Dziewczyna niczyja. Potworna historia życia Virginii Giuffre nigdy nie miała happy endu
„Dziewczyna niczyja” – historia Virginii Roberts Giuffre, która została jedną z głównych oskarżycielek Jeffreya Epsteina, to opowieść bez optymistycznego zakończenia. Momentami obezwładniająca koszmarem dzieciństwa, ale też irytująca bezwolnością i jednocześnie naiwnością młodej kobiety. To lektura, której nie da się przejść na raz, bo nieustannie w głowie czytającego i czytającej pojawia się myśl, ile takich koszmarów dzieje się w domach pozornie wyglądających na zwyczajne, bez mrocznych tajemnic?
Happy endu brak
Historia Virginii Giuffre początkowo miała być opowieścią o wyzwoleniu się z traumy, o przeciwstawieniu się możnym tego świata, uzurpującym sobie prawo do wykorzystywania słabszych w imię własnej przyjemności i nieposkromionej żadnymi zasadami perwersji. Dziewczyna niczyja uciekła bowiem od oprawców, spotkała miłość życia, urodziła trójkę dzieci, a rodzina, którą stworzyła z mężem, dała jej siłę do walki. A jednak happy endu nie było.
Giuffre popełniła samobójstwo, podejmując wcześniej kilka prób, będących sygnałem alarmowym, że jest źle. Przed śmiercią odeszła też od męża – okazało się, że była ofiarą przemocy domowej, o czym w samych wspomnieniach nie ma ani słowa. Pisze o tym w przedmowie Amy Wallace, która z Giuffre pracowała nad jej książką, spisując nagrane rozmowy, weryfikując fakty, docierając do tych, którzy chcieli (lub nie chcieli) rozmawiać i potwierdzić to, o czym opowiadała Virginia.
„Dziewczyna niczyja” to nie jest po prostu chwytliwy tytuł. To właściwie stwierdzenie oczywistej oczywistości. Bo Virginia była niczyja – matka przez lata była ślepa na wykorzystywanie jej dziecka najpierw przez ojca dziewczynki (choć on sam tym oskarżeniom zaprzecza). Potem przez jego kolegę przyprowadzanego domu, wreszcie przez Epsteina. Trudno, czytając tę książkę, nie uruchomić wyobraźni. W miarę przewracania kartek przed oczami czytelnika mogą pojawiać się obrazy z amerykańskich filmów, historii, w których rodzice spędzają dni z kolejnymi puszkami piwa, żyjąc bez celu i przyszłości w kamperach albo bieda-domach, a dotknięte przemocą dzieci zostawia się same sobie, by pogrążały się w chaosie, bo przecież diagnoza takiego dziecka oznaczałaby dekonstrukcję całej rodziny.
W opowieści o Virginii Epstein jest właściwie konsekwencją tego, co działo się w rodzinie tej dziewczynki, ale też tego, jak działał system teoretycznie mający pomagać nastolatkom stwarzającym tzw. problemy wychowawcze. Dodajmy, że pod tą zbitką słowną kryją się przede wszystkim narkotyki, ucieczki z domu, opuszczanie zajęć szkolnych, gwałty i ośrodki wychowawcze, które przypominają więzienia, i to te z najgorszych. Dla kogoś, kto nie widział swoich rodziców pijanych, dla kogo wychowanie polegało na rozmowie, tłumaczeniu zasad i wyznaczaniu ram, historia Virginii to koszmar i wbrew pozorom w tym koszmarze Epstein nie jest głównym bohaterem, choć niewątpliwie jest osią tej opowieści o świecie bez zasad.
Czytaj też: Virginia Giuffre. Długo walczyła z demonami swoich oprawców. „Miałam być na każde skinienie, dniem i nocą”
Zło, które niszczy
Bo może gdyby matka dziewczynki dostrzegła, że jej dziecko jest ofiarą, byłoby inaczej? Może z tego zatrutego początku nie urodziłoby się zło, które zniszczyło Virginię? Jej opowieść to przecież nieustanne rozliczanie się nie tylko z tymi, którzy ją skrzywdzili, ale też z samą sobą – z tym, że nie umiała uciec od swoich oprawców, że jeździła z nimi tam, gdzie chcieli, oddawała się tym, którym ją dostarczano, wypełniała polecenia jak bezwolna lalka, a w dodatku wiedząc doskonale, jaki jest schemat działania Epsteina i jego partnerki Ghislaine Maxwell, werbowała dla nich inne młode dziewczyny.
Giuffre opisuje świat robaczywy, bez zasad, bo jedyne, jakie są, wyznaczają pozycja społeczna i grubość portfela. Obraz tego świata kojarzy się z powieściami Markiza de Sade’a, z tą różnicą, że tym razem nie jest to skandalizująca i świadomie bluźniercza powieść, ale rzeczywistość. Szokująca? Tak, ale przede wszystkim uwiadamiająca czytelnikowi, że ta rzeczywistość niczym w gruncie rzeczy nie różni się od drabiny feudalnej, o której uczył się dawno temu w szkole. Wąska klasa najmożniejszych tego świata, którą tworzą przywódcy polityczni (ci emerytowani też), wybitni naukowcy i innowatorzy technologiczni zbijający fortuny w wyścigu zbrojeń XXI w., czyli tzw. gospodarce opartej na wiedzy, tak naprawdę niczym nie różni się od tych, którzy wieki temu decydowali o życiu lub śmierci poddanego, ośmielającego się z głodu zabić królewskiego jelenia w królewskim lesie czy egzekwującego z całą bezwzględnością prawo pierwszej nocy.
Historii dziewczyny niczyjej nie da się sprowadzić tylko do wykorzystania seksualnego i perwersyjnych potrzeb zepsutego faceta opętanego żądzą i przekonanego, że może tę żądzę zaspokajać, jak chce i z kim chce. O ile „Salo, 120 dni Sodomy” Pasoliniego było opowieścią o fikcyjnej faszystowskiej republice, o tyle domy Epsteina i prywatna wyspa były jak najbardziej realne. Zastanawiałam się zresztą, czy Epstein znał film genialnego Włocha.
Czytaj też: Slavic dolls. Badamy polskie tropy w aferze Epsteina. „Był czarujący. Ale czuło się mroczną energię”
Dla świętego spokoju
W książce Giuffre nie ma tego, co rozgrzewa, a przynajmniej rozgrzewało do ataku USA i Izraela na Iran, wyobraźnię komentatorów, a więc odpowiedzi na pytania, czy Epstein był agentem Mossadu, CIA, GRU, MI5, czy też zbierał tzw. kompromaty na wszystkich, do których wysyłał młode dziewczyny i nastolatki, a potem sprzedawał je temu, kto dawał więcej. Dziewczyna niczyja nie ujawnia zresztą kluczowych nazwisk ze swojej historii poza byłym już księciem Andrzejem czy kilkoma naukowcami z Harvardu. Jest bardzo ważny premier, dopuszczający się wobec niej zachowań rodem z katalogu de Sade’a: gwałtu, duszenia, bicia.
Jest w tej książce opis konsekwentnego gaslightingu, jakiemu poddano Giuffre, ale też znacznie prymitywniejszych działań, gdy ludzie elit pisali i mówili o niej, że jest zwykłą dziwką, kłamczuchą i narkomanką. Jest też rzucone światło na ugody z Epsteinem i Andrzejem Montboutenem, które dla wielu były dowodem raczej na to, że podpisali je dla świętego spokoju, a nie z poczucia winy. Jest prawda o mechanizmach działania ofiary przemocy i wykorzystywania seksualnego, która wraca do oprawców, szukając u nich – jakkolwiek może to szokować – miłości. Bo przecież tak należy odbierać decyzję Giuffre o ponownym nawiązaniu relacji z ojcem czy etap, w którym uwierzyła, że jest dla Epsteina kimś wyjątkowym. W tej historii widzimy głęboko zranione, samotne dziecko, któremu nikt nie dał miłości i bezpieczeństwa.
Czytałam tę książkę, jednocześnie śledząc bieżące wydarzenia polityczne, pozornie bez związku z tą historią. I jak echo wracały do mnie oskarżycielskie słowa J.D. Vance’a, nawróconego katolika, który chyba z katolicyzmu niewiele rozumie, i prezydenta Donalda Trumpa o upadku moralnym Europy. I nie mogłam się oprzeć skojarzeniu z gogolowskim rewizorem, który mógłby im przystawić lustro, by zobaczyli rozkład we własnym domu.
Virginia Roberts Giuffre, Dziewczyna niczyja. Historia przetrwania i walki ofiary Epsteina, przeł. Alka Konieczka, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2026, s. 432