Ludzie i style

Jak się podróżuje po świecie śladami... kotów

Shinkansen Shinkansen Kyodo / Forum
Trendy w turystyce bardzo szybko się zmieniają. Dziś coraz więcej osób podróżuje śladami ulubionych filmów, seriali czy gier wideo. A można też śladami kotów – opowiada Michał Klimaszewski, autor bloga Koci Podróżnik.

Co to jest „kocie miejsce”?
To każde miejsce związane w jakiś sposób z kotami. Mogą to być kocie kawiarnie (popularne od kilku lat w Europie lokale, gdzie można napić się kawy i zjeść ciasto w towarzystwie kotów), bary, restauracje, pizzerie noszące słowo „kot” w nazwie. Kocim miejscem jest dla mnie sala w Muzeum Archeologicznym w Krakowie, gdzie wystawiono mumię kota, mknący po japońskich torach superszybki pociąg Shinkansen udekorowany wizerunkami Hello Kitty i prywatne muzeum Kattenkabinet w Amsterdamie, które w zbiorach ma tylko eksponaty powiązane z kotami. Ale najbardziej cieszą mnie pomniki – od małych blaszanych kotów, które można zobaczyć w kilku miastach na Białorusi, po kilkutonowe, monumentalne rzeźby Fernando Botero. Tłuste koty, jak na Botero przystało, można zobaczyć w Barcelonie, Erywaniu i oczywiście rodzinnym mieście twórcy Medellín w Kolumbii.

Których kocich miejsc jeszcze nie odwiedziłeś, a bardzo byś chciał?
W najbliższym czasie planuję wyjechać do Wielkiej Brytanii, i to nie tylko ze względu na liczne „kocie” puby – o tych londyńskich powstała nawet książka! Chciałbym zobaczyć grób odznaczonego medalem starszego mata – kota Simona, który służył na fregacie HMS „Amethyst”. Oraz pomnik kota Towsera. Mieszkał w jednej ze szkockich destylarni whisky i wsławił się złapaniem prawie 29 tys. myszy. Ale Londyn to nie tylko kocie miejsca. Na pewno spędzę pół dnia w British Museum, zrobię też sobie wycieczkę śladami Sherlocka Holmesa, który był moim ulubionym bohaterem literackim w dzieciństwie. A że przed podróżą lubię się solidnie przygotować, żeby jeszcze lepiej „wczuć się w klimat”, to na pewno przypomnę sobie wszystkie 56 opowiadań i cztery powieści o słynnym detektywie i obejrzę filmy, których akcja rozgrywa się w wiktoriańskim Londynie.

Kiedyś chciałbym też dotrzeć do wszystkich kocich rzeźb Fernando Botero oraz do Houtong Cat Village na Tajwanie.

W Kijowie są Złote Wrota, a tuż obok nich znajduje się Pomnik Kota. Panteleimon mieszkał w pobliskiej restauracji i był ulubieńcem stałych bywalców, którzy po jego śmierci w pożarze ufundowali mu pomnik. Pogłaskanie kota przynosi szczęście.Arch. pryw.W Kijowie są Złote Wrota, a tuż obok nich znajduje się Pomnik Kota. Panteleimon mieszkał w pobliskiej restauracji i był ulubieńcem stałych bywalców, którzy po jego śmierci w pożarze ufundowali mu pomnik. Pogłaskanie kota przynosi szczęście.

A jakie miejsca szczególnie polecasz?
Na pewno Kattenstoet. To odbywająca się co trzy lata w średniowiecznym belgijskim miasteczku Ieper kocia parada. Główną jej atrakcją jest przejazd platform z kilkumetrowymi figurami kotów. W Karlowych Warach znajduje się jeden z najstarszych w Europie pomników kota. Pochodzi z 1858 r. Bardzo miło wspominam podróż na Kocią Wyspę Tashirojima, gdzie nagrywałem program dla japońskiej telewizji. A skoro już mowa o tym kraju, to moim ulubionym miejscem jest poświęcona kotom buddyjska świątynia Unrinji w prefekturze Yamaguchi. Magiczne miejsce, z dala od zgiełku wielkich miast, położone w sercu japońskiej prowincji. Zaprzyjaźniłem się z Jisei Sumidą, który od 1996 r. jest opatem w tej istniejącej blisko 400 lat świątyni. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam w odwiedziny, traktuje mnie jak dawno niewidzianego członka rodziny.

Czytaj także: Nowa Zelandia chce… zakazać kotów

Zapewne w Polsce też są kocie miejsca?
Ależ oczywiście! Przed Muzeum Kinematografii w Łodzi stoją urocze pomniki Filemona i Bonifacego. W Warszawie można odwiedzać Kota Niezależnego Cyryla w Parku nad Balatonem. Na rynku w Toruniu na dachu jednej z kamienic spogląda blaszany kot – atrakcja na miarę Kociej Kamienicy w Rydze, ale niestety nikt z zarządu miasta nie wpadł na pomysł, by promować się takim kotem, więc próżno szukać stosownych pocztówek czy magnesów. W jednym z oddziałów Muzeum Historycznego Krakowa mieszka kot Hipolit. To te najbardziej znane i spektakularne. Ale spacerując np. po Rudzie Śląskiej, można spotkać trzy małe rzeźby kotów powstałe z przetopionych kluczy, które przynieśli mieszkańcy miasta. W Radomiu z kolei działa browar Czarny Kot słynący z dobrego piwa.

Kocia Kamienica w Rydze, projekt Friedricha Scheffela z 1909 r. Na bocznych wieżyczkach znajdują się rzeźby dwóch czarnych kotów.Arch. pryw.Kocia Kamienica w Rydze, projekt Friedricha Scheffela z 1909 r. Na bocznych wieżyczkach znajdują się rzeźby dwóch czarnych kotów.

Od dawna jesteś Kocim Podróżnikiem?
Kiedy byłem w Kijowie kilkanaście lat temu i spacerowałem w okolicy Złotych Wrót, zupełnie przypadkiem trafiłem na pomnik kota. Jakiś czas później przeglądałem przewodnik w autobusie do Rygi i spostrzegłem, że jest tam Kocia Kamienica. Wtedy sobie uświadomiłem, że podobnych miejsc może być znacznie więcej. Ale na poważnie do tematu wróciłem dopiero w 2014 r., po śmierci mojej kotki Skie. Założyłem blog www.kociepodroze.blogspot.com, którego została duchowym patronem, i postanowiłem podróżować po świecie w poszukiwaniu kocich miejsc. Przez pięć lat odwiedziłem ponad 200 w 16 krajach.

Gdzie jest ich najwięcej?
Bardzo dużo jest na wschodzie Europy. Rosja, Ukraina, Białoruś, Litwa – kilkadziesiąt kocich pomników. W czasach Carskiej Rosji nikt nie oskarżał kotów, że są wysłannikami diabła, i do dzisiaj znajdują schronienie w wielu monastyrach, gdzie tępią myszy i cieszą się sympatią. W Rosji jest nawet kilku kocich celebrytów, którzy występują w reklamach. I na deskach moskiewskiego Kociego Teatru Kuklaczewa. Ale najbardziej „kocim” państwem jest Japonia.

Chyba chodzi także o to, że koty mają w Japonii szczególną pozycję.
Zdecydowanie. Niemal na każdym kroku na wystawach sklepów widzi się figurki „kota zapraszającego” Maneki-neko z uniesioną jedną łapką – przynosi szczęście i dobrobyt. Kocich kawiarni jest tam najwięcej na świecie, w samym Tokio – kilkadziesiąt! Koty – obok lisów i tanuki, czyli jenotów azjatyckich – od setek lat uważane są za magiczne stworzenia, które potrafią nawet przybrać ludzką postać. W podaniach i legendach pośród różnych posiadających nadnaturalne moce stworów i demonów są i kocie – Bakeneko i Nekomata. Zresztą kiedyś w tamtejszej kinematografii powstawało wiele horrorów o kotach, ze słynnym „Czarnym kotem” z 1968 r. na czele. Dopiero od kilkunastu lat w produkcjach aktorskich i animacjach koty przedstawiane są bardzo kawaii, czyli muszą być słodkie i urocze.

W Japonii jest kilkadziesiąt neko-dera i neko-jinja, czyli poświęconych kotom świątyń buddyjskich i shintoistycznych, nierzadko istniejących od stuleci. Chyba tylko w Kraju Kwitnącej Wiśni możliwe jest, by kot został zawiadowcą i uratował zadłużoną spółkę kolejową od upadku, przemieniając malutką stację w turystyczną atrakcję. I nie jest to odosobniony przypadek. W Japonii jest już kilka kocich stacji, a po torach jeżdżą kocie pociągi.

Antropomorficzne koty są oficjalnymi maskotkami nie tylko miast, jak Hagi czy Kōchi, ale też zamku w Hikone (przesympatyczny Hikonyan), a nawet całej prefektury Shimane (uroczy Shimanekko).

Czytaj także: Czy zwierzęta domowe to już przeżytek?

Szybki, wygodny, uroczy. Japoński pociąg Shinkansen udekorowany motywami Hello Kitty kursuje od 30 czerwca 2018 r. między miastami Fukuoka i Osaka.Arch. pryw.Szybki, wygodny, uroczy. Japoński pociąg Shinkansen udekorowany motywami Hello Kitty kursuje od 30 czerwca 2018 r. między miastami Fukuoka i Osaka.

Dlaczego Japonia jest ci tak bliska?
Zaczęło się w połowie lat 90., kiedy wyświetlano serial animowany „Czarodziejka z księżyca”. To „Sailor Moon” sprawiła, że zacząłem interesować się mangą i anime (nie zapominajmy też, jak ważną postacią była potrafiąca mówić ludzkim głosem kotka Luna). Później, dzięki tacie, odkryłem arcydzieła Kurosawy. A potem japońskie gry wideo – „Final Fantasy VII” i „Shenmue” to wybitne, ponadczasowe pozycje. Biorąc pod uwagę liczbę japońskich filmów, anime i gier, z którymi miałem styczność, nic dziwnego, że czuję się tam jak w domu.

Poza tym pracuję nad książką o Japonii. Opiszę w niej moje przygody i kocie miejsca, do których dotarłem, ale też inne warte odwiedzenia, o których nie wspominają tradycyjne przewodniki. Dobrym przykładem jest Onomichi, zwane miastem kotów i schodów. Onomichi zapamiętano z arcydzieła japońskiej kinematografii „Tokijska opowieść” i kultowego filmu z początku lat 80. „Tenkôsei”. Ale też z gry „Yakuza 6” na konsolę PlayStation 4, w której zostało bardzo realistycznie przedstawione.

W Japonii uprawiam zarówno game pilgrimage, jak i anime pilgrimage, czyli specyficzną formę turystyki polegającą na odwiedzaniu prawdziwych miejsc, które dotychczas znało się z gier wideo i filmów animowanych. Nie jest to tam nic niezwykłego, a niektóre miasta umieją zadbać o odpowiednią promocję. Na przykład w informacji turystycznej w Matsue dostałem mapkę z zaznaczonymi lokacjami z gry visual novel „Root Letter”. W Shirakawa-go za zebranie wszystkich pieczątek powiązanych z anime „Gdy zapłaczą cykady” otrzymałem unikatową przypinkę.

Czytaj także: Bohaterowie japońskiej popkultury

W tym roku znów byłeś w Japonii.
Tak, dwa miesiące temu. Byłem w okresie Hanami, czyli kwitnienia wiśni, kiedy wszyscy świętują, biwakując pod drzewkami sakury. Niesamowite przeżycie. Leciałem przez Koreę, więc miałem jeszcze dwa dni na zwiedzanie Seulu, który „dobrze znałem” z licznych thrillerów (Koreańczycy kręcą najlepsze produkcje na świecie w tym gatunku). Z kocich miejsc dotarłem tylko do Hello Kitty Museum, które mieści się w słynnej wieży widokowej N Seoul Tower. Za to dobrze pojadłem, choć trzeba przyznać, że koreańskie przysmaki potrafią czasami „uciekać” z talerza – mam na myśli san-nakji, czyli świeżą surową ośmiorniczkę, której macki ruszają się jeszcze godzinę po podaniu.

Która to twoja podróż do Japonii?
Czwarta, a ponieważ jeżdżę tam od 2016 r. co roku na około miesiąc, to można powiedzieć, że sporo już zobaczyłem. Tym razem przygodę zacząłem na upalnej Okinawie, a później przyleciałem do Osaki, gdzie zrobiłem sobie bazę wypadową w tanim hotelu i jak zwykle jeździłem po całym kraju. Czasami nie wracałem do Osaki przez kilka dni. Podróżuje się naprawdę bardzo szybko i wygodnie.

Uważa się, że Japonia to drogi kraj, tymczasem ty ją przemierzasz za niewielkie pieniądze.
Bo Japonia może, ale nie musi być droga. Pokój jednoosobowy ze wspólną łazienką w Tokio to wydatek od 100 zł, ale już w Osace można się przespać w małym, ciasnym (ale własnym) pokoju za 35 zł. Gorące przekąski w licznych sklepach czynnych całą dobę to wydatek 3–6 zł, a za 35 zł można już zjeść solidny obiad. Faktycznie drogie jest piwo, nawet w sklepie kosztuje ok. 10 zł. Ale już whisky jest sporo tańsza, kosztuje tyle co trzy piwa. W lokalach i tak można nie zamawiać napojów, skoro zawsze za darmo otrzymuje się nielimitowaną wodę z lodem, a często też zieloną herbatę.

Bardzo drogie są przejazdy pociągiem. Bilet na pojedynczy przejazd superszybkim Shinkansenem może kosztować nawet 800 zł. Tyle że dla zagranicznego turysty przygotowano specjalne Japan Rail Pass w różnych wariantach. Najdroższy bilet, kosztujący ok. 2100 zł, pozwala na nielimitowane podróże przez trzy tygodnie prawie wszystkimi pociągami, w tym większością Shinkansenów i sypialnym Sunrise Express.

Czytaj także: Polsko-japońskie zauroczenie

Masz sporą kocią kolekcję, ma się rozumieć.
Z podróży zawsze przywożę pamiątki, sporo upominków też dostaję, więc trochę się uzbierało. Figurki, książki, filmy, gry i inne 1001 kocich drobiazgów – mniej więcej na taką liczbę szacuję moją kolekcję.

To chyba niezły zaczyn do muzeum? Co masz najdziwniejszego? A najciekawszego?
Mam kilkadziesiąt butelek po kocich piwach i winach, oczywiście już pustych. A ozdobą mojej kolekcji jest japoński drzeworyt ukiyo-e z XIX w. z demonicznym kotem spoglądającym na gejsze. Odziedziczyłem go po dziadku. Oczywiście z amsterdamskim Kattenkabinet, w którym wiszą kocie obrazy warte miliony euro, nawet nie ma co porównywać. Ale jeśli kiedyś kolekcja znacznie się rozrośnie, to można pomyśleć nad jakimś małym muzeum. Coś na wzór Cat Museum w Szawlach na Litwie.

Unrinji Buddhist Temple w Japonii. Poświęcona kotom świątynia znajduje się w prefekturze Yamaguchi. Miejsce, gdzie czas płynie wolniej, a atmosfera sprzyja medytacji.Arch. pryw.Unrinji Buddhist Temple w Japonii. Poświęcona kotom świątynia znajduje się w prefekturze Yamaguchi. Miejsce, gdzie czas płynie wolniej, a atmosfera sprzyja medytacji.

Wspomniałeś dziadka.
Prof. Mieczysław Klimaszewski był znanym na świecie geografem i geomorfologiem. A także rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i laureatem aż siedmiu doktoratów honoris causa. Dziadkowi zawdzięczam nie tylko szacunek dla nauki, ale przede wszystkim fascynację podróżami, gdyż jako dziecko często oglądałem u niego w domu slajdy z dalekich krajów – z Chin, Spitsbergenu czy Iranu, gdzie w Persepolis jako zastępca przewodniczącego Rady Państwa uczestniczył w słynnych obchodach 2500. rocznicy powstania Państwa Perskiego. Wydarzenie przeszło do historii jako spotkanie rekordowej liczby koronowanych głów z kilkudziesięciu krajów.

Czy kocia turystyka ma przyszłość?
Mam nadzieję. Trendy w turystyce bardzo szybko się zmieniają. Dziś coraz więcej osób podróżuje śladami ulubionych filmów, seriali czy gier wideo. Chorwacki Dubrownik przeżywa prawdziwe oblężenie fanów, odkąd miasto „wystąpiło” w „Grze o tron”. Jeśli turysta po raz trzeci odwiedza Paryż bądź Pragę, może być znudzony ponownym oglądaniem wieży Eiffla, Mostu Karola czy innych konwencjonalnych zabytków. A kiedy taki jest na dodatek kociarzem, zapewne równie miło może spędzić czas, szukając kociego pomnika (pod warunkiem że będzie wiedział, gdzie) albo popijając czeskie piwo w gospodzie U kocura.

Wspomniałem już, że ukazała się książka o kotach mieszkających w londyńskich pubach. To nie jest jakiś ewenement, bo kilka lat wcześniej wyszedł podobny album, tylko że o kotach mieszkających w barach w Amsterdamie. W Japonii są księgarnie specjalizujące się tylko w kocich książkach (tysiące pozycji). Tam faktycznie mają kota na punkcie kota.

ROZMAWIAŁ ŁUKASZ DZIATKIEWICZ

Czytaj także: Holandia, japońskie okno na świat

Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną