Recenzja książki: László Krasznahorkai, „A świat trwa”
Pierwsza po Nagrodzie Nobla wydana po polsku książka László Krasznahorkaiego może nas upewnić, że jest to literatura radykalna.
Pierwsza po Nagrodzie Nobla wydana po polsku książka László Krasznahorkaiego może nas upewnić, że jest to literatura radykalna.
W swojej powieści Paweł Kozioł, 46-letni autor znany wcześniej raczej jako poeta i krytyk, przypomina persony związane z (prawdziwymi czy domniemanymi) terrorystycznymi zamachami z pierwszej połowy lat 20. XX w.
Brytyjska pisarka nie stawia na fabularne zaskoczenia, za to nadaje swojej powieści kształt bardzo mrocznej, perwersyjnej i głęboko przejmującej baśni.
Powieść, pozytywistyczna z ducha, jest i wciągająca, i – znów gorzka konstatacja – potrzebna.
Niewielka proza Joanny Rudniańskiej ma dużą siłę rażenia. Jak koszmar senny, z którego nie możemy się obudzić.
Remigiusz Mróz zmienił niedawno wydawcę – w bańce literackiej to było wydarzenie – ale tempa nie wytracił.
Wygląda na to, że Kolumb odkrył Amerykę, a Zbigniew Rokita – Śląsk. Tyle że sprawa to nienowa, bo odkrył go już w książce „Kajś”, za co w 2021 r. dostał nawet stosowne nagrody, z Nike na czele.
Ta bestsellerowa opowieść o miłości na tle lat 80. w Niemieckiej Republice Demokratycznej została uhonorowana międzynarodowym Bookerem w 2024 r.
Może reportaż ma się ostatnio gorzej, ale Miller daje przepis, jak do niego wrócić i co jest w nim ważne.
Kto przyjmuje lekturę z całym bagażem, może liczyć na niezbyt mądrą, lecz wciągającą rozrywkę.
Od czasu samobójczej śmierci Sylvii Plath w lutym 1963 r. kontekst biograficzny nadał interpretacjom jej twórczości dramatyzmu.
Za każdym razem, gdy Marek Krajewski zapowiada koniec powieściowych przygód Eberharda Mocka, po paru latach do losów policjanta z Breslau wraca.
Ta książka jest jak porozumiewawczy uśmiech rzucony w metrze do kogoś, kto też wolał czytać, niż scrollować telefon.
Nowa powieść Macieja Siembiedy różni się od jego wcześniejszych książek i jest najbardziej osobista.
Belgijka napisała mnóstwo nieznanych u nas powieści, oby więcej ich dotarło do Polski.
Napisana przez Marcina Kołodziejczyka – od ponad 20 lat naszego redakcyjnego kolegę – „Blaga” to reportaż w najczystszej, krystalicznej postaci. Nie tropi afer i nikogo nie przyszpila, lecz opisuje codzienną walkę istoty ludzkiej o jakiś sens w życiu – tym razem w latach 90., w Polsce.
Olbrzymim walorem tej książki są przede wszystkim te fragmenty, które rejestrują zmiany obyczajowe, koneksje świata estrady ze światem polityki, a wreszcie to, co działo się z muzyką popularną przez kilka wspominanych tu dekad.
Podczas lektury nasuwa się pytanie: po co? Trudno być własnym adwokatem, rzecznikiem, recenzentem, bezstronnym kronikarzem. A Masza Potocka próbuje być nimi naraz.
To, co niosą bohaterowie tej prozy – broń, sprzęt, pamiątki, talizmany czy wyrzuty sumienia – przygniata także czytelnika.
Rudzka potrafi sportretować jak nikt inny starzejące się ciała i to życie już na niższych obrotach.