Recenzja filmu: „Człowiek, który zabił Don Kichota”, reż. Terry Gilliam
Przewrotne, inspirujące, jak przystało na twórcę „Sensu życia wg Monty Pythona”.
Przewrotne, inspirujące, jak przystało na twórcę „Sensu życia wg Monty Pythona”.
Grupa bioterrorystów, anarchistów i agentów specjalnych renegatów kradnie trzy srebrne kule zawierające pluton.
Manifest kobiety, która upomina się o przywrócenie jej godności.
Jeśli pierwsza część filmu wykorzystała prawie wszystkie największe hity ABBY, co pozostaje realizowanemu po 10 latach sequelowi?
Uznając, że to – w najlepszym tego słowa znaczeniu – staroświecki melodramat, wpada się w pułapkę.
Akcja opiera się na traceniu i odzyskiwaniu walizki przez Ant-Mana, Osę oraz dwójkę niedopracowanych antybohaterów.
Cały film zrealizowany został na trzech iPhone’ach 7 Plus.
Reżyserowi nie udaje się powiązać ze sobą scen z życia bohaterów w jedną rzeczywiście poruszającą całość.
W dokumencie nie dowiadujemy się, jak traumy i obsesje artysty przekładały się na tworzoną sztukę.
Zaletą filmu jest nie tyle oszałamiające tempo oraz towarzyszące mu napięcie, co nieprzewidywalność scenariusza.
Akcja dzieje się w małym miasteczku w Galicji w połowie XIX w.
Nie ma to wszystko ładunku emocjonalnego pierwszej części, ale to wciąż inteligentny i pięknie zanimowany film.
Film o przetrwaniu w ekstremalnych warunkach.
„Jestem taka piękna” jest niedopracowanym i trochę mętnym projektem.
Film ogląda się z zapartym tchem.
Nikt nie ma tu kontroli nad własnym życiem i nie może świadomie przeciwdziałać temu, co go czeka.
Film oferuje trochę mniej, niż można się było spodziewać.
Prosta, ale szokująca brutalnością historia.
„Czuwaj” rozmija się jeszcze mocniej z realiami i reakcjami psychologicznymi ludzi.
Kameralny horror Davida Brucknera to popis finezji w kreowaniu grozy. Doskonałe zdjęcia i cierpliwie snuta opowieść o rozpadzie przyjaźni i poczuciu winy składają się na jeden z najlepszych strasznych filmów ostatnich lat.