Recenzja książki: Ingeborg Bachmann, „Przypadek F.”
Gęste obrazy Bachmann sprawiają, że brodzimy w języku. Są odkrywcze i prowadzą w zupełnie niespodziewanych kierunkach.
Gęste obrazy Bachmann sprawiają, że brodzimy w języku. Są odkrywcze i prowadzą w zupełnie niespodziewanych kierunkach.
Dla każdego, kto chce wyjść poza publicystyczne uproszczenia wokół postaci Polańskiego i zrozumieć głębokie, egzystencjalne podłoże jego twórczości, ten literacki dyptyk jest pozycją fundamentalną.
Autor jest kronikarzem małych, prywatnych apokalips, które rozgrywają się wokół nas.
Szósta już część cyklu, którego bohaterką jest podkomisarz Olga Suszczyńska.
Zaczyna się mocno, bo też sama historia obecności dziewczyn na naszej scenie punkowej miała obiecujący początek.
Wiele lat temu dostaliśmy jego opowiadania „Oto początek naszej historii” i „Chłopięce lata”, ale Tobias Wolff wciąż nie jest u nas tak znany, jak na to zasługuje.
Po górach, podziemiach i bezdrożach, opisywanych w poprzednich książkach przez angielskiego klasyka literatury przyrodniczej Roberta Macfarlane’a, przyszedł wreszcie czas na rzeki.
Pisząc siedem lat temu „Czerwień”, autorka nie spodziewała się, że na prośbę wydawcy będzie to zaczątek „kolorowej” serii, a dwie jej części zostaną zekranizowane.
Autor „Drogi krwi” jest jednym z tych, dzięki którym retrokryminał zdobył w Polsce olbrzymią popularność, i do dziś porusza się w ramach tego gatunku z zaiste profesorską pewnością.
Choć deliryczno-oniryczne Chicago spowija w książce mrok, to nie jest to rzeczywistość czarno-biała, nie ma złych i dobrych szeryfów.
Jak zawsze proza Wita Szostaka jest jednocześnie rzeką i muzyką.
Ta książka okazuje się opowieścią nie tylko o tym, do czego zdolny jest człowiek, ale też o tym, ile może zrobić wiersz.
Należy liczyć, że Jędrzej Malko dobrze zarobi na swojej historii pieniędzy, bo mu się to po prostu należy.
Powieść, początkowo rozwlekła, nabiera tempa, a na koniec już nie wiemy, czego się złapać.
Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki, ale życie Istvána toczy się siłą rozpędu, a jego losy mocno zależą od tego, kogo akurat spotyka.
„Czarne Morze” nie udaje, że jest czymś więcej niż rozrywką, lecz przynajmniej to rozrywka naprawdę dobrze poukładana.
W wierszach pojawiają się bardzo subtelne nuty kontemplacyjne.
Wspaniała Kiran Desai długo kazała na siebie czekać.
W „Symultanie” Czubaj dał barwny i przekonujący portret miasta, w którym nadzieja miesza się z nieufnością i paranoją.
Nie wiemy na pewno, co tu jest zmyśleniem, a co zostało wiernie odtworzone, ale wiemy, że wszystko jest prawdziwe.