Chadecy w kłopotach: Merkel odchodzi, populiści rosną
Bawarczyk Manfred Weber kandydatem na szefa Komisji Europejskiej, Tusk wbija szpilę Orbánowi – to plon zjazdu chadeków w Helsinkach.
Manfred Weber został kandydatem EPL na szefa Komisji Europejskiej.
EPP - European People's Party/Facebook

Manfred Weber został kandydatem EPL na szefa Komisji Europejskiej.

Europejska Partia Ludowa od 60 lat nie tylko gra w Lidze Mistrzów Unii Europejskiej, ale nadaje jej ton, decyduje – lub współdecyduje – o kierunku integracji, wprowadzaniu najważniejszych projektów z euro włącznie, rozszerzaniu wspólnoty i co tam jeszcze wymyślimy. Obecnie politycy EPL kierują wielką instytucjonalną Trójką: Radą (Tusk), Komisją (Juncker) i Parlamentem Europejskim (Tajani).

Czytaj także: Kto zostanie nowym przewodniczącym Komisji Europejskiej

W jakiej kondycji jest EPL?

Ale złote lata się kończą. EPL nie chce odsłonić swoich badań, by nie nakręcać minorowych nastrojów, ale optymistycznie liczy na 180 miejsc w Parlamencie Europejskim – dzisiaj mają 219. Dalej będzie najsilniejszą grupą, ale z osłabionymi socjalistami już nie zbuduje proeuropejskiej większości. Potrzebna będzie szersza koalicja, może z liberałami, może z jakąś formacją Macrona. Jest jeszcze jedna niewiadoma w tej układance: siła Angeli Merkel po rezygnacji z funkcji liderki CDU. Czy uda jej się pozostać kanclerzem do końca kadencji? A jeśli nie, to czy jej następca zmieni kierunek europejskiej polityki?

Mając to wszystko z tyłu głowy, politycy EPL spotkali się na Kongresie w Helsinkach. Stąd miał popłynąć pozytywny komunikat tej rodziny politycznej na europejskie wybory w maju 2019 r. Czy udało się zrealizować ten cel?

Nastroje i wizje na Kongresie w Helsinkach

Pierwszego dnia większość występujących zwracała uwagę na wzrost znaczenia populistów, którzy nie tylko zdobywają coraz większe poparcie, jak AfD w Niemczech, ale przejmują stery rządów, jak Liga Północna i Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech. No i nie bardzo wiadomo, jak skutecznie to powstrzymać. Kiedy po raz tysięczny przekonują, że Unia Europejska dowodzona przez EPL wyprowadziła Europę z kryzysu i dzisiaj mamy o 13 mln więcej miejsc pracy niż 5 lat temu, to kiwniemy głową, ale czy to nas porwie? Jak po raz kolejny usłyszymy, że „united we are stronger”, to fajnie, ale już nie działa. Jak nas przekonują, że fala migracji została skutecznie zatrzymana, to może nawet się cieszymy, ale czy to wystarczy, by głosować „za Europą”?

Czytaj także: Kto i jak zrozumiał przemówienie szefa Komisji Europejskiej o stanie UE

Kilku mówców przekonywało, że tak. Kiriakos Mitsotakis, lider greckiej Nowej Demokracji, dowodził, że w najbliższych wyborach jego partia odbierze Syrizie władzę. Twierdził, że Grecja pierwsza zafundowała sobie populistyczny rząd, wiec najdłużej jego partia mogła zbierać doświadczenia i teraz już wie, jak zwyciężyć. W podobnym tonie wystąpił Grzegorz Schetyna: w ostatnich wyborach samorządowych Koalicja Obywatelska udowodniła, że z populistami można wygrywać, a spektakularny sukces Rafała Trzaskowskiego – w końcu urzędującego wiceszefa EPL – w walce o Warszawę powinien dać wszystkim zastrzyk nadziei. Warto dodać, że lider Platformy, podkreślając europejskość swojej partii, zapowiedział, że po wygranych wyborach parlamentarnych i odsunięciu PiS od władzy uruchomi plan wprowadzenia Polski do strefy euro, połączony z debatą z Polakami, podczas której Platforma wykaże zalety członkostwa w eurogrupie. No, zobaczymy.

Co robi Spitzenkandidat?

Na koniec pierwszego dnia okazało się, że nie kolejne przekonywanie o słuszności drogi partii, ale rywalizacja dwóch polityków o nominację na Spitzenkandidata może pomóc w zbieraniu głosów. Bo, po pierwsze, można to sprzedać jako proces demokratyczny wewnątrz rodziny, jako próbę wypracowania w rywalizacji najlepszego projektu dla Europejczyków. No i że nastąpi zmiana. Gdy się patrzyło na prezydium z Junckerem, Tajanim, Daulem, Barnierem, ale i Tuskiem, trudno było oprzeć się wrażeniu, że patrzy się na radę starszych. A obaj kandydaci na Spitzenkandidatów to jednak młodzież: Weber ma 46 lat, Stubb 50, ale smukłe sylwetki, sportowe hobby utrzymują ich w doskonałej formie. Świetnie mówią w kilku językach i, co ważne, z pasją, z przekonaniem, że to dla nich nie jest bla-bla, ale naprawdę wierzą w to, co mówią.

Czytaj także: Europo! Nie odpuszczaj!

O co chodzi z tymi Spitzenkandidatami?

Chodzi o polityka, którego jakaś rodzina polityczna wystawia przed europejskimi wyborami i który w razie wygrania przez tę rodzinę wyborów w skali Europy zostanie szefem Komisji Europejskiej. Nie jest to traktatowa procedura. Traktat lizboński wymaga bowiem, aby „Rada Europejska, stanowiąc większością kwalifikowaną, mianowała przewodniczącego Komisji w celu zatwierdzenia przez Parlament Europejski, z uwzględnieniem wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego”. Czyli przymusu nie ma, ale nie tak dawno PE przyjął dokument, w którym ostrzegł państwa członkowskie, że odrzuci każdego pretendenta niebędącego Spitzenkandidatem wskazanym przez jedną z pięciu partii europejskich. To nie tylko walka posłów, by traktowano parlament z szacunkiem, ale próba utrzymania procedury, która wytrącała z rąk eurosceptyków argument, że Komisja Europejska się szarogęsi, a nie ma demokratycznego mandatu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj