Świat

Powódź doprowadza Wenecję na skraj upadku

Tegoroczna powódź, choć rzeczywiście nie pierwsza w historii, jest jednak już teraz prawie rekordowa – zarówno pod względem intensywności, jak stopnia zniszczeń. Tegoroczna powódź, choć rzeczywiście nie pierwsza w historii, jest jednak już teraz prawie rekordowa – zarówno pod względem intensywności, jak stopnia zniszczeń. Forum
Rekordowo wysoki przypływ spowodował, że już w tej chwili 80 proc. powierzchni miasta znajduje się pod wodą. Władze w Rzymie ogłosiły stan wyjątkowy dla całego regionu, eksperci oceniają zniszczenia zalanych zabytków jako nieodwracalne.

Przez kilka ostatnich dni telewizyjne ujęcia z Wenecji, choć niepokojące, przyjmowały jednak rys humorystyczny. Stacje z całego świata pokazywały turystów ściągających koszulki i przepełnionych radością rzucających się w wysoką na półtora metra wodę, żeby przez plac św. Marka wyjątkowo nie przejść, ale przepłynąć kraulem. Dzieci do szkoły chodziły po prowizorycznie ustawionych pomostach, a w całym mieście wyprzedano wszystkie dostępne pary kaloszy. Na pierwszy rzut oka obrazy te nie nosiły jednak znamion nadciągającej tragedii. W końcu Wenecja to miasto na wodzie, naturalne więc musi być, że woda raz na jakiś czas przejmuje je we władanie.

Czytaj także: Miasta na wodzie

Większość miasta pod wodą

Tegoroczna powódź, choć rzeczywiście nie pierwsza w historii, jest jednak niemal rekordowa – zarówno pod względem intensywności, jak stopnia zniszczeń. Tzw. acqua alta, czyli niespotykanie wysoki przypływ, w czwartek rano zalał już ponad 80 proc. powierzchni Wenecji. Woda na terenach miejskich osiągnęła poziom 187 cm, wdziera się m.in. do środka najbardziej ikonicznego budynku na lagunie – bazyliki św. Marka. Odkąd prowadzone są precyzyjne pomiary przypływów, tylko raz – w 1966 r. – wody na ulicach i skwerach Wenecji było więcej, bo 192 cm. Prognozy na najbliższe dni nie wykluczają jednak, że rekord zostanie pobity.

Powódź momentalnie sparaliżowała życie w mieście. W większości hoteli znajdujących się na lagunie już od środy rano nie ma prądu, utrudniona jest komunikacja promami i taksówkami wodnymi, zawieszono turystyczne rejsy gondolami. Zamknięte były urzędy, odwołano zajęcia w szkołach i na uniwersytecie Ca′ Foscari. Ci nieliczni właściciele motorówek, którzy zdecydowali się na kurs po kanałach, odkrywali, że zalane lub zniszczone są pomosty łączące skwery z wodą, a zejście na twardy grunt okazuje się wręcz niemożliwe. Woda ma już też pierwsze ofiary – od początku tegorocznej powodzi życie straciły dwie osoby.

Powódź rzuciła miasto na kolana

Wypowiedzi władz miejskich i ekspertów zajmujących się weneckimi zabytkami przybierają ton wręcz apokaliptyczny. Luca Zaia z ultraprawicowej Ligi, od dziewięciu lat pełniący funkcję gubernatora regionu Veneto, ocenił wręcz, że zniszczenia „mają charakter ostateczny, nieodwracalny”, a tegoroczna powódź „rzuciła miasto na kolana”. Mer Wenecji Luigi Brugnaro alarmuje, że ratusz nie da sobie sam rady z walką z żywiołem. Zaapelował do rządu w Rzymie o pomoc – finansową, logistyczną, ale też prawną.

Przyczyn rekordowo wysokich przypływów upatruje bowiem w katastrofie klimatycznej, ale też w skokowo rosnącej liczbie ogromnych wycieczkowców. Statki te zawijają do Wenecji wręcz masowo, niszcząc nabrzeże, zanieczyszczając lagunę i naruszając strukturę miasta, zbudowanego na tysiącach wbitych w błotniste podłoże pali i praktycznie tonącego w morzu z prędkością kilku–kilkunastu milimetrów rocznie.

Czy da się powstrzymać najazd turystów

Lokalne władze od lat próbują nałożyć ograniczenia na właścicieli wycieczkowców, jednak do zmiany prawa potrzebne jest wsparcie rządu centralnego. Z perspektywy Rzymu wielkie statki pasażerskie przynoszą przede wszystkim zysk – co roku zrzucają na ląd dziesiątki tysięcy turystów, którzy w sklepach, restauracjach i muzeach Wenecji zostawiają miliony. Dlatego kiedy minister kultury Dario Franceschini zapowiedział w środę, że gabinet Giuseppe Conte wesprze Wenecjan wielomilionową, choć jeszcze niezdefiniowaną, dotacją na renowację zniszczonych zabytków, nie wzbudziło to nad laguną specjalnego entuzjazmu. Dużo więcej miastu dałaby zdecydowana walka ze skutkami katastrofy klimatycznej i powstrzymanie drapieżnej, skomercjalizowanej turystyki.

Katastrofa w bazylice św. Marka

Pieniądze będą, oczywiście, bardzo potrzebne, jednak już padają pytania, czy powstałe w ostatnich dniach zniszczenia będą w ogóle możliwe do zniwelowania. Choć Wenecja regularnie targana jest mniej lub bardziej intensywnymi przypływami, bazylika św. Marka zalana była tylko pięć razy w ciągu ostatnich 1200 lat. Tegoroczna wielka woda nie tylko uszkodziła bizantyjskie zabytki, w tym unikatowe mozaiki na podłodze i niższych partiach ścian bazyliki, ale – jak zauważa arcybiskup Wenecji i gospodarz świątyni Francesco Moraglia – samą strukturę budynku, trwale naruszając jego stabilność. Najgorzej wygląda sytuacja w kościelnych kryptach, w których woda utrzymuje się na poziomie ponad 110 cm już od wtorku.

Carlo Alberto Tesserin, opiekun kościelnych zabytków, dodał na łamach dziennika „La Repubblica”, że zniszczenia są tak ogromne nie tylko z powodu wysokiego poziomu wody, ale też siły, z jaką wdarła się ona do bazyliki, „nieporównywalnej nawet z sytuacją z 1966 r.”.

Czytaj także: Jak zmieniać miasta, ale nie wypędzać ludzi?

Bar w pałacu Gritti pod wodą

Zniszczona została jednak nie tylko bazylika. Praktycznie w całości pod wodą znalazł się słynny bar w pałacu Gritti, uwielbiany zwłaszcza przez artystów i celebrytów. W przeszłości w murach pałacu i przy barowych stolikach regularnie czas spędzali m.in. Ernest Hemingway, Pier Paolo Pasolini, Grace Kelly czy Elizabeth Taylor. W tej chwili woda wypełnia go praktycznie po sufit, zniszczone zostały wszystkie pamiątki po znanych gościach. Ucierpiała też część zbiorów prestiżowej galerii sztuki współczesnej Ca’ Pesaro.

Co politycy mają na sumieniu w sprawie Wenecji?

Wenecja tonie z powodu ogromnych statków, globalnej katastrofy klimatycznej, ale też przez nieudolność swoich polityków. Od 35 lat nie są bowiem w stanie uruchomić systemu przeciwpowodziowego Mose, który miał chronić miasto od nagłych przypływów. Kompleksowy program, zawierający w sobie system wczesnego ostrzegania, sieć mierników monitorujących poziom wody i siłę prądu, mobilne platformy i sieć dróg ewakuacyjnych z laguny, nigdy nie został wprowadzony w życie. Prace nad nimi stanęły w 2003 r., przede wszystkim z powodu konfliktów kompetencyjnych, braku środków i jak się później okazało, korupcji. 11 lat później sprawa znalazła swój finał w sądzie, jednak Wenecja, co może zabrzmieć szokująco, wciąż nie posiada centralnego systemu walki z tzw. wysoką wodą.

Czytaj także: Tak niszczymy świat

Fatalna pogoda

Najgorsze może dopiero nadejść, zarówno pod względem przypływów, jak i oceny szkód. Pogoda w całych Włoszech jest w tej chwili fatalna, ulewne deszcze przelewają się praktycznie przez cały Półwysep Apeniński. Poziom wody może się jeszcze podnieść, a już na pewno utrzyma się przez co najmniej kilka dni. Dopiero kiedy opadnie, będzie można w całości ocenić skalę dewastacji.

Włoskie media zniszczenia w bazylice św. Marka opisują już teraz jako większe niż w wyniku pożaru paryskiej katedry Notre Dame. Takie porównania trudno brać poważnie, bo obie katastrofy miały inną naturę i nie sposób je ze sobą zestawiać. Faktem jest jednak to, że najgorsze dla weneckiej świątyni będą szkody niewidoczne gołym okiem – poczynione w architektonicznej strukturze, wewnątrz ścian, pod mozaikami. Bez względu na ich skalę i objętość ich odwrócenie będzie niemożliwe.

Czytaj także: Prezydenci i huragany. Jak żywioł może namieszać w polityce

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną