesie się do Wiednia z uwagi na wywołany działaniami Orbána stan zawieszenia prawnego.

Czytaj też: Marzenie o wielkich Węgrzech

Kłamstwa i fałszywe informacje

Władze w Budapeszcie opisują decyzję o opuszczeniu Węgier przez uniwesytet jako „polityczny chwyt w stylu Sorosa” i twierdzą, że CEU może pozostać w kraju. Prawnie dotyczy to jednak instytucji o takiej samej nazwie, założonej w 2004 r., żeby ułatwić CEU dołączenie do węgierskiego systemu edukacyjnego. Nie jest ona tożsama z CEU, który jest pięciokrotnie większą instytucją z szerszym programem edukacyjnym, zapewniającym od 25 lat edukację w amerykańskim stylu. Rząd Orbána próbuje wywołać zamieszanie w tej sprawie poprzez szerzenie kłamstw i mylnych informacji na temat funkcjonowania CEU, nazywając go np. „uniwersytetem widmo”.

Hybrydowy reżim Orbána działa w szarej strefie między zamkniętą autokracją a liberalną demokracją i nie likwiduje całkowicie instytucji demokratycznych. Atakowanie i wypieranie z kraju jednej z najlepszych instytucji szkolnictwa wyższego w regionie wskazuje na to, że reżim nie toleruje debaty i dysydentów. Dodatkowo sprawa lex CEU pokazała, że w niektórych przypadkach Trybunał Konstytucyjny nie ośmiela się podjąć decyzji, bo stara się uniknąć konfrontacji z rządem.

Czytaj też: Orbán znów u Putina. Po co mu ten sojusznik

Zmiany prawa i kampanie medialne

Oprócz lex CEU rząd węgierski poświęcił kilka kampanii medialnych i co najmniej cztery odrębne akty prawne temu, by zdyskredytować, napiętnować i uznać za niezgodne z prawem działania organizacji broniących praw człowieka. W kwietniu tego roku Orbán ponownie zdobył w wyborach dwie trzecie głosów w parlamencie. Ataki na społeczeństwo obywatelskie przeszły wówczas na wyższy poziom – dzięki pakietowi legislacyjnemu „Stop Soros”. Zmienił on m.in. kodeks karny, wprowadzając przestępstwo „pomocy w nielegalnej imigracji” z maksymalną karą pozbawienia wolności na rok.

Kolejnym krokiem było nałożenie specjalnego podatku w wysokości 25 proc. na organizacje, które rzekomo „wspierają migrację”. W efekcie CEU zawiesił stypendia/programy dla uchodźców. Rządowe kampanie i nowe prawo jeszcze bardziej ograniczyły zakres działalności organizacji broniących praw człowieka na Węgrzech. Biuro Fundacji Społeczeństwa Otwartego postanowiło po 30 latach opuścić Budapeszt i przenieść się do Berlina, powołując się na obawy o bezpieczeństwo pracowników i ustawę „Stop Soros”.

Orbán zwrócił się także przeciw innym instytucjom, które nadal cieszyły się pewną autonomią. Nowelizując konstytucję po raz siódmy, Fidesz ograniczył prawa polityczne i obywatelskie oraz jeszcze bardziej podkopał trójpodział władzy. Reżim ograniczył prawo do zgromadzeń i wolność słowa. Rządowi udało się także zwiększyć kontrolę nad znaczną Węgierską Akademią Nauk, ograniczając jej finansowanie i prowadząc zniesławiającą kampanię. Prorządowe media opublikowały „listę wstydu” obejmującą naukowców badających imigrację, „teorię genderową” i homoseksualizm – podobnie jak uczyniono wcześniej wobec dwustu intelektualistów, którzy otrzymali łatkę „najemników Sorosa”. Kolejnym krokiem jest kryminalizacja bezdomności.

Czytaj też: Czkawka populistów w Europie Środkowowschodniej

Czy USA i Unia pomogą?

W efekcie Parlament Europejski zainicjował procedurę ochrony praworządności wobec Węgier (tzw. artykuł 7), przyjmując tzw. raport Sargentini (od nazwiska sprawozdawcy, holenderskiej europosłanki Zielonych Judith Sargentini). Uchwałę potępiającą systemowe łamanie rządów prawa na Węgrzech poparła większość chadeckiej frakcji (EPL) w Parlamencie Europejskim, do której należy Fidesz.

Była to już szósta uchwała europarlamentu w sprawie Węgier od czasu objęcia władzy przez Orbána w 2010 r., co jest niechlubnym rekordem. Do tej pory problematyka ochrony praw człowieka przyciągała uwagę Parlamentu Europejskiego w krajach pozaunijnych, takich jak Rosja, Zimbabwe czy Mjanma. Biorąc pod uwagę ograniczoną możliwość zastosowania artykułu 7, wiele zależy od Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS). Komisja Europejska wszczęła przed tym sądem postępowanie przeciwko węgierskiemu rządowi w grudniu 2017 r. w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. Właśnie przeszło ono do kolejnego etapu.

Czytaj też: Orbán rozpoczyna wielką europejska grę

David B. Cornstein, nowy ambasador USA w Budapeszcie i mediator w sporze między rządem a CEU, nadal jest optymistą co do przyszłości uniwersytetu na Węgrzech. Jednak stosując politykę „miękkiej izolacji”, administracja Donalda Trumpa nie będzie w stanie przekonać Orbána. Najwyraźniej potrzebny jest inny rodzaj relacji transatlantyckich. Waszyngton twierdzi, że otwiera się na Fidesz, aby utrzymać go w NATO, ale w praktyce legitymizuje cel Orbána, jakim jest bezpośrednie kopiowanie pakietu narzędzi politycznych Kremla.

Obecnie w sumie ponad 500 mediów kontrolowanych przez rząd sprawia, że dominuje dyskurs polityczny utrzymujący antyzachodnią, antyimigracyjną, prorosyjską retorykę zbudowaną na fałszywych informacjach i spiskowych teoriach, naznaczającą wszystkich dysydentów politycznych jako wrogów państwa. Ten utkany przez Orbána system okazuje się skuteczny: według sondażu przeprowadzonego przez ośrodek Median w październiku 2017 r. Unia Europejska, Soros i organizacje pozarządowe założone za granicą są uznawane przez Węgrów za groźniejsze niż Rosja.

Edit Zgut jest analitykiem polityki zagranicznej, doktorem Instytutu Filozoficzno-Socjologicznego Polskiej Akademii Nauk (PAN) oraz wykładowcą gościnnym Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czy internet pomaga w zakochaniu się i utrzymaniu związku?

Czy sieć ułatwia ludziom miłość?

Aleksandra Żelazińska
09.02.2016
Reklama