Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Oko rodzica czuwa i ciągle patrzy w dziennik. Po co to? Współczuję moim uczniom

Nastolatki pod stałą kontrolą Nastolatki pod stałą kontrolą Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl
To jest chore, że nastoletni uczniowie zostali pozbawieni prawa do trzymania w tajemnicy swoich ocen. To bardzo złe dla psychiki, że o każdej drobnostce szkolnej natychmiast wiedzą rodzice. W niejednym domu każda ocena to przykra rozmowa.

Wszystkie teksty „Polityki” poświęcone edukacji dla nauczycieli, rodziców i uczniów publikujemy w nowym serwisie „Nasza szkoła”. Znajdziesz tam także podkasty Joanny Cieśli i BelferBlog Dariusza Chętkowskiego.

Kiedy nauczyciel wstawia uczniowi albo uczennicy ocenę do dziennika elektronicznego, rodzice natychmiast o tym wiedzą. Przerywają dotychczasowe czynności, przeglądają uważnie dziennik i widzą, że dziecko otrzymało ocenę poniżej rodzinnych ambicji. Zaczyna się interwencja. Po co czekać, skoro można mu wysłać SMS, a do nauczyciela mail? Niektórzy dzwonią nawet do dyrekcji.

Ambitne dzieci, a rodzice jeszcze ambitniejsi

Najszybciej i najczęściej interweniują mamy, chociaż trafiają się też bardzo szybcy i niecierpliwi ojcowie. W prestiżowym liceum, gdzie pracuję, uczą się bardzo ambitne dzieci, ale rodzice są jeszcze ambitniejsi. Chwilę po oddaniu sprawdzianu i wstawieniu oceny do dziennika słyszę, jak nastolatek pyta, czy może odebrać telefon od mamy. Proszę, aby rozmowa odbyła się poza salą lekcyjną. Robię to dla dobra dziecka. Nie chcemy być świadkami tej konwersacji. Zabraniać rodzicowi kontaktu z dzieckiem nie można. Nie dzwoni się przecież w trakcie lekcji bez istotnego powodu.

Gdy uczeń długo nie wraca, wysyłam kogoś, aby sprawdził, co się dzieje. Dowiaduję się, że jest w toalecie, ale prędko nie wróci. Domyślam się, że płacze. Albo się wścieka. Może słucha bardzo głośno muzyki. Może krzyczy. Doświadczone panie woźne są przyzwyczajone, nowe jeszcze się dziwią, do czego młodzieży licealnej służy toaleta. To pokój do wszystkiego, teraz pozwala odreagować. Nastolatek jest w tak złym stanie, że nie może wrócić do klasy. Musi ochłonąć nie tylko po złej ocenie, ale przede wszystkim po nieprzyjemnej rozmowie z najbliższą mu osobą i jednocześnie Wielkim Kontrolerem.

Mnie też czeka nieprzyjemna rozmowa z tym czy innym rodzicem. Każdy musi się wytłumaczyć ze złej oceny, nie tylko uczeń. Mama już pisze do mnie w tej sprawie. Na szczęście ze mną można się spotkać tylko raz w tygodniu podczas konsultacji. Mam trzy dni na przygotowanie. Uczeń nie ma tak dobrze, musi przyjąć krytykę bezzwłocznie i odpowiedzieć na nią od razu. Nie zdążył się uspokoić po otrzymaniu złej oceny, a już musi wysłuchiwać reprymendy rodzica albo czytać dołujące SMS-y. Raz usłyszałem, co mówi mama: „Masz, k…, tydzień, aby to poprawić, inaczej nie pójdziesz więcej na żadną osiemnastkę”.

Rodzic o złej ocenie wie od razu

Gdy nie było dzienników elektronicznych, tylko papierowe, na dzieci nie spadała seria przykrych wrażeń jedno po drugim, lecz w pewnym odstępie czasowym. Na każde kolejne nieszczęście można się było przygotować. Najpierw była to zła ocena ze sprawdzianu, a dopiero parę godzin albo i kilka dni potem dochodziło do przykrej rozmowy z rodzicami. Starzy mogli też w ogóle o niczym nie usłyszeć, jeśli dziecko trzymało język za zębami. Żeby się dowiedzieć, musieliby przyjść do szkoły i poprosić o rozmowę z wychowawcą. To wymagało sporego wysiłku. Dziś wszystko odbywa się błyskawicznie, a wysiłek jest żaden. Wystarczy zalogować się do dziennika i śledzić na bieżąco wpisy.

Poprzednie pokolenia opanowały sztukę przygotowywania rodziców na złą wiadomość. Najlepszą metodą było obtaczanie złej oceny z jednego przedmiotu w panierce dobrych stopni z innych przedmiotów. To łagodziło negatywne emocje. Wprawdzie z matematyki wpadła jedynka, ale z polskiego czwórka, z geografii nawet czwórka z plusem, a z wychowania fizycznego dwie piątki. Po otrzymaniu złej oceny z jakiegoś przedmiotu uczeń robił wszystko, aby dostać chociaż jeden dobry stopień z innego.

Obecne pokolenie nie ma takiej szansy. Rodzic dowiaduje się o każdej ocenie dziecka oddzielnie i bezzwłocznie. Jedynkę z matematyki widzi bez panierki. Jest nawet przez system podkreślona, aby użytkownik miał świadomość, że to nowy stopień. Niektórzy rodzice zaglądają do dziennika wielokrotnie w ciągu dnia, przeważnie w trakcie własnych czynności zawodowych. Właśnie skończyli rozmawiać z kimś w pracy, mają chwilę spokoju, więc sprawdzą stan konta w banku oraz stopnie dziecka. Gdy oddaję sprawdziany albo kartkówki, niektórzy uczniowie proszą, abym nie wstawiał oceny do dziennika, tylko poczekał przynajmniej do jutra, aż uprzedzą rodziców. Uczennica mówi, że mama jest strasznie nerwowa, dlatego lepiej by było, żeby nie zobaczyła tej oceny, gdy jest w pracy. Mama jest lekarzem.

Oko rodzica czuwa bez przerwy

Muszę się bardzo pilnować, co wpisuję do dziennika. Ci bardziej kulturalni rodzice nie dzwonią, tylko zasypują dziecko SMS-ami. Chcę wpisać nieobecność uczniowi, którego nie ma w klasie, ale słyszę od innego ucznia, że nie powinienem, gdyż kolega stoi w korku, spóźni się nie z własnej winy, tylko z powodu fatalnej komunikacji. Przysłał wiadomość, aby nauczyciel nie wpisywał mu nieobecności czy spóźnienia, bo będzie musiał się tłumaczyć w domu, dlaczego nie wyszedł wcześniej na autobus, jak mama prosiła.

Rodzic od razu wie, że dziecko jest nieobecne na pierwszej lekcji, że spóźniło się na drugą. Jakaś mama już pisze usprawiedliwienie i prosi, abym natychmiast zaznaczył to w dzienniku. Nauczyciele umawiają się, że spóźnień do pięciu minut w ogóle nie zaznaczają, żeby nie denerwować rodziców. Ja nie wpisuję żadnych spóźnień. Współczuję nastolatkom, którzy są pod nieustanną kontrolą. Mam też dość ludzi, którzy bez przerwy monitorują sytuację swojego dziecka w szkole – oceny, nieobecności, spóźnienia – i od razu interweniują.

Zachęcam uczennicę do napisania poprawy sprawdzianu. Chętnie by to zrobiła, ale woli nie ryzykować, gdyż może znowu dostać jedynkę. Wprawdzie ocena z poprawy, gdy jest taka sama lub niższa, nie będzie liczona do średniej (jest specjalny sposób wpisywania takich ocen), ale i tak zdenerwuje mamę. Nie chce kolejnej awantury. Inna uczennica prosi, gdy oddaję sprawdziany, abym teraz nie wpisywał oceny. Czy mógłbym wstawić parę godzin później? Nastolatka chce poprawiać kartkówkę natychmiast, nie ma więc powodu – mówi – aby wstawiać złą ocenę do dziennika, przecież na pewno z poprawy uzyska lepszą. Po co denerwować rodzica wpisem, który za godzinę może już być nieaktualny? Jakiś uczeń zauważa, że jak ktoś od razu deklaruje chęć pisania poprawy, nauczyciel powinien wstrzymać się z wstawianiem jedynki czy dwójki do dziennika. Tak będzie bezpieczniej dla wszystkich. Oko rodzica czuwa.

To jest chore, że nastoletni uczniowie zostali pozbawieni prawa do trzymania w tajemnicy swoich ocen. To bardzo złe dla psychiki nastolatka, że o każdej drobnostce szkolnej natychmiast wiedzą rodzice. W niejednym domu każda ocena to przykra rozmowa. Sfrustrowana nastolatka pyta, czy jak będzie miała 18 lat, rodzice też będą mieli dostęp do dziennika i jej ocen. Ona ma już tego dość.

To już nie jest troska o potomstwo

Witold Gombrowicz w „Ferdydurke” opisał karykaturalnie rodziców, którzy czatują wokół szkoły, podpatrują dzieci chodzące po boisku, starają się stale kontrolować swoje potomstwo, upupiają dorastające osoby, nie pozwalając im osiągnąć dojrzałości. Dzisiaj rodzice podglądają dzieci znacznie bardziej, nie tyle upupiają, ile raczej udupiają, robiąc z nich emocjonalne kaleki. Nastolatki mają świadomość, że są stale monitorowane, że opiekunowie znają wszystkie oceny i są w ciągłym kontakcie mailowym z nauczycielami. Młodzież marzy o przestrzeni prywatnej, o nauce tylko dla siebie, bez żadnej kontroli, żeby rodzic nie patrzył non stop w dziennik.

Niektórzy uczniowie zostawiają telefon w szkole, gdy wyskakują do pobliskiego sklepu, żeby rodzice nie zauważyli tego wyjścia. Nauczycieli da się oszukać, system monitoringu szkolnego też, natomiast czujnych rodziców bardzo trudno nabrać. Choć nastolatek z trudem rozstaje się z telefonem, to czasem musi, aby rodzice nie zauważyli, gdzie jest. Zapewne jest tam, gdzie jego telefon. A tu niespodzianka: telefon w szkole, a jego właściciel na papierosie w bramie sto metrów dalej. Ten papieros jest właśnie po to, aby poczuć się wolnym od stałej kontroli.

Niektórzy rodzice właściwie nie wychodzą z dziennika, są w nim stale zalogowani, oglądają oceny, jakby czytali prognozę pogody. Non stop też sprawdzają lokalizację telefonu swojego dziecka. Gdy proszą wychowawcę o zwolnienie córki czy syna wcześniej ze szkoły, to piszą to w takiej formie, jakby chodziło o istotę ubezwłasnowolnioną, a nie o prawie dorosłego człowieka. Młody człowiek wręcza mi kartkę: „Zgadzam się, aby syn wyszedł sam ze szkoły o godz. 13”.

Syn ma 17 lat i dobrze rozumie, że można by to napisać w mniej władczym stylu, np.: „Proszę o zwolnienie syna z dwóch ostatnich lekcji”. Zresztą prawo oświatowe skłania rodziców do traktowania nastolatka jak przedmiotu, np. zobowiązuje, aby rodzic oświadczył na piśmie: „Biorę pełną odpowiedzialność za samodzielny powrót syna z teatru/kina do domu”. A gdy rodzic takiego oświadczenia nie napisze, mam obowiązek zaprowadzić 17-latka pod szkołę i dopiero tam zwolnić do domu.

Uczennica zwróciła mi uwagę, że właśnie skończyła 18 lat, dlatego prosi, aby nie pisać do jej rodziców zapytań, czy córka może samodzielnie wrócić z kina, czy też nauczyciel ma ją zaprowadzić pod szkołę. Dyrekcja każe jednak dmuchać na zimne. Rodzice dzwonią, aby ostrzec i zobowiązać nauczycieli, że dopóki dziecko mieszka z nimi i jest na ich utrzymaniu, oczekują pełnych informacji zwrotnych na temat ocen, wcześniejszych wyjść z lekcji i wszelkich innych spraw. Samodzielnego usprawiedliwiania nieobecności przez dziecko, co z tego, że 18-letnie, również nie akceptują.

Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby okazało się, że niektórzy rodzice przyczepili dziecku do ubrania kamerkę, aby mogli je cały czas obserwować. Cokolwiek zrobi w szkole, matka czy ojciec już o tym wiedzą. To już nie jest troska o potomstwo i chęć udzielenia mu pomocy, lecz zniewolenie. Jeśli chodzi o naukę szkolną, wiele dzieci jest w niewoli swoich rodziców. Po co to? Niech się spóźni na lekcję albo wyjdzie wcześniej, niech złapie gorszą ocenę – czy rodzic musi o tym wiedzieć? Byłoby lepiej dla zdrowia psychicznego nastolatków, gdyby rodzice nie wiedzieli.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Historia

Mieli rusyfikować, a się spolonizowali. Rosyjscy kolonizatorzy na Mazowszu

W XIX w. car sprowadził na Mazowsze rosyjskich kolonistów. Mieli krzewić rodzimą kulturę i zruszczać okoliczną ludność. Zamiast tego Rosjanie sami się spolonizowali.

Violetta Wiernicka
21.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną