Recenzja płyty: Hollie Stephenson „Hollie Stephenson”
Efekt jest pełnym świeżości amalgamatem nowoczesnej produkcji i tradycyjnej duchowości, a zarazem nie przypomina żadnej z dotychczasowych prób łączenia wschodnich brzmień z jazzem.
Tradycja najlepszych lat brytyjskiego rock and rolla połączona z młodzieńczą energią muzyków.
Obok porywającego blues rocka znaleźć można tu dowody na fascynację jazzem, starym rock and rollem i jeszcze parę stylistycznych wycieczek.
Mamy tu mądrą satyrę i niewesołą refleksję nad trudnymi dziejami, w których koszmar przeplatał się z groteską.
Trudno na płycie znaleźć melodyjny refren, ale wcale nie łatwiej się tu natknąć na naprawdę oryginalny pomysł brzmieniowy, napięcie czy emocje.
Od czasu zdobycia przez Włodka Pawlika nagrody Grammy za utwór symfoniczny („Night in Calisia”) zwiększyło się zainteresowanie taką formą muzykowania kompozytora pianisty.
Głos Coleen Rennison nadal brzmi bardzo atrakcyjnie, zespół akompaniuje fachowo i z animuszem.
Kto wie, może nawet mieszkańcy krainy łagodności w tajemnicy przed światem oddaliby się na kilka chwil takiej grzesznej przyjemności jak słuchanie tej płyty.
Mamy tu reggae nieortodoksyjne w sensie stylu, z lekką domieszką popu, ale każda piosenka jest niezwykle dynamiczna.
O ile solowy wstęp do tej płyty można by jeszcze widzieć jako rodzaj żartu, to utwory na orkiestrę dętą są zupełnie serio.
Rockandrollowa kolejka górska pierwszej klasy.
Dodatkową wartością zarejestrowanych koncertów jest towarzysząca irlandzkiemu artyście Caledonia Soul Orchestra. Wydawnictwo godne mistrza.
Po wielu latach przekomarzania się z krytyką i publicznością wydają teraz płytę numer dwa, którą będą promować w sierpniu na koncercie w Krakowie.
Jest to płyta w pewien sposób głęboko patriotyczna, jednak bez szans na wsparcie z budżetu Ministerstwa Kultury.
Krzysztof Penderecki współpracował z zespołami Filharmonii Narodowej wielokrotnie, ale jeszcze nigdy nie nagrał z nimi płyty.
Porywająca płyta, dowodząca, jakie emocje można wywołać bez wspomagania, nie obstawiając się elektroniką i nie korzystając z sampli.
Atutem tej płyty jest głos artysty, który mimo upływu lat wciąż brzmi jasno i młodzieńczo.