Świat

Nominacja Heather Nauert na ambasadora USA przy ONZ to zła wiadomość

Heather Nauert Heather Nauert EAST NEWS
Donald Trump ceni lojalność i talenty telewizyjne. Nominacja niedoświadczonej, za to uległej Heather Nauert to poza wszystkim wyraz tego, co prezydent USA myśli o ONZ.

Heather Nauert, mianowana przez prezydenta Donalda Trumpa na stanowisko ambasadora Stanów Zjednoczonych przy ONZ, zastąpi Nikki Haley, która niedawno oświadczyła, że jeszcze w tym roku chciałaby zrezygnować z pracy. Jeśli Senat zatwierdzi nominację Nauert, będzie ona wiodącym głosem administracji w sprawie polityki zagranicznej kraju. Pytanie, czy Heather Nauert się na tym zna i czy ma do tego kwalifikacje?

Czytaj także: Karuzela posad w ekipie Trumpa

Nowa ambasador USA przy ONZ bez większego doświadczenia w polityce

48-letnia Heather Nauert jest dziś rzeczniczką Departamentu Stanu. Objęła to stanowisko w kwietniu 2017 r., kiedy sekretarzem stanu był szef giganta petrochemicznego ExxonMobil Rex Tillerson. Po zwolnieniu Tillersona pozostała na stanowisku, ale już przy Mike′u Pompeo. Od marca do października tego roku pełniła obowiązki podsekretarza stanu ds. dyplomacji publicznej i spraw publicznych. Do niedawna nie miała więc żadnego doświadczenia w polityce.

Heather Nauert w obronie polityki Donalda Trumpa

Jest absolwentką renomowanego, uważanego za jeden z najlepszych w Stanach Zjednoczonych wydziału dziennikarstwa nowojorskiego Uniwersytetu Columbia. Wcześniej, od 1998 r., przez siedem lat była dziennikarką i reporterką telewizji Fox News. Już na początku kariery zasłynęła z ostrej krytyki prezydenta Billa Clintona w kontekście skandalu z Moniką Lewinsky.

Od 2005 r. przez dwa lata pracowała w telewizji ABC, w 2007 r. wróciła do Fox News. Prowadziła m.in. „Fox & Friends”, ulubiony telewizyjny talk-show Trumpa, w którym często broniła polityki obecnego rządu, np. ostrzegając przed szariatem albo dziećmi imigrantów. Przyjeżdżając do USA – przekonywała – imigranci mogą przenosić rozmaite choroby. Nauert jest też niedoścignioną obrończynią administracji prezydenta. Różni ją od Trumpa stosunek do dziennikarzy – wielokrotnie udzielała środowisku poparcia i opowiadała się za wolnością mediów.

Czytaj także: Trump zachował się niczym Putin wobec dziennikarki CNN

O Polsce w imieniu USA

Nauert wzywała do odpowiedzialności za masakrę cywilów Rohingja przez siły birmańskie, podczas gdy administracja amerykańska raczej jest ostrożna i zastanawia się, czy masowe zabójstwa można nazwać ludobójstwem. Trafiła na pierwsze strony gazet w czerwcu tego roku, kiedy mówiąc o silnej relacji Ameryki z Niemcami, wspomniała rocznicę lądowania wojsk alianckich w Normandii w czasie II wojny światowej.

Polacy zaś mogą ją kojarzyć z migawek z konferencji prasowych, kiedy prezentowała stanowisko USA w sprawie reformy sądów czy ustawy o IPN.

Najmniej wykwalifikowana ambasador USA przy ONZ

Ogłaszając tę nominację, Donald Trump podkreślił, że Nauert jest „bardzo utalentowana” i „bardzo inteligentna”. Ale czy ma to, czego potrzeba na stanowisku amerykańskiego ambasadora przy ONZ? Jest rzeczywiście sprawną dziennikarką i dobrze czuje się przed kamerą, ale jeśli Senat przegłosowałby jej kandydaturę, to zostałaby najmniej wykwalifikowaną osobą na stanowisku ambasadora USA przy ONZ.

W przeszłości funkcję tę pełnili uczeni, byli dyplomaci, wybitni politycy. Oczywiście zdarzały się osoby, które nie miały zbyt wielkiego doświadczenia w administracji rządowej, jak choćby Madeleine Albright, która była jednak naukowcem specjalizującym się w polityce zagranicznej (podobnie jak Jeane Kirkpatrick). Daniel Patrick Moynihan był z kolei socjologiem Uniwersytetu Harvarda, doradcą prezydenta i ambasadorem w Indiach. Andrew Young (wybrany przez prezydenta Jimmy′ego Cartera) nie miał doświadczenia w dyplomacji, ale miał w Kongresie. Nawet Nikki Haley, jako dawna gubernator stanu Karolina Południowa, może się pochwalić większym dorobkiem.

Donalda Trumpa stosunek do ONZ

Donald Trump ceni jednak lojalność i talenty telewizyjne. Nominacja niedoświadczonej, za to uległej Heather Nauert to też wyraz tego, co Trump myśli o ONZ – organizacji wykorzystującej USA, żerującej na amerykańskich funduszach, sponsorującej ciągnące się latami operacje pokojowe. Krótko mówiąc: najlepiej by było, gdyby Ameryka mogła z niej w ogóle wystąpić.

Czytaj także: USA wycofują się z Rady Praw Człowieka ONZ

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama