„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Świat

Brakuje podstawowych leków. Iran dławią koronawirus i sankcje

Iran mierzy się z trzecią, jak dotychczas najsilniejszą, falą zachorowań na SARS-CoV-2. Iran mierzy się z trzecią, jak dotychczas najsilniejszą, falą zachorowań na SARS-CoV-2. Wana News Agency/Reuters / Forum
Iran mierzy się z trzecią, jak dotychczas najsilniejszą falą zachorowań na SARS-CoV-2. Szpitalne łóżka zapełniają się tak szybko jak cmentarze, a to wszystko w cieniu nowych amerykańskich sankcji i rosnącego ubóstwa.

Iran ogłosił, że wskaźnik zgonów z powodu koronawirusa przekroczył granicę 30 tys. W sobotnim oświadczeniu rzeczniczka ministerstwa zdrowia Sima Sadat podała, że potwierdzonych przypadków choroby jest w Iranie 526 490, a śmierci – 30 123. Nowy dzienny rekord padł w poniedziałek, kiedy z powodu covid-19 zmarło 337 osób.

Wirus pojawił się w Iranie w czasie wyjątkowo niefortunnym – początek pandemii zbiegł się tam z lutowymi obchodami rocznicy wybuchu rewolucji, która wyniosła do władzy Ruhollaha Chomeiniego i dała początek Islamskiej Republice. Władzy nadwyrężonej przez jesienne protesty zależało na pokazowej frekwencji, przez co pracownicy urzędów i zakładów państwowych z całego kraju byli zwożeni do Teheranu, by wziąć udział w uroczystościach, co w oczywisty sposób sprzyjało rozwojowi pandemii. Niedługo potem odbyły się zaś wybory parlamentarne – mimo starań rządu z rekordowo niską frekwencją. W ten sposób podczas pierwszej fali pandemii Iran został najsilniej dotkniętym nią państwem na Bliskim Wschodzie. Światem wstrząsnęły wówczas zdjęcia satelitarne masowych grobów, które miały być wykopywane na obrzeżach miasta Kom, gdy zabrakło już miejsc na cmentarzach. Wszystko wskazuje jednak na to, że trzecia fala, z którą mierzy się Iran, zbierze jeszcze bardziej śmiertelne żniwo.

Jak Iran zaniedbał koronawirusa

Ze względu na dynamicznie pogarszającą się sytuację władze wprowadziły dodatkowe obostrzenia, nakazując noszenie maseczek wszędzie poza domem i grożąc karami finansowymi za nieprzestrzeganie tego przepisu. Zamknięto też meczety, szkoły, uczelnie, muzea, baseny i inne obiekty publiczne oraz wprowadzono ograniczenia w podróżowaniu. Nie brakuje jednak opinii, że działania rządu są opóźnione i nieskuteczne.

Mehdi (imię zostało zmienione na jego prośbę) jest internistą. Pracuje w jednym z największych szpitali w Iranie, który jednocześnie prowadzi jeden z największych oddziałów dla chorych na covid-19. Z pacjentami zakażonymi koronawirusem pracuje od czasu drugiej fali epidemii w Iranie. Prosi, by nie ujawniać jego tożsamości. – Jeśli napiszesz, w jakim szpitalu pracuję, będzie mnie bardzo łatwo zidentyfikować, a wtedy może grozić mi utrata pracy – mówi. – Uważam, że obecna sytuacja to przede wszystkim wina rządu. Przez pierwsze dwa miesiące wszystko ukrywali. Mówili, że nie ma pandemii, że to tylko grypa, która może powodować problemy z oddychaniem, ale covidu w Iranie nie ma.

Jak mówi, do szpitali nie przysyłano testów, bo rząd nie chciał mieć pozytywnych wyników, a później zaniżano ich liczbę. – Ignorowali dosłownie wszystkie sygnały ostrzegawcze, miesiąc po pierwszym przypadku zachorowania na covid w Iranie wciąż mieliśmy loty do Chin. Iran doprowadził zresztą do szybkiego rozprzestrzenienia infekcji do wielu krajów na Bliskim Wschodzie i w Europie, bo oficjalną polityką naszego rządu było po prostu zamykanie oczu na wszystko i udawanie, że problemu nie ma. Zamiast tego wykorzystywali pandemię do celów politycznych – Chamenei mówił, że to amerykański wirus, że wrogowie chcą sabotować Iran.

Czytaj też: Jak śmiertelny jest koronawirus? Zbliżamy się do odpowiedzi

Ilu tak naprawdę jest chorych na covid-19

Wobec drastycznie pogarszającej się sytuacji irański rząd zaordynował, by wszystkie szpitale, zarówno cywilne, jak i wojskowe, przestały przyjmować pacjentów, którzy nie wymagają pilnej pomocy medycznej, i zamiast tego skoncentrowały się na zakażonych koronawirusem. Jedna trzecia szpitali w kraju ma zostać przekształcona w placówki jednoimienne. Jeden z członków krajowej grupy ds. koronawirusa Masud Mardani ostrzegał, że szpitale wkrótce staną się przepełnione.

Mehdi mówi, że do tego już doszło. – Podczas pierwszej i drugiej fali mieliśmy wystarczająco dużo łóżek, ale brakowało nam respiratorów, sprzętu wspomagającego, maseczek, kombinezonów. Teraz dla chorych brakuje już miejsc w szpitalach. Codziennie jakiś szpital jest przekształcany w jednoimienny. Najbardziej brakuje łóżek na oddziałach intensywnej terapii. Przez to zmarli niektórzy z moich pacjentów. Rzeczniczka ministerstwa zdrowia powiedziała, że liczba chorych na covid-19 jest w rzeczywistości dwa razy wyższa, niż wynika to z oficjalnych statystyk. Ja jako lekarz mogę powiedzieć, że jest wyższa co najmniej cztery razy.

Podczas konferencji prasowej w ubiegłym tygodniu szef Irańskiej Rady Medycznej Mohammadreza Zafarghandi powiedział, że „pracownicy ochrony zdrowia są zmęczeni”. – To prawda – komentuje Mehdi. – Poza brakiem sprzętu cierpimy też na brak personelu. Z powodu braków kadrowych pracujemy na więcej zmian. Iran ma jeden z najwyższych odsetków śmierci lekarzy i pielęgniarek. Dotychczas ponad 350 członków personelu medycznego zmarło na covid. Wielu z nas zakaża się, bo w szpitalach brakuje tak podstawowych środków zapobiegawczych jak maseczki. Sam znam pielęgniarkę, która zakaziła się dwukrotnie – podczas pierwszej fali i teraz. Maseczki N95 to rzadkość, a rząd zamiast je sprowadzić, zmienia przepisy, żeby dopasować je do sytuacji. Teraz maseczki chirurgiczne oficjalnie są tak samo dobrym i skutecznym środkiem ochrony przed zakażeniem.

Czytaj także: Czy pandemia zatrzyma się do końca roku? Słuchajmy modeli matematycznych

Koronawirus uderza w irańską gospodarkę

Kryzys związany z pandemią dodatkowo uderzył w mocno nadwyrężoną już irańską gospodarkę. Rekordy liczb zachorowań i zgonów zbiegły się w czasie z historycznie niskimi notowaniami irańskiego riala – w ostatni wtorek osiągnął najniższą wobec dolara wartość w historii (317 tys.), tracąc tym samym 150 proc. swojej wartości wobec tego samego czasu w zeszłym roku. – Ceny wszystkiego rosną praktycznie z dnia na dzień. Pride, najtańsze auto irańskiej produkcji, zawsze kosztowało około 400 mln riali, teraz kosztuje 150 mld. Ludzie nie mogą już znieść tej sytuacji – mówi Ali, 33-letni fizyk z Teheranu, który także chce zostać anonimowy. Mehdi dodaje też, że rząd nie zaproponował obywatelom żadnej formy pomocy, by przetrwać trudny czas. – Nic, nawet obniżki opłat za wodę czy elektryczność – mówi. – A przez pandemię wiele osób straciło pracę, jakiekolwiek źródło dochodu.

Kiedy w 2003 r. w irańskim Bam doszło do potężnego trzęsienia ziemi, prezydent George W. Bush, który niewiele wcześniej zaliczył Iran do państw „osi zła”, posłał na pomoc ratowników i zaopatrzenie medyczne. Donald Trump nie ma ochoty okazać podobnej łaski. Choć większość ekspertów jest zgodna, że prezydencka taktyka „maksymalnej presji” jest jak najdalsza od osiągnięcia pożądanego rezultatu, USA właśnie nałożyły kolejne sankcje na państwo, które ma problem z kupnem najbardziej potrzebnych leków dla swoich obywateli. – Brakuje nam najbardziej podstawowych leków – potwierdza Mehdi. – Owszem, możesz znaleźć wszystko, czego potrzebujesz, na czarnym rynku na ulicach Teheranu po znacznie zawyżonych cenach. Ale państwo nie jest w stanie ich nam zapewnić.

Sankcje dławią Teheran

„Nasz program sankcji będzie kontynuowany, dopóki Iran nie przestanie finansować aktywności terrorystycznych i rozwijania programu nuklearnego” – mówił o ostatnich sankcjach sekretarz skarbu USA Steven Munchin. Za poprzednich administracji sankcje były nakładane na banki, które miały udowodnioną historię finansowania terroryzmu lub rozwoju broni nuklearnej. Tymczasem w ostatni czwartek na czarnej liście znalazły się m.in. Bank Maskan – Bank Mieszkaniowy, specjalizujący się, nomen omen, w kredytach hipotecznych, oraz Bank Keszowarzi, czyli Bank Rolniczy, wobec których takich zarzutów nigdy nie poczyniono. Polityka administracji Donalda Trumpa spotyka się ze stanowczą krytyką także w samych Stanach Zjednoczonych. Barbara Slavin, dyrektora programu Future of Iran Initiative w Atlantic Council, określiła ją jako „sadyzm udający politykę zagraniczną”.

Sankcje nie uniemożliwiają wprawdzie bezpośrednio transakcji humanitarnych, analitycy zwracają jednak uwagę, że przypuszczalnie odstraszą zagraniczne banki od jakichkolwiek transakcji z Iranem, włącznie z tymi dotyczącymi „towarów humanitarnych”. Irański Czerwony Krzyż poinformował w zeszły wtorek na swoim Twitterze, że nowe sankcje wstrzymały import dwóch milionów szczepionek na grypę. W Iranie brakuje też twardej waluty, bo Stany Zjednoczone robią wszystko, by zniechęcić zagraniczne firmy do transakcji w Iranie. Szef irańskiej dyplomacji Mohammad Dżawad Zarif nazwał nowe sankcje „zbrodnią przeciwko ludzkości”. „Pośród pandemii covid-19 amerykański reżim chce pozbawić nas pozostałych kanałów płatności za jedzenie i leki”, zaćwierkał na Twitterze. „Irańczycy PRZETRWAJĄ te okrucieństwa. Ale knucie, by zagłodzić populację, jest zbrodnią przeciw ludzkości. Ci, którzy są winni blokowania naszych pieniędzy – spotkają sprawiedliwość”.

Trump i koronawirus grają do jednej bramki

Irańczycy są jednak coraz mniej podatni na standardowe zagrania rządu, czyli próby przeniesienia odpowiedzialności za złą sytuację na aktorów zewnętrznych (choć przyznać trzeba, że w tym konkretnym przypadku nie można odmówić im części racji). Pod ostrzałem krytyki znajduje się prezydent Hasan Rouhani, którego kadencja kończy się najbliższego lata.

To zresztą kolejny przykład nieskuteczności polityki „maksymalnej presji” Donalda Trumpa wobec Teheranu, która przejawia się głównie nakładaniem sankcji w sposób przypominający machanie na oślep siekierą. Jak dotychczas nie tylko nie skłoniło to irańskich rządzących, by ugięli karku i zwrócili się do Waszyngtonu w bardziej koncyliacyjnym tonie, ale wzmocniło irańskich twardogłowych. Resztki twardej waluty w Iranie są pod kontrolą Korpusu Strażników Rewolucji, a irańska gospodarka staje się coraz mniej przejrzysta. Wygląda na to, że w Iranie koronawirus i Donald Trump grają do jednej bramki – powodując coraz potężniejszą zapaść gospodarczą, cierpienie zwykłych Irańczyków i konsolidację władzy w rękach wąskiej elity polityczno-militarnej.

Czytaj także: Czy Trump w ogóle wie, co robi na Bliskim Wschodzie?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak zostałem obrońcą życia. Reporter „Polityki” na szkoleniu antyaborcyjnym

Projekt ustawy zakazującej aborcji, homofobusy, banery ze zdjęciami abortowanych płodów. By przebić się ze swoim przekazem, Fundacja Pro – Prawo do życia idzie szeroko. Szeroko też werbuje, bo również wśród dziennikarzy „Polityki”.

Mateusz Witczak
03.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną