Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Exodus dyplomatów. Tego scenariusza obawia się teraz Kreml

Rosji nie można zniszczyć – powtarza Władimir Putin – można ją tylko rozsadzić od wewnątrz. Rosji nie można zniszczyć – powtarza Władimir Putin – można ją tylko rozsadzić od wewnątrz. Sputnik / Reuters / Forum
Borys Bondariew, dyplomata przy misji ONZ w Genewie, który na znak protestu przeciw wojnie podał się do dymisji, może być pierwszym elementem domina. Na biurko Putina już trafiła lista innych potencjalnych zdrajców.

Spośród wszystkich swoich wrogów Kreml najbardziej obawia się tych wewnętrznych. Rosji nie można zniszczyć – powtarza Putin – ale można ją rozsadzić od środka. Dlatego Borys Bondariew, dyplomata przy misji ONZ w Genewie, który w ostatni poniedziałek na znak protestu podał się do dymisji, został uznany za „pierwszą jaskółkę”. Istnieje ryzyko, że inni pójdą jego śladem i „rozsypie się domek z kart”. To główna teza raportu Nikołaja Patruszewa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa, jednego z najbardziej zaufanych ludzi Putina. Dokument trafił już na biurko prezydenta.

„Przez 20 lat kariery dyplomatycznej byłem świadkiem różnych zwrotów w naszej polityce zagranicznej, ale nigdy nie wstydziłem się za swój kraj tak bardzo jak 24 lutego” – tłumaczył Bondariew w liście, który 23 maja opublikował na LinkedInie. I dalej: „Agresywna wojna rozpętana przez Putina przeciw Ukrainie, a w istocie przeciw całemu zachodniemu światu, jest nie tylko zbrodnią przeciwko narodowi ukraińskiemu, ale także – być może – najpoważniejszą zbrodnią przeciwko narodowi rosyjskiemu. Litera Z przekreśla wszelkie nadzieje na dostatnie i wolne społeczeństwo”.

Czytaj też: Obozy filtracyjne. To tu trafiają uciekinierzy z Ukrainy

Wolta dyplomaty, panika na Kremlu

W oświadczeniu, które wysłał do 40 dyplomatów, Bondariew uderza wprost w kremlowskie elity. „Ci, którzy wymyślili wojnę – pisze – chcą tylko jednego: rządzić, mieszkać w pełnych przepychu, pozbawionych smaku pałacach, pływać na jachtach porównywalnych pod względem tonażu i ponoszonych kosztów z całą rosyjską marynarką wojenną, cieszyć się nieograniczoną władzą i całkowitą bezkarnością”. W logice Kremla to już nie krytyka, ale zdrada.

Dymisja dyplomaty jest dla Moskwy groźna, bo ma charakter publiczny i międzynarodowy zasięg. I pojawia się w chwili, gdy władze za wszelką cenę starają się przekonać Zachód, że z rosyjską potęgą nie można wygrać, najrozsądniej byłoby ustąpić i uznać jej roszczenia. Dlatego Kreml próbuje teraz wybadać, jak ryzykowna dla jego wizerunku była wolta Bondariewa.

Moskwa nigdy w takich przypadkach nie reaguje szybko. W Genewie i siedzibie MSZ na placu Smoleńskim z pewnością w pierwszej chwili wybuchła panika. Szef genewskiej placówki Gienadij Gatiłow musiał wytłumaczyć szefowi resortu Siergiejowi Ławrowowi, dlaczego „źle ocenił” Bondariewa i nie zdemaskował „zdrajcy” na czas. A Ławrow musiał zrobić to samo przed Radą Bezpieczeństwa i Kremlem. Dopóki służby nie oszacują potencjalnych strat i wynikającego z tego wstrząsu ryzyka, reakcja władz pozostanie umiarkowana.

To dlatego rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow na konferencji prasowej 24 maja oświadczył, że prezydent nie zapoznał się jeszcze z listem Bondariewa. I dodał jednoznacznie: „Można powiedzieć, że pan Bondariew nie jest już z nami, a raczej jest przeciwko nam”.

Czytaj też: Nowe szaty tyrana. Co dziś przeraża Putina?

Dyplomaci skorzy do zdrady

Wolta jednego dyplomaty nie rozsadzi reżimu od środka. Ale władz nie wolno ośmieszać. Rosji można wszak nie lubić, ale należy się jej bać. Bondariew obnażył tymczasem fasadowość jej potęgi. Armia, która miała być „drugą na świecie”, okazała się potiomkinowska. Służby otarły się o amatorstwo, szykując operację przeciw Ukrainie. A teraz kompromituje się dyplomacja, której szef uchodził za jednego z najskuteczniejszych na świecie. Bondariew zburzył kolejny mit, potwierdzając, że „MSZ nie zajmuje się dyplomacją, lecz podżeganiem do wojny, kłamstwem i nienawiścią”. Natomiast Ławrow „w ciągu 18 lat zmienił się z profesjonalnego i wykształconego intelektualisty w człowieka, który wygłasza sprzeczne oświadczenia i wygraża światu bronią atomową!”.

Zagrożeniem dla władz byłaby fala podobnych rezygnacji, ale nie wiadomo, czy oraz ilu rosyjskich dyplomatów wyprzedziło Bondariewa. Jego dane nie widnieją już na liście pracowników przedstawicielstwa w Genewie ani MSZ. Dziennik „Kommiersant” podał w ubiegły poniedziałek, że ma nazwiska osób, które zrezygnowały z pracy w dyplomacji od wybuchu wojny. Żadna z nich nie wypowiedziała się jednak publicznie na ten temat.

Nie wiadomo więc, jaki realnie jest potencjał buntu. W rozmowie z Associated Press Bondariew mówił: „Nie wszyscy dyplomaci podżegają do wojny. Są wśród nich ludzie rozsądni, ale muszą trzymać buzię na kłódkę”. Jak dodał, jeśli pozostanie wyjątkiem, państwo zacznie go ścigać. Uratować może go tylko efekt domina.

Tymczasem Siergiej Ławrow zapewniał jeszcze niedawno, że nie ma zdrajców wśród dyplomatów, choć byli do tego zachęcani i w kraju, i za granicą, jak relacjonował podczas XX Zgromadzenia Rady Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa (SVOP) 14 maja. Jak zapewnił, pracownicy resortu „wykonują swoje obowiązki adekwatnie do sytuacji, sumiennie i w pełnym zakresie”. Co prawda przeczy temu raport, który na biurku Putina położył Nikołaj Patruszew.

Czytaj też: Wszystkie choroby Putina. Co mu dziś dolega?

Los hetmana Mazepy

Według doniesień kanału General SVR na Telegramie Patruszew dołączył do pisma listę ponad stu dyplomatów, których uważa za „skorych do zdrady”. W rosyjskich mediach społecznościowych dużo się o tym spekuluje, a wszystko to świadczy o tarciach w monolicie władzy.

Reżimowi nie zagrażają bowiem ci, którzy po wybuchu wojny zdecydowali się na emigrację, ale sceptycy siejący defetyzm, uważani za szkodliwych, groźni, bo ukryci. Z innymi Kreml sobie radzi – dawno trafili do kolonii karnych, na listy „agentów zagranicznych”, „organizacji niepożądanych” i do spisu „ekstremistów i terrorystów”.

Defetystów należy tymczasem przywołać do porządku. Zadania podjął się m.in. Siergiej Naryszkin, szef Służby Wywiadu Zagranicznego. Już w kwietniu zapowiedział, że każdego „potencjalnego zdrajcę” czeka los hetmana Mazepy, który zdradził Piotra Wielkiego. W 1708 r. Mazepa przeszedł na stronę króla Karola XII, a po klęsce Szwedów pod Połtawą zbiegł do imperium osmańskiego. Tam zmarł i do dziś krąży legenda, że przyjął truciznę w obawie przed karzącym ramieniem Rosji.

Czytaj też: Czemu tu leziecie? Czyli jak działa system Putina

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Mobbing i zachowania niepożądane. Czego w pracy robić nie wolno?

Wszelkie sprawy dotyczące dyskryminacji to mniej niż 1 proc. pozwów związanych z prawem pracy, a te o molestowanie to już zupełny ułamek ułamka.

Ewa Wilk
18.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną