Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1473. dzień wojny. Koła czy gąsienice? Ukraińska artyleria znalazła sposób na drony

W kwestii nowoczesnej artylerii warto wzorować się na Ukrainie W kwestii nowoczesnej artylerii warto wzorować się na Ukrainie Shutterstock
W Polsce mają być produkowane ukraińskie haubice 2S22 Bohdana kal. 155 mm. Głównie na potrzeby Ukrainy, ale może byśmy sami je zamówili?

Pojawiły się doniesienia, że Rosja dzieli się z Iranem danymi z rozpoznania i wywiadu. Na ile pomoże to Teheranowi – trudno powiedzieć, ale jak na razie nie ma oznak, że reżim mógłby upaść. Traci swoją machinę wojenną, ale nie zmienia to możliwości odwetowych z użyciem tanich dronów i pocisków balistycznych. Tempo ataków oczywiście znacząco spadło, ale wygląda na to, że Iran szykuje się na długotrwałą wojnę. Rosja zaangażowana w Ukrainie raczej nie jest w stanie podzielić się swoimi zapasami dronów Gerań (kopiami irańskich Shahedów).

Ataki na Ukrainę trwają w najlepsze. Ostatniej nocy na Ukrainę wysłano ponad 500 różnych środków napadu powietrznego – głównie tanich dronów, ale też rakiet manewrujących i balistycznych. Tradycyjnie już ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła większość z nich, ale pozostałe poczyniły dotkliwe szkody. Zginęło osiem osób, w tym dwoje dzieci.

Władimir Putin rozmawiał telefonicznie z prezydentem Iranu Masudem Pezeszkianem. Oświadczył, że Rosja sprzeciwia się „użyciu siły jako metody” rozwiązywania jakichkolwiek problemów dotyczących Iranu lub Bliskiego Wschodu. Powszechnie wiadomo przecież, że Moskwa nie tylko oponuje przeciwko użyciu siły w rozwiązywaniu problemów międzypaństwowych, ale wręcz się tym brzydzi. Nie ma na świecie drugiego kraju, który tak mocno miłowałby pokój.

Po raz pierwszy rosyjski prezydent publicznie odniósł się do niedawnych ograniczeń nałożonych przez Kreml na komunikator Telegram oraz do fali skarg na wynikające z tego problemy z łącznością na froncie. Na spotkaniu z kobietami (zbliża się Dzień Kobiet) winą za to obarczył Ukrainę, ponieważ to właśnie z powodu jej knowań Rosji ograniczono dostęp do Starlinka, a wiadomo, że dostęp do Starlinka nie jest towarem, lecz prawem. Przy okazji usprawiedliwiono powolne działanie cenzurowanego w Rosji internetu. Kobiety wrócą do domów, opowiedzą to mężom i wszyscy będą zadowoleni. Zresztą rosyjska Federalna Służba Antymonopolowa (FAS) stwierdziła 5 marca, że istnieją przesłanki wskazujące na naruszanie przez serwisy Instagram, Facebook, WhatsApp, YouTube, Telegram oraz usługi VPN rosyjskich przepisów dotyczących reklamy. I co, Rosjanie mają się dać oszukiwać? Niedoczekanie! Dlatego tych siedlisk zła wszelakiego powinno się unikać. Ciekawe, że na tej liście nie znalazł się TikTok.

Front nie tylko stoi mimo uporczywych rosyjskich ataków, ale według Instytutu Studiów nad Wojną zebrano dowody pozwalające ocenić, że od 1 stycznia 2026 r. siły ukraińskie wyzwoliły 244 km kw. na kierunkach Hulajpola i Ołeksandriwki, podczas gdy siły rosyjskie zajęły w tym samym okresie 115 km kw. Czyli jest na razie dobrze, ale z naszego punktu widzenia najważniejsze jest to, że Ukraina wciąż pomyślnie walczy.

Czytaj też: Torpedy wracają do gry? Rosjanie na Morzu Czarnym ich nie stosują

Rola artylerii

Tradycyjnie artyleria była królową pola walki. Działa stały zwykle 5–10 km od przedniego skraju własnych wojsk, gdzie były relatywnie bezpieczne. Groźna dla nich była artyleria przeciwnika i lotnictwo. Przed tą pierwszą chroniła zmiana stanowisk po oddaniu kilku salw, bo wróg namierzał pozycje dział za pomocą radarów artyleryjskich. Potrafią one śledzić lecące pociski i obliczyć współrzędne miejsca, z którego zostały wystrzelone. Tak jak w Afganistanie, gdzie działało sprawne trio w postaci doskonałego polskiego radaru RZRA „Liwiec”, także polskiego komputerowego systemu kierowania ogniem „Topaz” i czechosłowackiej, ale bardzo udanej armatohaubicy DANA kal. 152 mm. Kiedy tylko Talibowie usiłowali ostrzelać polski obóz z moździerzy, po pierwszym wystrzale „Liwiec” określał położenie wrogiego moździerza, „Topaz” obliczał nastawy działa, a „DANA” oddawała 2–3 strzały. Kiedy grupa szybkiego reagowania jechała na miejsce, znajdowała w leju po pociskach rozbity moździerz, rozwalony samochód terenowy i czterech martwych talibów. Działało to na tyle bezbłędnie, że bardzo szybko ostrzały moździerzowe się skończyły.

Tak samo było na innych polach walki. Jeszcze w Iraku w 2003 r. artyleria udzielała szybkiego, precyzyjnego i skutecznego wsparcia wojskom w natarciu na Bagdad, siejąc strach i zniszczenie w szeregach wroga. Mało tego, tak to wyglądało na Ukrainie w 2022 r., a nawet jeszcze w 2023 r. Ale potem zaczęło się to zmieniać. Dlaczego? Bo pojawiły się drony, masowo i dosłownie wszędzie, krążąc coraz dalej nad terenem nieprzyjaciela. Jedną z pierwszych ofiar tych dronów padły moździerze. Jeszcze w 2024 r. stosowano ich całkiem sporo. Obecnie są dwa poważne problemy.

Pierwszy problem to niewielka donośność moździerzy małego i średniego kalibru (od 60 mm do 120 mm). To zmusza do ustawiania moździerzy bardzo blisko przedniego skraju własnych wojsk, gdzie łatwo odnajdują je krążące drony FPV. A kiedy je wykryją, to nie odpuszczą, dopóki ich nie zniszczą. Druga przyczyna jest taka, że na wysunięte blisko nieprzyjaciela stanowiska trzeba donosić amunicję. A wszelki ruch też przyciąga drony, więc moździerze trzeba po prostu odsunąć do tyłu. Ale muszą one dysponować odpowiednią donośnością, żeby z daleka w ogóle były w stanie ostrzeliwać nieprzyjaciela. Na przykład polski moździerz samobieżny M120 Rak ma donośność 12 km. A to znaczy, że musi się on pojawić w odległości co najmniej 8–10 km, czyli na granicy „dronowej strefy śmierci” sięgającej ok. 10 km od przedniego skraju własnych wojsk w głąb ich ugrupowania. Dlatego w Polsce opracowuje się właśnie amunicję o większej donośności. Naszym zdaniem, patrząc na ukraińskie doświadczenia i czytając opinie walczących, 15 km donośności to minimum.

No i oczywiście sposób prowadzenia ognia to szybkie podjechanie na odległość skutecznego strzału, oddanie dwóch–trzech strzałów i natychmiastowy powrót do przygotowanego ukrycia. Te ukrycia to okopy większe od samego pojazdu, który też jest zakrywany specjalną pokrywą z desek, a następnie maskowany. Tak samo trzymane są czołgi i inne pojazdy, inaczej szybko by je zniszczono.

Z artylerią nie jest inaczej. Skończyła się era salw prowadzonych całymi dywizjonami czy nawet bateriami. Dziś w Ukrainie ogień prowadzą pojedyncze działa i jest to zawsze ogień doskonale wycelowany w konkretny, wykryty obiekt. Nazywa się to „fire for effect”. Działa samobieżne podjeżdżają na odległość 10–15 km od przedniego skraju własnych wojsk, oddają jeden lub dwa strzały i szybko się wycofują na bezpieczną odległość, poza zasięg małych dronów typu FPV.

Czytaj też: Czy francuski parasol atomowy pozwoli nam uniknąć losu Ukrainy?

Do czego strzela artyleria?

Tradycyjnie działa ostrzeliwały pozycje zajmowane przez żołnierzy nieprzyjaciela. To zawsze był jeden z głównych celów, ale w przeszłości były to okopy ze stłoczonymi żołnierzami, tzw. gniazda karabinów maszynowych, pozycje moździerzy, ziemianki i punkty obserwacyjne. No i oczywiście stanowiska wrogiej artylerii oraz stanowiska dowodzenia, które leżą w zasięgu haubic, czyli raczej te niższego szczebla. Dobrym celem były też przyfrontowe składy amunicji. Ale jak już powiedzieliśmy, drony zmieniły wszystko.

Dziś nie ma ciągłej linii okopów. Jest rozproszona sieć wysuniętych pozycji obserwatorów, którzy się nie ujawniają, chyba że zostaną bezpośrednio zaatakowani. Ich zadaniem jest raportowanie położenia infiltrujących grup żołnierzy. Dalej znajduje się sieć rozproszonych pozycji obronnych, z których obsadzona jest może jedna trzecia, bowiem niewielkie grupki 2–4 żołnierzy skrycie między nimi krążą. To oni otwierają ogień do infiltrujących je oddziałów (też przeważnie kilkunastu rozproszonych żołnierzy), na które spadły roje dronów ze względu na meldunki obserwatorów z linii pierwszej.

W trzeciej linii są mobilne siły wsparcia, które ruszają na spotkanie szturmu przenikającego te rzadkie (ze względu na wrogi ogień i drony) pozycje, ale nawet wówczas rola artylerii w odpieraniu takiego ataku jest marginalna. Siły stron są bowiem wymieszane ze sobą i istnieje poważna obawa porażenia własnych wojsk. Dlatego rola artylerii jest dość ograniczona. Ale nie całkowicie, bowiem celem takiego szturmu jest też ujawnianie pozycji obrońców, by kierować na nie ogień własnej artylerii. Zgrupowanie wroga porusza się nieustannie, często na motocyklach, więc żołnierze ci są głównie zagrożeni przez drony i przez broń strzelecką z zakrytych pozycji obronnych.

Sami nacierający mają ograniczone możliwości, ich ogień jest nieefektywny wobec ukrytych wśród umocnień polowych pozycji, a sami są wyeksponowani – ich jedyną obroną jest nieustanny ruch. Z kolei mogą oni wskazać te stałe pozycje własnej artylerii, która będzie prowadziła również pojedynczy i starannie celowany ogień, by nie porazić odłamkami swoich, choć tym akurat Rosjanie się tak bardzo nie przejmują. W pierwszej fali szturmów zwykle idą skazańcy, czasem nawet bez broni, więc co za różnica, czy zdziesiątkuje ich nieprzyjaciel, czy porażą ich odłamki własnych pocisków? A tymczasem rolą własnej artylerii będzie ostrzelanie wycofujących się żołnierzy wroga po takim nękającym szturmie, jak tylko własne posterunki obserwacyjne na samym przednim skraju zameldują, że są już na ziemi niczyjej. Oczywiście, jeśli będzie komu się wycofać.

Dlatego artyleria musi być przede wszystkim ruchliwa, mieć jak największą donośność i jak największą celność. A to preferuje optymalny natowski kaliber 155 mm, który zapewnia zarówno odpowiednią siłę ognia, jak i właściwą donośność (nawet do 40 km specjalną amunicją), a jednocześnie artyleria jest na tyle lekka, by umieścić ją na relatywnie mobilnym podwoziu. A najbardziej mobilne są nie gąsienice, ale właśnie koła. Co prawda ogranicza to poruszanie się do dróg, choćby polnych, lub do naprawdę twardego terenu, ale szybkość przemieszczania się jest niemal dwukrotnie większa. A to zdecydowanie zmniejsza czas (i szansę), w jakim wrogie drony mogą wykryć i zaatakować działa w czasie przemarszu. Dlatego wnioski z Ukrainy są jasne: koniecznie samobieżne i najlepiej kołowe. To kolejna rewolucja w sposobie działań artylerii. Dlatego właśnie warto kupić ukraińskie Bohdany, szczególnie gdy będą produkowane w Polsce, lub powrócić do naszego własnego programu „Kryl”. A do moździerzy „Rak” koniecznie trzeba opracować amunicję o zdecydowanie większej donośności.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama