Recenzja książki: Terry Pratchett, „Pociągnięcie pióra. Zagubione opowieści”
Wyciąganie niedokończonych opowiadań i niepublikowanych fragmentów powieści z szuflady zmarłego pisarza budzi etyczne wątpliwości, a efekty rzadko są satysfakcjonujące.
Wyciąganie niedokończonych opowiadań i niepublikowanych fragmentów powieści z szuflady zmarłego pisarza budzi etyczne wątpliwości, a efekty rzadko są satysfakcjonujące.
Ta książka to hołd dla niewidzianych i niesłyszanych. Ma potężną siłę rażenia.
Dużo tu elementów, jak na niewielką w sumie powieść, ale wszystko jest poukładane z głową.
Dostajemy powieść, od której trudno się oderwać, płynącą spokojnym rytmem, ale też pełną zapierających dech opisów.
Dostaliśmy książkę szczerą do bólu, która dla jednych będzie dobrą okazją do wyzwolenia własnych wspomnień, a inni mogą ją potraktować jako cenne świadectwo historii.
Świetna i ważna książka stanowiąca przyczynek do szerszej dyskusji.
Czuć niesmak, niepokój, a jednocześnie nie można się oderwać.
Wydana w USA trzy lata temu powieść ugruntowała mocną pozycję S.A. Cosby’ego wśród afroamerykańskich autorów prozy gatunkowej, choć to książka o innym ciężarze gatunkowym niż kryminały Colsona Whiteheada.
Ta powieść wiele pozwala zrozumieć. Choćby ten stan, kiedy nic nie cieszy, bo żyje się pustym, nie swoim życiem.
Powieść trzyma się blisko rzeczywistych zadrażnień między potęgami, więc i trzyma w napięciu.
Autorom zaskakująco wartko udało się poprowadzić narrację, a z opisywanych zdarzeń wyciągnęli nie tylko smaczki, lecz i ogólne prawdy o „polskości”.
O dziele Graya mówi się, że to odwrócony „Frankenstein” Mary Shelley.
Dwie dziewczyny, przyjaźń, szkoła, uniesienia i upokorzenia.
„Księga Beastie Boys”, która jest trochę jak strumień anegdot rzucanych podczas oprowadzania po Nowym Jorku lat 80.
Lewisowi udało się uchwycić nieuchwytność Nowego Jorku.
Trup pada już w pierwszym zdaniu. A potem napięcie rośnie. To jest o tyle ciekawe, że ten thriller z elementami grozy rozgrywa się w amerykańskim światku wydawniczym.
Dziennikarz POLITYKI Piotr Pytlakowski napisał wstrząsający reportaż historyczny, który dotyczy zdarzeń z 1941 r., ale także i naszych czasów.
Scenariusz „Akademii Pana Kleksa” w reżyserii Macieja Kawulskiego przerobiony na książkę jest częścią machiny promocyjnej filmu
Portret islandzkiej społeczności wczesnych lat 70.
Po niezbyt udanej trylogii o Jezusie, Coetzee, autor znakomitej „Hańby” czy „Czekając na barbarzyńców”, powraca z bardzo dobrą powieścią, której bohaterem jest Polak, pianista Witold, z trudnym do wymówienia nazwiskiem Walczykiewicz.