Recenzja książki: Mariusz Czubaj, „Symultana”
W „Symultanie” Czubaj dał barwny i przekonujący portret miasta, w którym nadzieja miesza się z nieufnością i paranoją.
W „Symultanie” Czubaj dał barwny i przekonujący portret miasta, w którym nadzieja miesza się z nieufnością i paranoją.
W Polsce czyta się to znakomicie. Również dlatego, że droga tzw. społecznego awansu wyglądała i czasem wciąż wygląda tu podobnie.
Niewielu jest twórców komiksowych, którzy z równą maestrią prostymi rysuneczkami potrafią oddać złożoność historii.
Jeszcze przed premierą wydawnictwo promowało nową książkę Wojciecha Chmielarza jako horror, lecz groza dawkowana jest tu oszczędnie.
Nikt nie pisze tak jak Wołodymyr Rafiejenko, ukraiński pisarz, autor „Najdłuższych czasów”, jednej z najciekawszych powieści ostatnich lat.
Autor ma swój schemat opowiadania. Na razie to się sprawdza, ale pewnie byłoby dobrze, gdyby czasem gdzieś zboczył.
W książce Gilbert – pasjonującej i ważnej – śledzimy swobodny przełom wieków, drogę do seksualnych afer i zacieranie się granic porno.
Osobisty esej filozofki i pisarki Karoliny Lewestam wychodzi od obrazu Wielkiej Kupy Szmat, wokół której gromadzą się matki i ciotki, a patrzy na nie dziewczynka.
Przy ogromie dramatu nie ma w tej książce ani grama melodramatu.
To niewątpliwie jedna z najważniejszych i najlepszych polskich powieści, jakie powstały w XX w.
Mick Herron tak bardzo zżył się ze światem zepchniętych na margines agentów znanych jako kulawe konie, że nawet powieść spoza serii umieścił w tym samym uniwersum.
Chciwość napędza ludzi do działania. Roman Carruthers coś o tym wie – jest zamożnym doradcą finansowym, który najczęściej działa na granicy prawa.
Dopiero kwiecień, a już dostajemy jedną z książek roku, w znakomitym przekładzie. Do takiej powieści się tęskni: zagarniającej, rozrastającej się jak kłącze, prowadzącej na manowce wyobraźni.
Niewielkich rozmiarów książka Mahmuda Doulatabadiego to opowieść tak gęsta, by jej lektura stawiała opór. W świecie, w którym sam akt pisania staje się formą oporu, poznanie wymaga bowiem wysiłku.
To nie jest książka mająca nawracać na wiarę, tylko mająca nas zachęcić do stawiania pytań i badania odpowiedzi dotyczących tajemnicy życia i wszechświata.
Helen Garner pisze z reporterską drobiazgowością, a zarazem z szacunkiem: dla ludzi i dla prawdy.
Powieść jest napisana tak, że trudno się od niej oderwać przed rozwiązaniem zagadki.
Ten erudycyjny esej polityczny, w jakiejś mierze reportaż, powstał, żeby „dać świadectwo”. Wstrząsa, frustruje, wpędza w dyskomfort.
Podobno od pracy gorszy jest tylko brak pracy. „Młócka” obiecuje zbiór reportaży o pracy przyszłości, ale ta przyszłość już tu jest. I nie jest zachęcająca, bo brzydko pachnie również przeszłością, i to taką z XIX w.
Równolegle do wznowień książek Iana Fleminga wydawnictwo Skarpa Warszawska publikuje współczesne powieści z bondowskiego uniwersum: dla największych fanów agenta 007 zapewne obowiązkowe, dla czytelników szukających dobrej szpiegowskiej literatury jednak niekonieczne.