Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Wybuchy w Iranie. Media: Izrael uderzył na jego terytorium. To odwet

Irańska oficjalna telewizja potwierdza „masowe eksplozje” w środkowej prowincji Isfahan. 19 kwietnia 2024 r. Irańska oficjalna telewizja potwierdza „masowe eksplozje” w środkowej prowincji Isfahan. 19 kwietnia 2024 r. Forum
Irańskie media mówią o wybuchu w pobliżu lotniska w Isfahanie. Amerykańskie o bliżej nieokreślonych celach. To ma być odwet za bezprecedensowy atak na Izrael w miniony weekend, kiedy nad jego terytorium nadleciało ponad 300 dronów, pocisków manewrujących i rakiet balistycznych.
W ostatni weekend Iran zaatakował Izrael ponad 300 dronami, pociskami manewrującymi i rakietami balistycznymi.Twitter W ostatni weekend Iran zaatakował Izrael ponad 300 dronami, pociskami manewrującymi i rakietami balistycznymi.

Atak miał nastąpić nad ranem polskiego czasu, mówią o nim media amerykańskie, izraelskie i irańskie. Mało na razie jest konkretów, ale jako cel ataku wymieniane jest lotnisko w Isfahanie. W tej prowincji znajduje się baza wojskowa i obiekty programu wzbogacania uranu.

Z drugiej strony CNN podaje, że zaatakowany miał zostać obiekt, który nie ma charakteru nuklearnego. Potwierdziła to oficjalna irańska telewizja, która podała, że żadne takie obiekty nie zostały naruszone. AFP cytuje inne źródła irańskie, które przekonują, że zestrzelono kilka dronów, ale „nie ma informacji o ataku rakietowym”.

W relacjach mówi się o uruchomieniu obrony powietrznej i wstrzymaniu lotów na Isfahanem, Teheranem i kilkoma innymi dużymi miastami. Przewoźnicy – jak pisze AP – zmieniali szybko trasy planowane nad zachodnim Iranem. Amerykańskie media dodają, że przed samym atakiem Tel Awiw miał poinformować o nim Stany Zjednoczone.

Żelazna Kopuła sobie poradziła

Poranny atak, o którym donoszą media, to odpowiedź na bezprecedensowy ruch Iranu w ostatni weekend. Teheran chciał zemścić się za zrzucenie 1 kwietnia izraelskich ładunków na jego ambasadę w Damaszku i wypuścił ponad 300 dronów, pocisków manewrujących i rakiet balistycznych w stronę Izraela. To był prawdopodobnie największy w dziejach konfliktów zbrojnych zintegrowany atak powietrzny.

Słynny system obrony powietrznej, zwany potocznie Żelazną Kopułą, w rzeczywistości składający się z kilku elementów-warstw, poradził sobie. Izrael podał, że niemal wszystko, co leciało w jego kierunku, zostało strącone. W obronie pomagały siły (najczęściej samoloty i okręty) amerykańskie, brytyjskie i francuskie. Kilka dni później pojawiały się już głosy o kompromitacji Iranu oraz o tym, że odpowiedź Izraela jest nieunikniona.

Jak pisze na swoim blogu dziennikarka „Polityki” Agnieszka Zagner, według ustaleń amerykańskiej telewizji ABC News Izrael był wcześniej gotów już dwukrotnie uderzyć i w ostatniej chwili plany odwołał. Zaraz po izraelskim ataku USA miały poinformować Tel Awiw, że nie chcą eskalacji konfliktu i nie będą brały udziału w odwetowej akcji.

W nocy ze środy na czwartek przywódcy UE podczas szczytu w Brukseli postanowili nałożyć dodatkowe sankcje na Iran, jednocześnie skupiając się, w ślad za USA, na próbach powściągnięcia spodziewanego odwetu. Unia opiera się wezwaniom m.in. Czech, by Strażników Rewolucji wciągnąć na listę organizacji terrorystycznych (w ślad za USA z czasów prezydentury Donalda Trumpa). I ostrożnie balansuje w sprawie sankcji, bo nadal nie odpuściła wszystkich nadziei związanych z umową w sprawie programu nuklearnego (JCPOA). Jej stroną są m.in. Francja i Niemcy wraz z instytucjami UE.

„To już jest wojna”

„Stan wojny – retorycznej, toczonej przez pośredników i przez szpiegów – między Iranem a Izraelem trwa już od dłuższego czasu. Jednak bezpośredni atak na terytorium wroga jest nowością. To już otwarta wojna, na razie powietrzna” – analizował kilka dni temu Piotr Łukasiewicz z Polityki Insight.

I dodał: „W wielu przypadkach wojen w historii człowieka powtarza się schemat: walczy ze sobą dwójka aktorów, ale nikt z zewnątrz konfliktu nie chce eskalować. Formalnie walczą ze sobą dwie strony, a otoczenie uważnie się przygląda, zachowuje trzeźwe spojrzenie i namawia do rozmów, negocjacji i zawieszenia broni. Następuje jednak seria drobnych wydarzeń: ostrzał, porwanie statku, zamach, przypadkowe zestrzelenie, i włącza się automatyzm powinności sojuszniczej. Niechętni wojnie aktorzy nieoczekiwanie znajdują się w samym jej środku. Kiedy już wchodzi w gorącą fazę, sojusznicy i wrogowie z zewnątrz muszą się poddać jej rytmom. Słabszy sojusznik wzywa na pomoc silniejszego, a silniejszy musi dowodzić sobie i innym, że jest silny”.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną