Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Walka państwa z oligarchą. Zełenski nie odpuszcza Kołomojskiemu

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, sierpień 2023 r. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, sierpień 2023 r. Zuma Press / Forum
Sąd w Kijowie zdecydował o dwumiesięcznym areszcie dla Ihora Kołomojskiego, jednego z najbogatszych ukraińskich oligarchów. Jest podejrzany o oszustwa i legalizację majątku pochodzącego z przestępstwa.

Zdaniem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Kołomojski wyprowadził za granicę ok. 14 mln dol., wykorzystując do tego procederu podlegające mu banki. Miało się to dziać przez siedem lat, między 2013 a 2020 r. Jedno, co w tej sprawie może dziwić, to że Kołomojski dał się zakuć w kajdany. Mógł się tego spodziewać, bo już w lutym do jego mieszkania w Dnieprze wkroczyły służby, zarządzając przeszukanie. Posadzenie oligarchy, jak się zdaje, stało się punktem honoru i dla SBU, i dla samego Wołodymyra Zełenskiego.

Czytaj także: Zełenski zabrał się do walki z korupcją. Zachód patrzy

Wielkie pieniądze

Kołomojski przed wojną zajmował wysoką, trzecią pozycję na liście najbogatszych Ukraińców. Majątek zdobył wtedy, kiedy robili to inni – w latach 90. Byli wśród nich Achmetow, król Donbasu, były prezydent Petro Poroszenko, Pińczuk, Firtasz, a nawet była premier Julia Tymoszenko.

Rocznik 1963, z wykształcenia inżynier metalurg. Ale powołanie znalazł w biznesie. Najpierw z Genadijem Bogoliubowem założył spółkę Sentoza, potem Prywatbank i całą Grupę Prywat. Dalej przyszła kolej na udziały w przemyśle chemicznym i naftowym, media, z telewizją 1+1 na czele, pisma, największą agencją informacyjną UNIAN, klub piłkarski Dnipro – to on wybudował stadion dla drużyny w Dniepropietrowsku. Wreszcie na linie lotnicze.

Można powiedzieć, że nie ma dziedziny gospodarki, w której Kołomojski byłby nieobecny, wystarczy trochę poskrobać. Nie tylko przemysł, również rolnictwo stało się jego żywiołem. W najlepszych momentach pokoju i prosperity (dla Kołomojskiego) jego Prywatbank był tak wszechpotężny, że nawet jeden dzień wstrzymania pracy powodował zawał gospodarki. Jest on też liderem wpływowego ugrupowania chasydzkiego Chabad Lubawicz, wybitnym działaczem wspólnoty żydowskiej.

Wielka polityka

A skoro wielkie pieniądze, to i wielka polityka. Oligarcha był typowym przedstawicielem tej grupy, miał „swoich” deputowanych w Radzie Najwyższej, finansował bardzo różne ugrupowania i osoby, w tym prawicę, radykałów i nacjonalistów. W niektórych kręgach miał opinię prorosyjskiego, co raczej prawdą nie było. Bez wpływów nie mógłby zgromadzić takiego majątku. No i bez korupcji politycznej.

Czytaj także: Kraj wędrujących kopert. Korupcja toczy Ukrainę

W 2014 r., kiedy Rosja anektowała Krym, a separatyści wspierani z Kremla tworzyli republiki ludowe w Ługańsku i Doniecku z apetytem na kolejne przejęcia, Kołomojski stanął w obronie suwerenności kraju. Potępił aneksję. Dzięki jego pieniądzom uruchomiono pozbawione akumulatorów czołgi i pojazdy wojskowe (akumulatory rozkradziono bezkarnie), finansował też paliwo dla armii. To też jego zasługa, że udało się przepędzić separatystów z Dniepropietrowska. Warto przypomnieć, że wspierał finansowo żołnierzy Pułku Azow, najbardziej prawicowej i nacjonalistycznej grupy walczącej na froncie w Donbasie. Ówczesny prezydent Petro Poroszenko mianował go w zamian gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego. Pełnił tę funkcję zaledwie rok, między 2014 a 2015 r.

Jak widać, Kołomojski to nie tylko jedna z najbogatszych, ale też najbardziej wpływowych i najbarwniejszych osób na scenie politycznej i gospodarczej Ukrainy.

Walka państwa z oligarchą

Jego stosunki z Poroszenką szybko się jednak popsuły, a w 2016 r. doszło do ostrego konfliktu. Państwo przejęło Ptywatbank, a Kołomojskiemu postawiono zarzut wyprowadzenia z niego 3–5 mld. dol. Proces między państwem a oligarchą toczy się przed Trybunałem Arbitrażowym w Londynie. Bank pozostaje w rękach państwa.

Kiedy prezydentem w 2019 r. został Zełenski, wszyscy komentatorzy wstrzymali oddech. Bo przecież to w telewizji należącej do Kołomojskiego wyświetlano serial „Sługa narodu”, który legł u podstaw tej prezydentury. Było jasne, że Kołomojski go wspiera, to na antenie jego stacji Zełenski ogłosił decyzję o kandydowaniu. A w wyborach parlamentarnych zarządzonych przez nowego prezydenta wprowadził do Rady Najwyższej, na listach Sługi Narodu i innych, ponad 40 deputowanych. Zanim powołał własne ugrupowanie UKROP.

Spodziewano się, że ta wojna ucichnie i Zełenski nie odważy się atakować swojego, jak można rzec, dobroczyńcy.

Czytaj także: Kim naprawdę jest nowy prezydent Ukrainy?

Tymczasem jakby chciał pokazać rodakom, że sentymenty się nie liczą. Nie tylko nie wycofał armat, ale wytoczył nowe. W zdominowanym przez jego formację parlamencie przyjęto prawo antyoligarchiczne. Drakońskie przepisy uderzały w najbogatszych: Poroszenkę, Achmetowa, Kołomojskiego. Teraz są zawieszone pod pretekstem, że kraj ma na barkach ważniejsze sprawy, ale w rzeczywistości chodzi o to, że zastrzeżenia do ustawy mają Bruksela i Komisja Wenecka. Zełenskiemu zależy na jak najlepszych relacjach z oczywistych powodów: od europejskiej i światowej pomocy zależy i jego prezydentura, i gospodarka Ukrainy. Jemu z kolei zależy na dowiedzeniu, że walczy z korupcją, w przeciwnym razie nie będzie nadziei na zbliżenie z UE.

Wojna nie anulowała korupcji

Wybuch wojny w 2022 r. zastał Kołomojskiego za granicą. Wiadomo, że większość czasu spędzał w Genewie, ma też posiadłość na francuskim brzegu Jeziora Genewskiego, pod Alpami. A pewnie i w innych miłych miejscach – ukraińscy oligarchowie mają zwyczaj nabywania nieruchomości na swoje firmy, choćby w Monako.

On wrócił jednak do kraju, choć mógł się spodziewać kłopotów. Nie wydaje się, że zdecydowała o tym groźba prezydenta, że wszyscy, którzy pozostaną za granicą, będą pozbawiani obywatelstwa. Kołomojski ma trzy paszporty, ukraiński, izraelski i cypryjski, w najgorszym razie zostałyby mu dwa. Ale kłopoty go dopadły. Jego majątek, podobnie jak innych oligarchów, stracił niemal połowę wartości, ale to z powodu wojny. Część firm została znacjonalizowana, także w związku z wojną i potrzebami kraju. Nie wiadomo jednak, czy wrócą do właściciela (inni też stracili firmy, wiele z nich stoi na granicy bankructwa albo już w nie popadła). Znaczenie straciły jego media, w tym wpływowa 1+1. Obecność w parlamencie też jest bez znaczenia, bo ten działa pod dyktando Zełenskiego. I wojny, oczywiście. Nie wiadomo, czy wpływy uda się odzyskać, Ukraina się zmienia, wojna wywróciła układy do góry nogami i wszystko, co wydawało się nie do ruszenia, utraciło trwałość. Zmieniło się społeczeństwo.

Czytaj także: Prezydent kontra oligarchowie

Co nie oznacza, że zniknęła korupcja. Nie zniknęła, całkiem dobrze się miewa. Pozostaje pytanie, dlaczego sprawiedliwość i SBU wzięły się za Kołomojskiego, odpuszczając innym oligarchom. Tuż przed wybuchem wojny Zełenski ostro atakował Poroszenkę i zanosiło się na to, że były prezydent pierwszy trafi do więzienia. Ale pozostała złość między obu panami. Czy chodzi o to, że inni oligarchowie, ci najwięksi, sponsorują armię, ich fundacje wspierają wojsko i cywilów, podczas gdy Kołomojski, przynajmniej oficjalnie, takich wysiłków nie czyni?

Tyle że to również byłaby forma korupcji, dowód, że za pieniądze można kupić spokój i przychylność. Bodaj tymczasowo. Zełenski w zwyczajowym wystąpieniu powiedział, że chodzi o praworządność i nie ma miejsca na korupcję. Bo Ukraina chce i musi strzec standardów europejskich. Powtarzał to wielokrotnie. Zapewniał, że odróżnia wielki biznes od oligarchii zagrażającej bezpieczeństwu ekonomicznemu kraju. Można się zamyślić, czy to początek takich standardów, czy może koniec, czy to próba uwolnienia się od wpływowego oligarchy.

Kołomojski może wyjść na wolność po wpłaceniu kaucji w wysokości 13 mln. dol. I pewnie wyjdzie, choć jego adwokaci zapowiedzieli, że się od tej kwoty odwołają. To, w jaki sposób będzie sądzony, stanie się wielką próbą dla ukraińskiej praworządności.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną