Recenzja książki: Grażyna Plebanek, „Pola. Ukryte życie Apolonii Machczyńskiej-Świątek”
Przemilczaną opowieść o swojej babci Grażyna Plebanek skleja z urywków, nielicznych dat, wyblakłych wspomnień i fotografii, które też się gdzieś zawieruszają.
Przemilczaną opowieść o swojej babci Grażyna Plebanek skleja z urywków, nielicznych dat, wyblakłych wspomnień i fotografii, które też się gdzieś zawieruszają.
Ten ogromny, solidnie udokumentowany materiał dotyczy narodzin, ideologii, praktyki i zamiarów amerykańskiego „chrześcijańskiego nacjonalizmu”.
Kapitalna proza o prawie do zmiany i świętego spokoju.
Omawiane w książce fakty są zapewne dobrze znane czytelnikom głębiej zainteresowanym współczesną historią polskiego popu, ale i oni mogą mieć satysfakcję z lektury.
Nesser jak zawsze pisze błyskotliwie, nie unika zgryźliwej ironii, lecz w jego prozie coraz bardziej dominują bezradność i lęk przed przyszłością.
Pisanie o wojnie to robota specyficzna. Z jednej strony ryzykowna, uzależniająca jak hazard. Z drugiej monotonna, może nawet nudna, bo skazana na ciągłe czekanie.
Po debiutanckim zbiorze opowiadań „Małe Grozy” dostajemy teraz powieść rozgrywającą się na Warmii we wsi Skowycze.
Akcja pędzi wraz z trójką bohaterów z prywatnej wysepki w Karolinie Północnej przez Karaiby, Irlandię i Dubaj, by powrócić do Anglii.
O wielu trudnych do przyjęcia dla ludzi dobrej woli przykładach zatrucia chrześcijaństwa antysemityzmem opowiada ta unikatowa książka.
Antoine Wilson pogrywa z moralnością czytelnika i gra konwencjami. Pod płaszczykiem thrillera utkał przypowieść o tym, jak niezbadane są wyroki losu.
To nie zwroty akcji są tu najistotniejsze, lecz działanie ludzkiego mózgu i komunikacji.
„Księga innych miejsc” sprawnie przetwarza rozmaite fantastyczne i superbohaterskie schematy.
„Tam, gdzie tańczą umarli”, druga część cyklu, zaczyna się od podwójnego morderstwa.
Czy samo zanikanie (jak na okładce), czy przechodzenie na stronę milczenia, to jest poezja, która w swoim minimalizmie staje się oddechem.
To nie jest książka kulinarna, raczej rodzaj dziennika, w którym jedzenie zajmuje centralne miejsce.
Na jego przykładzie poznajemy działanie systemu kościelnego. Nie ma w tej opowieści tematów tabu.
Alice Lugen, autorka mrocznej „Tragedii na przełęczy Diatłowa”, pisze pod pseudonimem. Jest dociekliwa, bada ruski mir od podszewki, obnażając jego brutalność i niedorzeczność.
Mamy mnożyć w głowie pytania i poszukiwać na nie odpowiedzi wraz z główną bohaterką.
Kōda twierdzi, że drzewo nigdy nie umiera, że cały czas pracuje. Nic więc dziwnego, że w Japonii do drzew się pielgrzymuje, czci się je i chroni.
Szatrawska pokazuje czas rozpuszczonych instynktów z wojną w tle. Niby odległe, a nie tak bardzo.