Była analityczka Mosadu: Czas, żeby Europa się obudziła. Uspokajanie reżimu rozmowami nic nie da
AGNIESZKA ZAGNER: – Czy ta wojna musiała wybuchnąć? Dlaczego właśnie teraz?
SIMA SHINE: – Ze stanowiska Izraela wynika, że rozważano uderzenie w program rakietowy, ale raczej w maju lub czerwcu. Wydarzenia w Iranie, masowe protesty i brutalne ich dławienie przez władze, sprawiły jednak, że Donald Trump zdecydował, że chce wesprzeć Irańczyków. Izrael się do tego dostosował.
A dlaczego? To kombinacja kilku czynników. Z punktu widzenia Izraela kluczowa jest odbudowa pocisków balistycznych i wyrzutni przez Iran. A także to, że – nawet jeśli nie wznowił jeszcze wzbogacania uranu – posiada do tego odpowiednie zdolności. Wzbogacony uran wciąż znajduje się w Isfahanie, w Natanz i innych miejscach. A fakt, że nie dopuszcza się tam inspektorów MAEA, oznacza, że w przyszłości Irańczycy mogą spróbować wydobyć ten materiał. Gdy go już będą mieli, wiedzą, jak zrobić całą resztę. Trzecia rzecz – sojusznicy Iranu. Hezbollah odbudowuje i ulepsza swoje zdolności i arsenał, i to szybciej niż Izrael jest w stanie je niszczyć. Mieliśmy plan dotyczący Hezbollahu, niezrealizowany ze względu na Amerykanów, ale kiedy Hezbollah dość nierozsądnie zaczął ostrzeliwać Izrael, dał nam pretekst do rozpoczęcia wojny.
Trzeba też zrozumieć jedno: 7 października był dla Izraela taką traumą, że zapadła decyzja – i myślę, że przez długi czas się nie zmieni – iż nie pozwolimy na budowę żadnych zdolności militarnych na naszych granicach.
Ile potrwa ta wojna?
Wygląda więc na to, że to Izrael parł do tej wojny i naciskał na Trumpa, żeby ją rozpocząć.
Izrael zachęcał i mówił, że będzie w tej wojnie uczestniczył. Ale trudno zakładać, że Trumpa da się zmusić do czegokolwiek, co nie leży w jego interesie. Zresztą sprzeciwił się w tej sprawie wielu swoim zwolennikom z ruchu MAGA i w Partii Republikańskiej.
To będzie długa czy krótka wojna?
Sądzę, że potrwa dłużej niż dwunastodniowa wojna z czerwca. Szacuję, że od trzech do pięciu tygodni.
Iran mówi, że jest przygotowany na sześć miesięcy wojny na tym poziomie intensywności.
Irańczycy mówią tak, by pokazać swoją odporność i determinację. Już wcześniej deklarowali, że tym razem to nie Izrael ani Stany Zjednoczone będą decydować, kiedy konflikt się skończy, tylko oni sami. Rzeczywistość jest inna. Irańczycy wierzą, że są dużym państwem, mają wielu ludzi, sporą odporność i potrafią przetrwać. W dyktaturach ludzie nie mówią, a nawet nie wiedzą dokładnie, jak wygląda sytuacja. Jednak za jakiś czas nie będą w stanie wystrzeliwać rakiet w kierunku Izraela, bo ich wyrzutnie są nieustannie niszczone. Nie sądzę więc, by mieli możliwość prowadzenia takiej wojny przez sześć miesięcy. Iran wszedł do niej w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, a ta będzie się tylko pogarszać. Nie ma dochodów z eksportu ropy, infrastruktura jest ruiną.
Ajatollahowie przetrwają
USA i Izrael, uderzając na Iran, oprócz celów militarnych deklarowały też powód polityczny: obalenie reżimu. Niedawno pojawił się jednak tajny raport amerykańskiej Narodowej Rady Wywiadu (National Inteligence Council), w którym stwierdzono, że jest to niemożliwe. Czy to znaczy, że wojna może się zakończyć bez osiągnięcia tego celu?
Ani Izrael, ani USA nie postawiły zmiany władzy jako oficjalnego celu wojny. Wszyscy rozumieją, że bardzo trudna – a może wręcz niemożliwa – jest zmiana reżimu wyłącznie przez naloty z powietrza. Dlatego za cel postawiono osłabienie go i stworzenie warunków do jego obalenia. Oczywiście pytanie, czy ludzie wyjdą na ulice i czy ktoś z samego wnętrza systemu powie „dość”, wciąż pozostaje otwarte. Mam nadzieję, że Irańczycy znajdą odwagę, by przyznać, że ich strategiczna polityka z ostatnich dwóch–trzech dekad, oparta na programie nuklearnym, rakietach balistycznych i sieci sojuszników prowadzących zastępcze wojny, po prostu się załamała.
A inne scenariusze? Trump wspomniał o możliwej inwazji lądowej, na stole jest też kwestia kurdyjskich milicji, które mogłyby włączyć się do walk przeciwko siłom irańskim.
Nie sądzę, by operacja lądowa na pełną skalę była możliwa, jeśli już, to ograniczona, w konkretnym miejscu. Z Kurdami temat przycichł, oni sami twierdzą, że nie planują swojego udziału w wojnie. Mogliby mieć zresztą znaczenie tylko w sytuacji wybuchu wewnętrznego powstania, a i to jest mało prawdopodobne. Irańskie społeczeństwo składa się z 50–60 proc. Persów oraz z innych grup etnicznych, Azerów, Kurdów, Beludżów itd. Nie sądzę, żeby większość z nich chciała rozpadu państwa. Chcą demokracji, wolności, chcą mieć swój język, swoją kulturę, ale nie chcą odłączać się od Iranu i tworzyć niezależnych państw. Postrzegają się jako część tego kraju, zwłaszcza Azerowie, nawet Ali Chamenei był w połowie Azerem. Nie sądzę, żeby scenariusz rozpadu Iranu zgodnie z podziałem etnicznym był realistyczny.
Gorszy niż ojciec. Chamenei junior
Donald Trump powiedział, że zgodzi się tylko na „wspaniałego i akceptowalnego” przywódcę i to po bezwarunkowej kapitulacji Iranu. Czy Modżtaba Chamenei jest dla USA „wspaniałym i akceptowalnym” przywódcą? I druga kwestia – czy Iran może kiedykolwiek skapitulować?
Trump mówił o „bezwarunkowej kapitulacji”, ale rzeczniczka Białego Domu wyjaśniła potem, że nie chodzi o formalne oświadczenie o poddaniu się, wystarczy po prostu ocena strony amerykańskiej, że cele wojny zostały osiągnięte. A jeśli chodzi o przywódcę, to nawet jeśli Trump uzna, że Modżtaba nie jest dla niego akceptowalny, to właściwie co z tego?
Izraelska armia wprost oświadczyła, że każdy przyszły przywódca Iranu może być celem działań wojskowych. Politycznie jednak syn zabitego Chameneiego jest to zaakceptowania?
Nie sądzę. On jest gorszy niż ojciec. Przez lata był blisko, myśli w podobny sposób. Jest też bardzo mocno związany z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej i ma ich wsparcie. Co więcej, ma teraz osobisty motyw zemsty. Jego ojciec przez długi czas – nie w ostatnich latach, ale wcześniej – był bardzo ostrożny. W czasie zeszłorocznej wojny byłam przeciwna jego zabijaniu, bo wtedy celem Izraela było zajęcie się irańskim programem nuklearnymi i rakietami. Dziś myślę inaczej, ostatecznie dobrze, że został zabity. Był uparty, radykalny, nie był gotów na żaden kompromis. Nie wiem, czy ktokolwiek inny by był, ale on na pewno nie. Był przeszkodą dla jakiejkolwiek zmiany. I jest odpowiedzialny za wszystko, co Iran robi teraz, bo było to już przygotowane wcześniej.
Jaki w tym sens, skoro według Pani syn jest gorszy? Izrael przez lata prowadził politykę eliminacji wrogów, często bywało tak, że nowi przywódcy okazywali się gorsi od poprzedników.
Niestety, to prawda. Ale eliminując przywódcę, i tak osłabia się system.
Iran ma już nowego przywódcę.
Jeszcze wiele może się wydarzyć.
Wiele może się wydarzyć także w regionie. Irański reżim atakuje nie tylko cele wojskowe – jak amerykańskie bazy – ale także cywilne – hotele, lotniska. Chce wywrzeć presję na państwa regionu, by te jak najszybciej doprowadziły do zakończenia wojny. Ale widzimy raczej coś odwrotnego.
Kraje Bliskiego Wschodu nie chciały tej wojny, to jasne. Są nastawione na rozwój gospodarczy, chcą technologii, sztucznej inteligencji i wielu innych rzeczy, wywierały więc presję na Trumpa, by jej nie zaczynał. Ale teraz, mimo wcześniejszych deklaracji, że nie pozwolą Amerykanom działać z ich terytoriów, wspierają ich. Iran ma dziś niewiele kart do rozegrania, jedną z tych, które mu pozostały, jest ropa i gaz. Irańczycy próbują wywołać niedobór tych surowców na świecie, ale nie sądzę, by próbami zamknięcia cieśniny Ormuz czy atakiem na rurociąg w Azerbejdżanie udało się im wywołać poważny kryzys, bo większość krajów zrobiła zapasy.
Z perspektywy Europy działania Izraela i Ameryki spowodowały ogromny chaos na Bliskim Wschodzie, mający wpływ także na kraje spoza regionu. Upadek reżimu mógłby według niektórych doprowadzić do wojny domowej w samym Iranie. Czy warto było zaczynać wojnę bez pewności co do jej rezultatu?
Wygląda na to, że Europa niczego nie rozumie. Mimo tego, co Iran robi na tym kontynencie, mimo jego wsparcia dla Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie, działalności terrorystycznej w Szwecji, Francji czy Niemczech, tego, że wojna 7 października nie wybuchłaby bez Iranu – wciąż mówi się, że to my destabilizujemy Bliski Wschód. Czas, żeby Europa się obudziła i zobaczyła rzeczywistość. Uspokajanie reżimu rozmowami nic nie da. To Iran destabilizuje Bliski Wschód od trzech dekad. Dlaczego świat ma za to płacić?
Ponieważ zginęło tak wielu ludzi, Unia Europejska ogłosiła, że uznaje Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną. Dlaczego dopiero teraz, dlaczego zajęło to tyle lat? W Izraelu wiele osób ma bardzo krytyczne zdanie o postawie Europejczyków. Ja zawsze ich broniłem, ale nawet ja nie znajduję już słów, żeby stawać w ich obronie. Brytyjska baza na Cyprze jest atakowana, a my mamy za to przepraszać.
Porażka czy sukces?
To jak zakończy się ta wojna?
Trudno spekulować. Wiem na pewno, że po jej zakończeniu Iran będzie słabszy, nie będzie miał zdolności w sferze nuklearnej, a jego możliwości w zakresie produkcji wyrzutni i rakiet balistycznych będą minimalne. Samo to będzie znacznie lepszą sytuacją niż dotychczas. Również Hezbollah zapłaci cenę – nie tylko w relacjach z Izraelem, ale także w Libanie, gdzie – nawet w społeczności szyickiej, która wcześniej wspierała Hezbollah – większość ludzi jest dziś przeciwna temu, co ta organizacja robiła. Rząd libański, choć słaby, podjął w ostatnich dniach ważną decyzję: że każdy, kto strzela do Izraela, a nie jest częścią armii, zostanie aresztowany. Oczywiście to niewystarczające, bo Hezbollah jest silniejszy niż armia libańska, ale i on traci swój polityczny status w Libanie, a w końcu straci też swoje zdolności militarne.
Czyli nie ma innej opcji niż zwycięstwo dla Izraela i USA?
Tak myślę. Irańczycy i bojownicy Hezbollahu zabili bardzo wielu Amerykanów, nie mówiąc już o Izraelczykach. Reżim, zamiast skupić się na budowie własnego państwa i dobrobycie swoich obywateli, od początku eksportował rewolucję. USA to „Wielki Szatan”, a Izrael „Mały Szatan”. I przez ostatnie 47 lat Irańczycy konsekwentnie działali w tym duchu. Jeśli chodzi o przyszłość Bliskiego Wschodu, nie wiemy jeszcze, jak wojna wpłynie na region. Nie wiemy, co stanie się w Iranie ani czy nastąpi zmiana. A nawet jeśli nie nastąpi od razu po wojnie, nie wiemy, co wydarzy się pół roku później. Iran będzie musiał skupić się na sprawach wewnętrznych – gospodarce, społeczeństwie – i nie będzie już w stanie prowadzić takiej polityki regionalnej jak dotąd.
Do czego może posunąć się reżim, by przetrwać? Mówi się o broni chemicznej, broni jakiegoś nowego typu...
Trudno sobie wyobrazić, by Irańczycy podjęli decyzję: „skoro mamy zginąć, to niech wszyscy zginą razem z nami”. Ten kraj już walczy o przetrwanie, ale wciąż nie użył przeciw nam niczego, czego byśmy nie znali. Ale gdyby do tego doszło, wywoła to nasz jeszcze silniejszy odwet.
*
Sima Shine – w przeszłości związana ze służbami wywiadowczymi w Izraelu, m.in. jako szefowa wydziału badań i oceny w Mosadzie (2003-07) i zastępczyni szefa ds. strategicznych w izraelskiej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego (2008–09). W ministerstwie spraw strategicznych była m.in. odpowiedzialna za Iran, pełniła też funkcję zastępcy dyrektora generalnego (2009–16). Obecnie jest starszą badaczką w Instytucie Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym (INSS).