Dlaczego nie można rozwiązać konfliktu izraelsko-palestyńskiego?
Gdzie Palestyńczyk po raz pierwszy spotyka Izraelczyka? W punkcie kontrolnym – mówi Mohammed Alatar, jeden z najważniejszych palestyńskich reżyserów filmów dokumentalnych.
Mur oddzielający terytorium Izraela od Zachodniego Brzegu. Kadr z filmu „Broken”
AdvocacyProductions Sàrl Geneva/materiały prasowe

Mur oddzielający terytorium Izraela od Zachodniego Brzegu. Kadr z filmu „Broken”

Jeden z posterunków między Izraelem z terenami palestyńskimi. Kadr z filmu „Broken”
AdvocacyProductions Sàrl Geneva/materiały prasowe

Jeden z posterunków między Izraelem z terenami palestyńskimi. Kadr z filmu „Broken”

Posterunek Kalandija na Zachodnim Brzegu
Anna/Flickr CC by 2.0

Posterunek Kalandija na Zachodnim Brzegu

Mohammed Alatar
AdvocacyProductions Sàrl Geneva/materiały prasowe

Mohammed Alatar

AGNIESZKA ZAGNER: – Z amerykańskim paszportem mógłby pan mieszkać niemal wszędzie na świecie, a wybrał pan Ramallah. Dlaczego?
MOHAMMED ALATAR: – Proszę wyjrzeć przez okno – palestyńskie Pola Elizejskie, mnóstwo knajpek, galerii, kino, wokół mnie mieszka sporo artystów, dobrze mi tutaj. Ale mówiąc poważnie, odwrotnie niż inni, którzy wyjeżdżają z powodu konfliktu, ja wróciłem tu właśnie ze względu na niego. Nie dorabiam do tego żadnych intelektualnych powodów, to po prostu moja codzienność. Urodziłem się w obozie w Jordanii, od wczesnego dzieciństwa zadawałem pytania, dlaczego tu jesteśmy, dlaczego potrzebujemy specjalnego pozwolenia, by wyjechać z obozu. Moje filmowanie zaczęło się właśnie wtedy – od pytań. Bardzo chciałem też pokazać ludziom z zewnątrz, jak wygląda życie w środku. Przed 12. urodzinami ojciec zapytał mnie, co chciałbym dostać w prezencie, poprosiłem o aparat fotograficzny. To było poza jego finansowym zasięgiem, dostałem więc plastikowy, oczywiście kompletnie nienadający się do użytku, ale ja udawałem, że robię nim zdjęcia kolegom, w głowie układałem sobie te obrazy. Dopiero po latach sam kupiłem sobie aparat.

Jak to się stało, że pana rodzina znalazła się w Jordanii?
Mój rodzinny dom jest tutaj, w Dżeninie na Zachodnim Brzegu. Dziadek miał też dom po jordańskiej stronie w Irbid – zresztą wszystko wtedy było kontrolowane przez Jordanię, to było de facto jedno państwo. Wojna 1948 r. zastała go w Jordanii, został tam. Rodzice znali się jeszcze stąd, ale spotkali znowu w Jordanii – mój ojciec służył w wojsku, mama potrzebowała jakiejś urzędniczej pomocy, tak nawiązali kontakt. Potem dziewięcioro dzieci, typowa palestyńska rodzina, dziś moje rodzeństwo rozsiane jest po świecie. Ale wtedy, jako nastolatek, byłem bardzo wściekły, irytowała mnie nasza inność, pytania sprzedawcy w sklepie, czy jestem Jordańczykiem czy Palestyńczykiem. Nie miałem poczucia, że jestem u siebie, chciałem podróżować. Gdy miałem 15 lat, sfałszowałem podpis ojca pod wnioskiem o paszport i z 50 dol. w kieszeni pojechałem z kolegą do Bagdadu. Zadzwoniłem stamtąd do mamy, która ostrzegła mnie, że po powrocie dostanę od ojca w skórę. Ale to nie było istotne, chciałem wyrwać się stamtąd, zobaczyć coś innego. Okazało się, że to „inne” było bardzo podobne – ten sam język, ta sama kultura, ale miasto wspaniałe, żałuję, że Amerykanie je zniszczyli.

O dużej polityce jeszcze porozmawiamy, mnie interesuje, co pana ukształtowało.
Na początku byłem komunistą, chociaż jeszcze niewiele z tego rozumiałem, wystarczało mi, że stoimy po stronie biednych i ciemiężonych, poza tym nikt tam nie pytał, skąd jestem. Na studiach w Jordanii zacząłem więcej czytać, ale na drugim roku popadłem w konflikt z prawem – miesiąc w więzieniu, miesiąc poza. To był skutek demonstracji, w których nieustannie uczestniczyłem. Mam wrażenie, że byliśmy pierwszą grupą, która zaczęła domagać się monarchii konstytucyjnej – wtedy patrzyli na nas jak na wariatów, kompletnie nie rozumiejąc, o co nam chodzi. Wówczas moim bohaterem był Mandela, podziwiałem go zwłaszcza za to, że był gotów latami siedzieć w więzieniu, bo nie chciał wyrzec się walki bez przemocy. Pochłaniałem mnóstwo książek, chociaż nie stać było mnie na ich kupno, sprzedawcy pozwalali czytać mi na miejscu.

Nadal jest pan komunistą?
Nie, to już dawno poza mną. Dziś jestem raczej działaczem na rzecz praw człowieka, nie należę i nie chcę należeć do żadnej palestyńskiej partii. W przeszłości łatwo było mi utożsamiać się z towarzyszami niedoli, szukałem podobieństw – dlatego tak bliska była mi Republika Południowej Afryki, zastanawiałem się, kto jeszcze cierpi tak jak my. Przełomem było odkrycie przeze mnie Holokaustu.

Odkrycie? Przecież cały świat zna to określenie i wie, co się pod nim kryje.
Wystarczy mieszkać tutaj – ten temat nie istnieje w mediach, w szkole, w filmach, o tym się po prostu nie mówi. Trzeba naprawdę się wysilić, żeby się dowiedzieć. Ja sam dowiedziałem się dopiero jako dorosły człowiek. Kiedy wyjechałem na studia do Stanów, potrzebowałem dobrego prawnika, by załatwić sprawy urzędowe, przyjaciel z tajemniczym uśmiechem polecił mi jednego z najlepszych w Chicago, okazało się: Żyda. Miałem już wtedy 23 lata i do tej pory nie spotkałem żadnego Żyda. Nie wiedziałem, jak wygląda Żyd, ale byłem przekonany, że inaczej niż my. Na spotkaniu dosłownie trząsłem się, kiedy uścisnęliśmy sobie dłonie. Zapytał, skąd jestem. Zwykle na to pytanie odpowiadam, że z Jordanii, żeby uniknąć wszelkich rozmów o polityce, jednak tam spojrzałem mu w oczy i powiedziałem, że jestem z Palestyny. Zapytał, gdzie to jest, odparłem, że wy nazywacie to Izraelem, my Palestyną. Podziękowałem mu i powiedziałem, że go nie wynajmę. I tu mnie zaskoczył – zaczął mówić do mnie płynnie po arabsku. Powiedział też, że nie tylko jest Żydem, ale również Izraelczykiem, że mieszkał w arabskim mieście Umm al-Fahm, bo nie mógł znieść mieszkania wśród swoich. Do pokoju weszło kilku młodych prawników, wszyscy byli Żydami. Wtedy przypomniałem sobie, że kolega w obozie mówił, że Żydzi mają duże nosy – popatrzyłem na nich i okazało się, że osobą z największym nosem w tym gronie jestem ja.

To uświadomiło mi, że skoro z głupim nosem się myliłem, to w ilu jeszcze sprawach mogę nie mieć racji? Następnego dnia poszedłem do mojego profesora na uczelni i poprosiłem o polecenie mi najlepszej książki na temat historii Żydów. Przez kilka kolejnych lat zajmowałem się głównie tym, chciałem dowiedzieć się jak najwięcej, ale mimo to nie wyobrażałem sobie, że mogę np. zaprzyjaźnić się z Żydem. Długo traktowałem Żydów jako „innych”, chociaż nie traktowałem w ten sposób chrześcijan. Nagle coś się we mnie otworzyło, zacząłem aktywnie udzielać się w dyskusjach na temat konfliktu palestyńsko-izraelskiego, chciałem dosłownie poznać wszystkich Żydów w Ameryce. Ale mówiąc szczerze, nie było mi łatwiej – musiałem mierzyć się z obiema narracjami, rozumiałem, jak to się stało, że pojawili się tutaj, z drugiej miałem naszą, palestyńską okupację. Ten rozziew pozostanie ze mną chyba do końca życia.

Żyd, Izraelczyk pozostanie wrogiem?
Żyd i Izraelczyk to nie są tożsame pojęcia. W Stanach zacząłem mieć coraz większy kontakt ze studentami żydowskiego pochodzenia, ale też Izraelczykami. Poznałem fantastycznego człowieka działającego na rzecz izraelsko-palestyńskiego pokoju, uważałem go za niezależnego mediatora, z czasem dowiedziałem się, że jest Żydem, przyjechał z Litwy do Stanów w czasie Holokaustu jako dwuletnie dziecko. Zapytałem go, dlaczego mi wcześniej nie powiedział, że jest Żydem. „A czy ty rozgłaszasz wszem wobec, że jesteś muzułmaninem?” – odparł. Kiedyś wręczył mi książkę o swojej rodzinie. Powiedziałem mu, że jeśli to o Holokauście, to mam już dość tego tematu, zdziwił się, że tyle o tym przeczytałem.

Co się zmieniło, kiedy już się pan dowiedział o Holokauście?
Wtedy odwróciło się całe moje postrzeganie świata. 6 mln Żydów zostało zamordowanych. Jak to – ci potężni, supersilni? Jak to było możliwe? Ale tak naprawdę zrozumiałem, co się stało, kiedy poprosiłem mojego przyjaciela z Monachium, by zabrał mnie do jednego z obozów – w Dachau cała okrutna prawda stanęła mi przed oczami. Nie mogłem uwierzyć, że to w ogóle było możliwe, że człowiek może zrobić coś takiego drugiemu człowiekowi. Podczas lotu do Ammanu walczyłem ze sobą – zrozumiałem, jak strasznie potraktowano ten naród, z drugiej strony oni też nas okrutnie traktują, czułem jednocześnie współczucie i gniew.

Czytaj także: Dlaczego beduińska wioska musi zniknąć

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj