Żydowska sekcja w AfD ma zwalczać antysemityzm. Paradoks?
AfD jest w swoich wypowiedziach proizraelska, ale powszechnie kojarzy się z antysemityzmem. Środowiska żydowskie protestują.
„AfD jest głupia”. Protest przeciwko prawicowemu ekstremizmowi w Kolonii AfD we wrześniu 2018 r.
Wolfgang Rattay/Reuters/Forum

„AfD jest głupia”. Protest przeciwko prawicowemu ekstremizmowi w Kolonii AfD we wrześniu 2018 r.

W Alternative für Deutschland powstała sekcja żydowska, która ma zwalczać antysemityzm w Niemczech. Tyle że większość niemieckich Żydów samą AfD widzi jako silnie antysemicką partię.

Czytaj także: Czy Alternatywa dla Niemiec znajdzie się pod kontrolą służb?

Dlaczego powstała sekcja

AfD jest jedyną partią w Niemczech, która otwarcie mówi, że zakorzenionej nienawiści wobec Żydów nie da się oddzielić od islamu”, tak widzi to Dimitri Schulz i jego koledzy. Jedyną, która może uchronić żydowskie życie w Niemczech przed zagrożeniem. Antysemityzmem. Muzułmanami. Bo Dmitri Schulz wie, że antysemityzm to tak naprawdę nie niemiecki problem. Nawet nie europejski. Może jacyś tam antysemici niemieccy są, ale on się z nimi nie spotkał. Antysemityzm przynieśli muzułmańscy uchodźcy. I dlatego Dmitri Schulz i jego żydowscy koledzy (w sumie dwudziestu czterech) powołali sekcję żydowską w AfD. Choć właściwie nie tylko dlatego. Bo – o czym media rzadko wspominają – zagrożeniem dla Żydów ich zdaniem jest nie tylko „masowa imigracja muzułmańskich mężczyzn”, ale „niszczenie tradycyjnej, monogamicznej rodziny przez gender i seksualizację dzieci”, co raczej z fundamentalizmem islamskim ma mało wspólnego.

Tak naprawdę, to nie nagły zwrot w AfD. W podobnym tonie wypowiadała się rok temu sama ówczesna szefowa partii, Frauke Petry (obecnie bezpartyjna, po wejściu do Bundestagu wystąpiła z partii), zapowiadała, że AfD jest „jednym z nielicznych gwarantów życia żydowskiego w Niemczech, również w czasach nielegalnej muzułmańskiej imigracji do Niemiec”. Powołanie sekcji spotkało się z serdecznością AfD i jej sympatyków. „AfD to naturalna ojczyzna polityczna Żydów”, zadeklarowała wiceszefowa frakcji parlamentarnej AfD, Beatrix von Storch). Gratulacje z okazji powstania sekcji złożyła też Erika Steinbach, obecnie bezpartyjna (wcześniej CDU), ale sympatyzująca z AfD. „W AfD znajdzie się zawsze miejsce dla Żydów”, powiedziała. Ale przeważa krytyka i sarkazm.

Zbędna historia III Rzeszy?

Bo sympatia dla Żydów łączy się w AfD tylko w połączeniu z islamofobią. Faktycznie AfD jest w swoich wypowiedziach proizraelska, ale powszechnie kojarzy się z antysemityzmem. W swoim programie partia chce ograniczyć w programie szkolnym nauczanie o III Rzeszy, by młodzież „mogła wzrastać w poczuciu dumy narodowej”, obecny jej szef, Alexander Gauland, czasy III Rzeszy porównuje do nieistotnego „ptasiego kleksa” w historii Niemiec, a jeden z prominentnych działaczy, Björn Höcke, uznaje postawienie pomnika ku czci ofiar Holocaustu za „znak hańby” i domaga się zwrotu o 180 stopni w polityce historycznej.

Blisko neonazistów

Licznym członkom AfD zarzucano kontakty z neonazistami, hajlowanie i poważanie Holocaustu. W niedawnych zamieszkach w Chemnitz politycy i członkowie AfD maszerowali razem z Pegidą i neonazistami – podczas marszów kilkanaście osób zatrzymano za używanie symboliki nazistowskiej, a jedna z imprez zakończyła się napadem na m.in. żydowską restaurację.

Parę dni temu jeden z działaczy młodzieżówki AfD stwierdził natomiast, że „każdy polityk postąpiłby tak, jak Hitler w 1939”. I tego ciągnące się skojarzenia z nazizmem partia chce się pozbyć, komentują obserwatorzy. Bo przecież nie można powiedzieć o partii, która ma własne koło żydowskie, że jest antysemicka i skrajnie prawicowa.

Czytaj także: Niemcy walczą z neonazistami i kibolami

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj