Świat

Łukaszenka tak, Putin nie?

Łukaszenka tak, Putin nie?

Andrzej Duda zaprosił na obchody 80. rocznicy II wojny światowej prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę. Zaproszenia nie otrzymał za to Władimir Putin. Andrzej Duda zaprosił na obchody 80. rocznicy II wojny światowej prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę. Zaproszenia nie otrzymał za to Władimir Putin. Mikhail Metzel/TASS / Forum
Andrzej Duda zaprosił do Warszawy na obchody 80. rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę. Trudno oczekiwać, że przyjedzie, skoro zaproszenia nie otrzymał Władimir Putin.

Aleksander Łukaszenka rozumie politykę historyczną tak samo jak niezaproszony do Warszawy prezydent Rosji Władimir Putin. Dla Mińska II wojna światowa rozpoczęła się napaścią faszystowskich Niemiec na Związek Radziecki. W każdym z miast w zachodniej Białorusi jest ulica 17 września, znak sprawiedliwości dziejowej, symboliczny dzień upadku „pańskiej” Polski i uzyskania przez Białoruś niepodległości. Byli więźniowie Berezy Kartuskiej, polskiego obozu dla politycznych oponentów, też mają swoje ulice i pewne miejsce w podręcznikach, zwłaszcza jeśli byli komunistami.

Czytaj także: Prof. Timothy Snyder o groźnej polityce wieczności Putina, Trumpa i Kaczyńskiego

Białorusini dumni z Dzierżyńskiego

Białorusini krytycznie patrzą na działania polskiej mniejszości narodowej i naszych placówek dyplomatycznych, kultywujących pamięć o obrońcach Kresów II Rzeczpospolitej, o Armii Krajowej. W sporze o dorobek II RP i jej politykę wobec mniejszości narodowych zdecydowanie biorą stronę zwolenników 17 września, nawet gdy czasy sowieckie nazywają okupacją. Sprzeciw budzą nasze próby przywracania bohaterskiej pamięci „żołnierzy wyklętych”. Reakcja białoruskiego MSZ na skandaliczną publikację IPN o „Burym” jest tego najnowszym przykładem.

Białorusini mają też raczej dobre zdanie – niewiele różnią się w tej kwestii od większości Rosjan – o Związku Radzieckim. Są dumni ze swego krajana Feliksa Dzierżyńskiego, sławią Józefa Stalina, wybitnego przywódcę, zwycięzcę nad faszyzmem. Władze przez palce patrzą na dewastacje miejsc pochówku ofiar zbrodni stalinowskich, jak ostatnio w Kuropatach. Dla politycznego systemu Białorusi, zbudowanego na fundamencie kontroli obywateli, kult czekisty Feliksa Dzierżyńskiego jest znakiem kontynuacji najlepszych sowieckich tradycji w państwie „nowego typu”.

Aleksander Łukaszenka, biorąc pod uwagę kryterium historyczne, którym kierował się zapewne Andrzej Duda, niczym się nie różni od Putina. Obaj są zwolennikami sowieckiej narracji historycznej. Nie to zatem było decydujące, gdy polski prezydent wystosowywał zaproszenia.

Ziemowit Szczerek: Aleksandr Łukaszenka znów przeszedł w tryb niepodległościowy, a nawet antyrosyjski

Mińsk stara się nie ulec Moskwie

Andrzej Duda jest zwolennikiem zaostrzenia sankcji na Rosję łamiącą prawo międzynarodowe i nieliczącą się z interesami sąsiadów. Trudno gościć w Warszawie „zdobywcę” Krymu i przeciwnika niepodległej Ukrainy – z politycznego i moralnego punktu widzenia jest to niemożliwe.

W tym kontekście pozycja Białorusi jest, rzec można, zniuansowana. Mińsk stara się nie ulec Moskwie, ale nie może żyć bez jej pieniędzy, ropy i gazu. Nie ma zamiaru wiązać się z Europą, a jeśli już, to gospodarczo, nie politycznie. Mińsk nie uznał aneksji Krymu i stara się stać pośrodku, między Rosją i Ukrainą, ale głównie z powodów ekonomicznych – zarabia m.in. na kontrabandzie z podporządkowanej Rosji części Donbasu i Krymu.

Dla Polski Białoruś jest bardzo ważna. Musimy dbać o naszą mniejszość narodową, wspierać jej społeczną i ekonomiczną pozycję. To trudna sprawa. Ale nienowa w Europie. Przypomina się ostatnia wizyta Recepa Tayyipa Erdoğana w Niemczech. Obiad z nim zbojkotowała prawie cała klasa polityczna Niemiec, choć gazety pisały, że na Turcję – historycznego, obecnego i przyszłego partnera Niemiec – nie trzeba patrzeć przez pryzmat jej prezydenta.

Trudno postawić dolara na przyjazd Łukaszenki do Warszawy. Odrzucał już niemniej atrakcyjne zaproszenia. Nie pojechał do Paryża, gdzie czekał na niego Emanuel Macron, organizator obchodów 100. rocznicy zakończenia I wojny światowej. Nie pojawił się w Brukseli na szczycie „Wschodniego Partnerstwa”. Symboliczna była jego nieobecność na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Nie dotarł, bo przedłużyło się jego spotkanie z Putinem w Soczi. Na agendzie była sprawa kolejnego kredytu.

Czytaj także: Czy oswajanie Łukaszenki ma sens?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Groźny spam z Afryki Zachodniej

Uwaga, powracają internetowi oszuści z Afryki Zachodniej. Próbują starych szwindli w nowej technologicznej odsłonie.

Jędrzej Winiecki
14.05.2019
Reklama