Udostępnienie „biblioteki Epsteina” wywołało chaos w internecie. Jak zauważył Mateusz Mazzini, ofiarami medialnego szumu są ofiary Jeffreya Epsteina. Tymczasem wiele osób podchodzi do sprawy z czarnym humorem. Jon Stewart odegrał skecz o tym, jak znalazł swoje nazwisko w jednym z 3 mln dokumentów – oto ktoś „w rodzaju Stewarta” był sugerowany jako narrator dokumentu o Woodym Allenie. „Ktoś w rodzaju? Co za zniewaga! To nie jest oferta? Mam iść na przesłuchanie?” – udawał oburzenie satyryk.
Żart nie na miejscu, ale pokazuje coś ważnego – chociaż udostępnione na stronie prokuratury akta zostały nazwane „biblioteką Epsteina”, naprawdę są wielkim śmietnikiem, a samo pojawienie się nazwiska w wyszukiwarce nie znaczy nic bez zrozumienia kontekstu, w jakim się znalazło. Nie przeszkadza to oczywiście farmerom klików, którzy budują zmyślone narracje – czasem wyolbrzymiając, a czasem wręcz fałszując informacje. Kto ma to wszystko sprawdzić? Swobodny dostęp do akt to maszyna chaosu. Jego uporządkowanie to zadanie dla dziennikarzy, które wymaga czasu.
Biznes jak zwykle
„Co za czasy dla schizofreników”, skomentował ktoś w niezbyt politycznie poprawny sposób – oto rzeczywistość okazała się wyjęta z opowieści ludzi zafiksowanych na spiskowych teoriach. Oczywiście wystarczy pobieżna analiza fundamentalnych przekonań np. kultu QAnon, żeby zobaczyć, że żadne detale się nie zgadzają – tam, gdzie skrajna prawica fantazjuje o tajnych światowych rządach (najlepiej kierowanych przez jaszczurów z kosmosu), rzeczywistość objawia się jako banalne następstwo kapitalistycznej kumulacji – za bogactwem idzie władza. Zło jest jak zwykle banalne, wręcz prostackie. Nie potrzeba żadnych masek i rytuałów jak z filmów Kubricka, wystarczy komunikator i program mailowy.
Jak zauważył badacz kultury internetowej Aidan Walker, brutalność przestępstw Epsteina przesłania fakt, że jego sposób działania wcale nie odbiegał od logiki epoki. System polityczno‑finansowy przełomu mileniów tworzył dla najbogatszych architekturę bezkarności: mechanizmy ukrywania przepływów pieniędzy, unikania podatków, ochrony przed śledztwami i mediami.
Zwykle służyło to przestępstwom finansowym „białych kołnierzyków”, trudnym do zrozumienia dla zwykłych ludzi. Epstein wykorzystał tę samą infrastrukturę, lecz do zbrodni seksualnych – po prostu przesunął granicę tego, co można ukryć w systemie zaprojektowanym do chronienia elit. Systemie, który już wcześniej był głęboko przemocowy. Kapitalizm (przy pomocy rasizmu, seksizmu i innych narzędzi) pogłębiał nierówności, odbierał szanse, niszczył życie wielu ludzi, a jego beneficjenci czerpali z tego satysfakcję. Należy zatem uniknąć traktowania Epsteina jako obscenicznej anomalii, bo to raczej produkt (i współtwórca) wciąż dominującego porządku.
Czytaj też: Nowe akta Epsteina. Pikantne szczegóły, kolejne nazwiska. „Świat nie wie, jaki Trump jest głupi”
Wampir intelektualista
Być może osobniki takie jak Epstein są naturalną konsekwencją systemu, który nielicznym daje wszystko; czego można jeszcze chcieć? Gdy obejrzy się zdjęcia z jego posiadłości, nie robią szczególnego wrażenia (kiepska jest jakość fotografii, to dokumentacja, robiona z flashem); jeśli chodzi o zapewnienie sobie przyjemnej i pełnej wygód codzienności, wystarcza przecież wizyta w Ikei. Życie w cieple, czystości, bez głodu – w naszym zasięgu są rzeczy, które jeszcze dwa, trzy pokolenia temu jawiły się rajem. Niepohamowany głód Epstein realizował, nie tylko pożerając życia młodych dziewczyn, ale kolekcjonując naukowców i myślicieli. Kapitał kulturowy – do kogo napiszesz, jeśli potrzebujesz zrobić wywiad ze Stephenem Hawkingiem albo chcesz umówić audiencję u papieża?
Beztroska, z jaką o swoich „wakacjach” pisał w mailach Epstein, kontrastuje z jego poszukiwaniami intelektualnymi. Z jednej strony można to odebrać jako zwykły lans, poszukiwanie prestiżu i budowy wizerunku dzięki aurze intelektualisty. Ale w mailach widać, że przynajmniej część jego poszukiwań była autentyczna. Epstein szczególnie interesował się naukowcami badającymi moralność, decyzje i naturę ludzkiego zachowania. W jednym z maili został zaproszony do uczestnictwa w konferencji, na której mieli wykładać „Roy Baumeister, Paul Bloom, Joshua D. Greene, Jonathan Haidt, Sam Harris, Marc D. Hauser, Josua Knobe, Elizabeth Phelps i David Pizarro” – czołowi psychologowie, kognitywiści i neurobadacze zajmujący się analizą intuicji moralnych, emocji, racjonalności i ewolucyjnych podstaw etyki. Organizował spotkania i kolacje, ale i finansował badania czy wspomagał naukowców logistycznie (do kogo napiszesz, kiedy potrzebujesz biletu na samolot?).
Czytaj też: Trump i dziewczyny. To nie ucichnie. Sprawa Epsteina podmywa poparcie dla prezydenta USA
Kulisy rzeczywistości
Wgląd w akta Epsteina to nie tylko historia przemocy i zbrodni, ale i okazja, by zajrzeć za kulisy rzeczywistości. Kto kontroluje opowieści, które zmieniają świat? Przykład zupełnie niezwiązany z „wyspą pedofilów” – oto jednym z kół zamachowych współczesnego dyskursu o problemach młodych ludzi w kontekście smartfonów stała się książka „Niespokojne pokolenie” Jonathana Haidta. Jego nazwisko pojawia się w aktach – jest silnie promowany przez swojego agenta Johna Brockmana, przyjaciela Epsteina, z okazji napisania książki „Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka”. Haidt, młody i rzutki psycholog, to wprawdzie „Żyd i ateista, ale brzmi jak konserwatysta”, zachwala Brockman.
W udostępnionych mailach znalazła się dyskusja redakcyjna (Brockman z jakiegoś powodu przesłał ją do Epsteina). Haidt martwi się rozdziałem dwunastym – czy ryzykuje wkurzeniem liberałów? „Myślę, że przedstawiam trzy mocne punkty dla lewicy, ale potem trzy mocne punkty dla libertarian i konserwatystów społecznych”. Idealna symetria! Mail Haidta odsłania sposób myślenia, który później można rozpoznać w „Niespokojnym pokoleniu”. Autor nie skupia się na tym, by jak najwierniej opisać rzeczywistość, lecz na tym, jak zaprojektować narrację, która będzie politycznie bezpieczna, odporna na krytykę i atrakcyjna dla różnych grup odbiorców.
Cóż, targowisko idei nie jest obszarem wolności z utopijnego liberalnego snu, ale podlega tym samym regułom logiki towarowej co inne dziedziny w realizmie kapitalistycznym.
Czytaj też: Co nowego wiemy z akt Epsteina? Trump kogoś chroni, ruch MAGA nie jest zadowolony
Świat się dowiedział
To jedna z wielu historii, którą można wyczytać w bibliotece horroru Epsteina. Jest ich tam więcej – o wspieraniu rynku bitcoina czy wpływie na kształt 4chana i przekształceniu go w narzędzie polityczne skrajnej prawicy. Można ulec pokusie, żeby w Epsteinie ujrzeć potężnego demiurga, który meblował świat, ale to przecież tylko jeden z wielu trybików w maszynie władzy i wyzysku. W popularnym memie pada dialog: „A pan się nie boi, że ktoś się dowie?”; „No pan się dowiedział, i co?”. Świat się dowiedział, ale jakie wnioski zostaną wyciągnięte z tego wszystkiego, trudno powiedzieć.
Będziemy teraz obserwować wojnę narracji, spektakl przerzucania winy między obozami władzy, polityczne teatrzyki i medialny szum, w którym zginie wszelka prawda. To czas pokazujący, jak ważna jest higiena cyfrowa. Należy unikać sensacyjnych doniesień, korzystać z zaufanych mediów, a przede wszystkim pamiętać, że najważniejsze w tej sprawie są ofiary przemocy seksualnej.