USA ograniczają swoją globalną rolę

Ameryka nam odpływa
Dymisja Jamesa Mattisa i odwrócenie się Donalda Trumpa od sojuszników na Bliskim Wschodzie może zwiastować nowy trend zmniejszania roli amerykańskich sił zbrojnych w odległych konfliktach. Nie jest to dobra perspektywa dla NATO, Europy ani Polski.
Czy Donald Trump zmieni doktrynę bezpieczeństwa międzynarodowego USA?
Navy Petty Officer 1st Class Dominique A. Pineiro/Chairman of the Joint Chiefs of Staff/Flickr CC by 2.0

Czy Donald Trump zmieni doktrynę bezpieczeństwa międzynarodowego USA?

Możemy mieć do czynienia z punktem zwrotnym w militarnym zaangażowaniu USA na świecie, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni przez ostatnie ćwierć wieku i dłużej. Obserwujemy wyraźne sygnały, że w wymiarze bezpieczeństwa międzynarodowego administracja 45. prezydenta przechodzi z okresu powstrzymywania się – czy też bycia powstrzymywaną – do zwolnienia hamulców, pozbycia się blokad i realizacji prawdziwej „doktryny Trumpa”.

Ogłoszona po półprzegranych wyborach uzupełniających do Kongresu decyzja prezydenta USA o wycofaniu wojsk z Syrii i pogłoski – niepotwierdzone jeszcze przez Biały Dom – o ich znacznej redukcji w Afganistanie już spowodowały trzęsienie ziemi w Pentagonie i dymisję sekretarza obrony Jamesa Mattisa. Niedługo nastąpić może redefinicja przyszłej roli NATO i podejścia Europy do własnego bezpieczeństwa, wymuszona przez mniejsze zaangażowanie USA lub jego brak. Wszystko to może mieć potężne skutki dla sytuacji wschodniej flanki NATO i Polski, których w świątecznej atmosferze jeszcze nie dostrzegamy.

Czytaj też: Nowy najważniejszy żołnierz Ameryki

Łatwiej wycofać, niż wysłać

Po pierwsze, dlatego że zawsze łatwiej wojska wycofać, niż je wysłać. Zawsze o wiele łatwiej przesunąć te już będące na misji, nawet poza właściwy im teatr operacji. O wiele trudniej nową misję utworzyć czy istniejącą powiększyć. W realiach USA do tej pory wymagało to wyznaczenia nowego celu politycznego, nowej kampanii przekonywania decydentów na Kapitolu i w Zachodnim Skrzydle Białego Domu, gdzie mieści się ośrodek kierowania polityką zagraniczną.

Apetyt na finansowanie nowych operacji i narażanie życia żołnierzy był zawsze mniejszy niż dążenie do oszczędzania wydatków i chronienia ludzi, chyba że za wojną lub misją sojuszniczą przemawiało bezpośrednie narażenie bezpieczeństwa lub jasno zdefiniowany interes USA. Łatwiej było, gdy rozkaz nowej misji wychodził od prezydenta i jego obozu politycznego. Teraz sytuacja jest szczególna: prezydent demonstruje niechęć do odgrywania przez USA roli światowego policjanta, już toczy potężny bój z kongresową opozycją, a w dodatku sam nie może być pewien bezwarunkowego poparcia partii, która wyniosła go do władzy.

Budując bazę dla reelekcji, przez najbliższe dwa lata będzie się raczej pokazywać z „naszymi chłopcami powracającymi do domu z bezsensownych wojen”. W tym czasie o jakąkolwiek nową misję USA, choćby w relatywnie bezpiecznych europejskich koszarach, może być niezmiernie trudno.

Czytaj też: 2018 r. na świecie nie tylko pod znakiem Trumpa

Europa sama z Bliskim Wschodem

Po drugie, dlatego że Europa została nagle z całym tym bliskowschodnim bałaganem sama, gdy innych kłopotów ma aż nadto. Europa – to brzmi dumnie, ale gdy chodzi o zdolności wojskowe, nie znaczy nic. Po wycofaniu Amerykanów z Syrii krajem najbardziej zaangażowanym zbrojnie na miejscu jest Francja. Już teraz bywa nazywana ostatnią nadzieją Kurdów i sygnalizuje, że jakoś się o nich zatroszczy.

Tyle że w operacji Chammal w Syrii i Iraku uczestniczy według danych z grudnia zaledwie 1,1 tys. francuskich żołnierzy, wliczając załogi samolotów i okrętów. Nie wystarczy ich do powstrzymania tureckiej ofensywy przeciwko Kurdom, zresztą powstrzymanie polegające na bezpośrednim użyciu broni oznaczałoby konflikt francusko-turecki.

W wymiarze strategicznym Donald Trump dał wolną rękę Turkom w Syrii, a więc próba zablokowania ich działań byłaby też nieuchronnie eskalacją europejsko-amerykańską. W wymiarze operacyjnym trzeba pamiętać, że Francja w różnego rodzaju misjach ma 30 tys. wojska, a nawet jeśli większość prowadzi na swoim terytorium i w terytoriach zamorskich, to jest to spory ciężar dla jej 200-tysięcznych sił zbrojnych.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj