Świat

557. dzień wojny. Koniec wielkich desantów powietrznych. Lotnictwo transportowe służy dziś do czego innego

Członkowie rosyjskich sił powietrzno-desantowych wsiadają do samolotu transportowego Iljuszyn Ił-76 podczas ćwiczeń na lotnisku wojskowym w porcie Taganrog nad Morzem Azowskim, Rosja, 22 kwietnia 2021 r. Członkowie rosyjskich sił powietrzno-desantowych wsiadają do samolotu transportowego Iljuszyn Ił-76 podczas ćwiczeń na lotnisku wojskowym w porcie Taganrog nad Morzem Azowskim, Rosja, 22 kwietnia 2021 r. Reuters / Forum
Przed lutym 2022 r. rosyjskiemu lotnictwu transportowemu wyznaczono szczególną i ważną rolę w działaniach wojennych. Jednak obecnie używane jest zupełnie inaczej. Dlaczego?
.Karolina Żelazińska/Polityka .
.Polityka .

Wydaje się, że ofensywa zbliża się do punktu kulminacyjnego, w którym szala zwycięstwa będzie musiała przechylić się wyraźnie na jedną ze stron. Przyjrzyjmy się więc sytuacji na froncie nieco dokładniej. Najbliższym celem Rosji wciąż pozostaje stworzenie warunków do zajęcia obwodów ługańskiego i donieckiego w całości. Jednak tym razem przełamanie w rejonie Awdijiwki oraz frontalny atak na zachód raczej nie wchodzą w grę, z czego Rosjanie już dawno zdali sobie sprawę. Dlatego swój główny wysiłek ulokowali w północnej części obwodu ługańskiego, planując natarcie w kierunku obwodu charkowskiego.

Czytaj także: Ukraińska ofensywa na zbyt wielu kierunkach? Amerykanie mogą się mylić

Co na frontach?

Uporządkujmy jednak pojęcia. Odcinek od granicy rosyjsko-ukraińskiej aż do rzeki Doniec nazwiemy frontem północnym, który można podzielić na dwa pododcinki. Pierwszym z nich jest odcinek „Kupiańsk”. Siły rosyjskie są w nim zorganizowane na bazie Zachodniego Okręgu Wojskowego. W ich skład wchodzi więc 1. Armia Pancerna Gwardii oraz 6. Armia, dodatkowo wzmocnione 11. Korpusem Armijnym z Obwodu Królewieckiego. Główne zadanie – zdobyć Kupiańsk, który jest ważnym węzłem komunikacyjnym. Ponowne przejęcie kontroli nad miastem jest w zasadzie dla Rosjan niezbędne, jeżeli mają zamiar poczynić postępy w stronę Charkowa lub w stronę Iziuma, co de facto oznacza powrót do starych planów okrążenia Donbasu i zamknięcia tam sił ukraińskich. Jednak rosyjskie postępy w kierunku Kupiańska zdają się wyhamowywać. Uporczywe próby ataków frontalnych trwają w rejonie miejscowości Łymań Pierwszy i Wilszana, jednak Synkiwka nadal pozostaje pod kontrolą obrońców. Siły rosyjskie, których trzon stanowi 25. oraz 138. Brygada Zmechanizowana Gwardii, pozostają także na wschodnim brzegu rzeki Oskil, nie próbując jej forsować. Rosjanie cały czas uderzają tutaj z oślim uporem, jednak ukraińskie brygady – 14. Brygada Zmechanizowana im. Kniazia Romana Wielikogo oraz 41. Brygada Zmechanizowana, ta ostatnia sformowana w 2023 r., dodatkowo wsparte batalionem z 95. Brygady Desantowo-Szturmowej, prowadzą skuteczną obronę, jak na razie nie wykazując oznak załamania. Dopóki Kupiańsk jest pod kontrolą ukraińską, nie sądzimy, żeby Ukraińcy mieli problem z logistyką, jednak trzeba pamiętać, że nie jest to dla obrońców kierunek priorytetowy. W skład odcinka „Kupiańsk” wchodzi także rejon miasteczka Swiatowe, w którym walczy 4. Kantemirowska Dywizja Pancerna Gwardii. Tutaj prowadzone są w zasadzie tylko działania nękające, które nie pozwalają na zmiany w linii frontu. Prawdopodobnie Rosjanie oczekują tutaj na możliwość wyprowadzenia ataku zbieżnego, oczywiście w celu domknięcia okrążenia. Tyle że do takiego tanga trzeba dwojga i jak na razie drugie ramię kleszczy jeszcze nie powstało.

Czytaj także: Jak zatańczyć na F-16. Jeśli myślicie, że to łatwe, to przeczytajcie

A powstać by mogło na odcinku wokół miejscowości Kreminna, który podlega już pod Centralny Okręg Wojskowy, choć oprócz 2. oraz 41. Armii Ogólnowojskowej dowódca zgrupowania (gen. por. Andriej Mordwiczew) ma do dyspozycji jeszcze 20. Armię Gwardii „pożyczoną” z Zachodniego OW. Do niedawna zgrupowanie wzmacniała także 76. Czernihowska Dywizja Powietrzno-Desantowa Gwardii, jednak została przeniesiona na południe. Być może dlatego nacisk Rosjan na las serebriański nieco osłabł. Ukraińska Gwardia Narodowa skutecznie broni lasu, nie dając się zepchnąć w stronę rzeki Doniec. Również ataki w kierunku zachodnim nie kończą się dla Rosjan zbyt dobrze, niedawno utracili pozycję na skraju miasteczka Torśkie i na krótki moment rosyjska 74. Zwienigorodzko-Berlińska Brygada Zmechanizowana Gwardii była zmuszona do obrony. Obecnie sytuacja „wróciła do normy” – frontalne ataki kończą się ich odparciem przez Ukraińców.

Rzeka Doniec kończy odcinek nazywany przez nas „frontem północnym”. Na południe od rzeki aż po południowe krańce Doniecka rozciąga się „front wschodni”. Podobnie jak front północny również dzieli się na dwa odcinki. Pierwszym z nich jest odcinek „Bachmut”, który również po rosyjskiej stronie pozostaje w gestii Centralnego Okręgu Wojskowego. Na tym odcinku walczy cały miszmasz rosyjskich wojsk, począwszy od elementów 150. Irdycko-Berlińskiej Dywizji Zmechanizowanej (na co dzień należącej do Południowego OW) aż po ochotnicze bataliony samodzielnie takie jak „Piatniaszka” z Abchazji czy prywatne firmy wojskowe takie jak PMC „Patriot”.

W ostatnim tygodniu dochodziło także do prób frontalnych ataków wzdłuż głównej drogi do Słowiańska, których zatrzymanie nie stanowiło większego problemu dla ukraińskiej 30. Brygady Zmechanizowanej im. Kniazia Konstantina Ostrogskiego. Można stwierdzić, że o ile w rejonie północnych przedmieść Bachmutu nie dochodzi do zmian, o tyle ciężar walk coraz bardziej skupia się na południe od miasta. Po zdobyciu Kliszczijiwki Ukraińcy czynią dalsze postępy, choć w skali dnia można mówić zaledwie o metrach, a nie o kilometrach. Nie cichnie także bój o Kurdiumiwkę, gdzie rosyjska 57. Krasnogrodzka Brygada Zmechanizowana Gwardii (Wschodni OW) wykorzystuje miasteczko w roli fortyfikacji, broniąc się przed atakiem ukraińskiej 28. Brygady Zmechanizowanej im. Licariw Zimowogo Pochodu. Pomiędzy tymi miejscowościami znajduje się także Andrijiwka, gdzie siły ukraińskie prawdopodobnie zanotowały największe postępy i walki mogą trwać już po wschodniej stronie linii kolejowej. Nadal nie są to postępy przełomowe, ale ważne z punktu widzenia operacji, gdyż odbierają Rosjanom możliwość wyrwania się z Bachmutu na zachód, co byłoby co najmniej niebezpieczne – stworzyłoby okazję do budowy jednego z ramion „kleszczy”, które mogłyby zniweczyć ukraińskie plany na południu. Dlatego Ukraińcy utrzymują tam relatywnie duże siły przeciwko rosyjskiemu zgrupowaniu. Być może Ukraińcy będą próbowali zmusić Rosjan do przyciągnięcia posiłków w ten rejon, żeby ułatwić sobie zadanie na południu.

Czytaj także: Kolejny etap dronowej rewolucji w Ukrainie. Jakie wnioski dla Polski?

Drugim odcinkiem frontu wschodniego jest odcinek „Awdijiwka”, który w zasadzie stanowi jedyny rejon odpowiedzialności Południowego OW. W tym rejonie oprócz 8. Armii Gwardii walczą głównie jednostki Milicji DNR oraz LNR. Ich głównym zadaniem jest w zasadzie utrzymanie linii frontu w oczekiwaniu na możliwość zniszczenia ukraińskich sił, które najpierw musiałyby zostać odcięte, na co się jak na razie nie zanosi. Dlatego na tym odcinku linia frontu w zasadzie stoi w miejscu, co nie oznacza wcale, że panuje tam cisza. Wręcz przeciwnie, Rosjanie cały czas usiłują prowadzić szturmy w miejscowościach Marinka, Krasnohoriwka i Nowomichaiłiwka. Ataki są jednak skutecznie odpierane, choć większość obrony stanowią jednostki ukraińskich Wojsk Obrony Terytorialnej, jedynie w rejonie Marinki wsparte 79. Brygadą Aeromobilną. Nie jest to rejon priorytetowy dla żadnej ze stron, toteż w najbliższym czasie nie spodziewamy się tam większych zmian.

Dużo się też dzieje na głównym w zasadzie froncie południowym, jak go umownie nazywamy. Ponieważ jednak informacje z tego kierunku operacyjnego nie są jeszcze potwierdzone, dlatego główną analizę podsumowującą podamy jutro.

Czytaj także: Adskaja Utka, czyli bezużyteczne Su-34. Największe rozczarowanie rosyjskiego lotnictwa

Wielkie desanty powietrzne

Rosyjskie lotnictwo transportowe, wielka i potężna Wojenno-Transportnaja Awiacja, miała przede wszystkim wysadzać desanty powietrzne, a następnie je wspierać. W ZSRR w składzie lotnictwa transportowego było pięć dywizji, a w każdej z nich od trzech do pięciu pułków. Poza 66 olbrzymami An-22, z których każdy mógł transportować nawet czołg, a które przez pewien czas były największymi samolotami na świecie, do uzbrojenia wchodziły jeszcze większe An-124 Rusłan, których produkcja zamknęła się liczbą 55 sztuk, z czego ok. 40 dla ZSRR. Ponadto używano 310 całkiem sporych Ił-76 i przynajmniej drugie tyle starszych An-12 (Rosja do dziś ma 57 An-12 i kolejne 35 w rezerwie, a zbudowano ich ponad 1,2 tys.). Ta wielka flota blisko 700 dużych i bardzo dużych maszyn transportowych miała wysadzić olbrzymi desant sześciu dywizji powietrzno-desantowych i miał to być desant spadochronowy. Na spadochronach zrzucano też specjalne desantowe gąsienicowe wozy bojowe BMD i transportery BTR-D na tym samym podwoziu. Celem tych desantów miało być opanowanie najważniejszych lotnisk NATO w RFN, co miało sparaliżować działalność potężnego zachodniego lotnictwa. W kierunku tych lotnisk miały przeć pancerne grupy operacyjne działające w oderwaniu od sił głównych, a przeprawy dla nich miały zabezpieczyć brygady desantowo-szturmowe przerzucane na śmigłowcach. Dopiero za nimi, mając już utorowaną wstępnie drogę, miały posuwać się główne siły. Takie działania planowano w latach 70. i w pierwszej połowie lat 80., zarówno z wykorzystaniem broni jądrowej, jak i wyłącznie konwencjonalnej.

We współczesnej Rosji pozostał pewien sentyment dla tej koncepcji. Wciąż utrzymuje się potężne wojska powietrzno-desantowe, cztery dywizje i trzy samodzielne brygady aeromobilne. Dla porównania Amerykanie mają dwie takie dywizje i jedną samodzielną brygadę, Francuzi, Brytyjczycy, Niemcy, Włosi i Holendrzy mają po jednej samodzielnej brygadzie, Polska takie brygady ma dwie. I w Ukrainie nawet próbowano te wojska wykorzystać zgodnie z przeznaczeniem. Już pierwszego dnia wysadzono desant śmigłowcowy na lotnisku Hostomel pod Kijowem z zamiarem jego opanowania i przyjęcia samolotów transportowych ze znaczącymi siłami spadochroniarzy i sprzętem ciężkim, które to siły miały wtargnąć do Kijowa i obalić ukraińskie władze. Cała operacja skończyła się kompletną klapą, lotnisko opanowano, ale nie zdołano poszerzyć zdobytego przyczółka, przez co było ono pod nieustannym ukraińskim ostrzałem. Lądowanie samolotów transportowych z siłami głównymi było niemożliwe. Skończyło się tym, że elitarne wojska powietrzno-desantowe, specjalnie szkolone do desantowania i walki w izolacji, wrzucono w ukraińską maszynkę do mięsa w roli zwykłej piechoty zmechanizowanej, obok szarych brygad zmechanizowanych z Centralnego czy Wschodniego OW, dowcipnie noszących tytuł „gwardyjskie”. W rzeczywistości są one złożone z zapijaczonych poborowych z rosyjskiej prowincji i skorumpowanych, niekompetentnych oficerów. Czy to dobrze wyszkoleni spadochroniarze, czy podchmieleni wtórni analfabeci z rosyjskiej „głubinki” – ukraińska artyleria zamienia ich w jednolitą masę pod nazwą kodową „Gruz 200” („ładunek 200”), odsyłaną do kraju w plastikowych workach, jeśli ktoś w ogóle zadaje sobie trud zabrania ciał z pola walki.

Jak w Ukrainie wykorzystywane jest lotnictwo transportowe?

W samym konflikcie dosłownie nic. Nie wysadza się i nie planuje desantów powietrznych. Kwestia przyszłości wojsk powietrzno-desantowych to oddzielny temat, ale na tym polu musi dojść do znacznych przewartościowań, to oczywiste. Do czego więc służy rosyjskie lotnictwo transportowe?

Przerzut wojsk na teatrze działań wojennych z użyciem lotnictwa praktycznie nie istnieje. Nie ma w pobliżu odpowiednich lotnisk, a front jest zbyt krótki, by opłacało się ładować wojska w samoloty transportowe. Sens miałoby natomiast ewakuowanie ustabilizowanych rannych z lotniska Melitopol do szpitali specjalistycznych w Moskwie czy Petersburgu, do czego samoloty transportowe idealnie się nadają, a do czego Amerykanie systematycznie ich używali w Iraku czy Afganistanie, transportując swoich stabilnych rannych do doskonale wyposażonego szpitala w Ramstein w Niemczech. Ale kto by się w Rosji przejmował rannymi? Dlatego lotnictwo transportowe jest wykorzystywane jedynie do utrzymywania szybkiej łączności z odległymi rejonami kraju. Podejrzewamy, że szybkie pojawienie się elementów 25. Armii, która została właśnie sformowana w Kraju Primorskim i w ogóle na Dalekim Wschodzie, było związane z przerzutem tych wojsk i ich sprzętu drogą powietrzną. Transport kolejowy zająłby kilkanaście dni. A zatem lotnictwo transportowe jest wykorzystywane w procesie logistycznym wojsk, do transportu uzbrojenia kierowanego z zakładów produkcyjnych i odległych magazynów na lotniska, gdzie stacjonuje lotnictwo bojowe, i do podobnych zadań.

Czytaj także: Dlaczego Rosjanie są w powietrzu tacy słabi? Dwa powody

A co z lotnictwem ukraińskim? Wojskowe lotnictwo transportowe ewakuowane do krajów zaprzyjaźnionych musi być zgodnie z prawem międzynarodowym internowane. Co innego, gdyby Ukraina należała do NATO, a pozostałe państwa nie były formalnie neutralne. A tak – faktycznie, część samolotów transportowych ukraińskiego lotnictwa wojskowego stoi na jednym z polskich lotnisk wojskowych, a zapewne nie tylko w Polsce. Na szczęście jednak Ukraina miała też sporą flotę transportowych samolotów cywilnych, a te latają bardzo intensywnie, transportując najważniejsze zaopatrzenie, np. amunicję kierowaną z wielu państw zachodnich do Rzeszowa. Dalej z reguły nie latają ze względu na zagrożenie zestrzeleniem ze strony sił rosyjskich. Do Rzeszowa lata też bardzo wiele zachodnich samolotów transportowych, wożąc najważniejsze zaopatrzenie. Z niektórych krajów dostarczano tą drogą nawet sprzęt bojowy, np. pojazdy pancerne klasy MRAP z Australii.

Nasze lotnictwo transportowe też będzie odgrywało podobną rolę na wypadek wojny. Przede wszystkim będzie wykorzystywane do transportu kluczowego zaopatrzenia od sojuszników NATO na teren naszego kraju. Do tego Polska ma obecnie pięć samolotów C-130E Hercules i 15 mniejszych samolotów CASA C.295M, z racji nazwy zwanych u nas w wojsku „Kaśkami”. Ale możemy też liczyć na sojusznicze lotnictwo transportowe, które z pewnością zostanie wykorzystane do szybkiego przerzutu sił sojuszniczych na teren naszego kraju, a przynajmniej pierwszej fali, bo kolejna – „rzut ciężki”, dotrze już głównie koleją i drogą morską, co jednak zajmie trochę czasu.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kultura

Jerzy Stuhr (1947–2024). Półśrodki go nie interesowały

Wielcy artyści pozostawiają po sobie legendę. Jerzy Stuhr zostawił ich kilka: inteligenta, moralisty, nauczyciela i mistrza rozrywki.

Janusz Wróblewski
16.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną