Świat

Kultura strachu. Koronawirus obnażył nasze lęki

Protest przeciwko lockdownowi w Berlinie Protest przeciwko lockdownowi w Berlinie Sean Smuda / Zuma Press / Forum
Bezpieczeństwo staje się celem samym w sobie. Celem, którego nie da się osiągnąć, bo zawsze coś nam będzie grozić – mówi brytyjski socjolog Frank Furedi.

MAREK RYBARCZYK: – W swojej najnowszej książce pisze pan o dominacji „kultury strachu”. Reakcja na koronawirusa ją potwierdza. Z drugiej strony ta epidemia to przecież dziesiątki tysięcy ofiar.
PROF. FRANK FUREDI: – Moja analiza właśnie teraz się potwierdza. Strach, o którym piszę, to dominujący nastrój, nie tylko obawa przed czymś konkretnym. „Kultura strachu” w dużym stopniu wyjaśnia, dlaczego rządy i społeczeństwa zareagowały teraz tak gwałtownie. Bo nie zawsze tak było. W 1918 r., podczas pandemii grypy hiszpanki, prezydent USA Woodrow Wilson nie poświęcił temu nawet jednego wystąpienia. Temat uznawano za medyczny, a nie polityczny. Dziś jesteśmy na drugim krańcu. Bardziej obawiam się skutków naszej reakcji na pandemię niż samego wirusa.

Czytaj też: Czego się o sobie dowiedzieliśmy po kilku tygodniach izolacji

Dlaczego?
Bo pandemia wypuściła dżina z butelki: potężne siły kulturowe, których nic już niemal nie ogranicza. Mam na myśli trend ciągłego snucia skrajnych scenariuszy, ciągły strach, szczególnie w zachodniej, ale i we wschodniej Europie. Wypływa on z celebrowania bezpieczeństwa jako podstawowej wartości nadającej sens życiu. Bezpieczeństwo staje się celem samym w sobie, którego nie da się osiągnąć, bo zawsze coś nam będzie grozić. To samonapędzający się mechanizm histerii.

Terroryzm, katastrofa klimatyczna, emigracja – wszystko, o czym pan pisze w artykułach i książkach, w XXI w. powodowało napięcia i prowadziło m.in. do ograniczeń wolności. Kryzys związany z koronawirusem padł na podatny grunt?
Tak. Dlatego wszystkie rządy – prawie wszystkie, bo mamy szwedzki wyjątek – zaczęły się zachowywać podobnie, wprowadzając kolejne ograniczenia. Mało kto był gotów kwestionować tę narrację.

Dzięki restrykcjom udało się ocalić wiele tysięcy istnień. Może to niewielka cena?
Tyle że rząd Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkam, zaczyna się obawiać, że wielu ludzi będzie się bało wrócić do normalnego funkcjonowania. Retoryka strachu przed wirusem stała się psychologicznie obezwładniająca. Kto wie, jakie będą tego długofalowe skutki, np. dla młodego pokolenia.

Lekarstwo staje się groźniejsze od choroby?
Że leczenie chorób tak się kończy, wiedzieli już starożytni filozofowie. Wciąż jednak jestem optymistą i mam nadzieję, że wirus nie zmieni biegu cywilizacji. W grę wchodzą fundamentalne wartości. Na szczęście wielu ludzi rozumie, że jeśli rząd zabierze nam nasze wolności, to zwykle bardzo trudno je odzyskać. A inni chcieliby pójść jeszcze dalej. Możemy więc obudzić się w świecie, który zacznie przypominać koszmar. Z pewnością koronawirus wzmocni tendencje kultury strachu, doprowadzając do konfliktów i podziałów.

Czytaj też: Upadają mity. Wirus okazał się bombą mentalną

Dlaczego wirus przyniósł tak fatalne skutki gospodarcze i społeczne? W 2017 r. z powodu grypy w Wielkiej Brytanii zmarło kilkadziesiąt tysięcy osób i mało kto się tym przejął.
Strach wywołała pandemia. Ebola zaatakowała w Afryce, wirusy atakują w Azji. Ten jest inny, swobodnie i szybko przenika przez granice na całym świecie. Rządy prześcigały się w pesymizmie, wybuchła panika, media budowały coś w rodzaju hollywoodzkiego horroru. Władze, w większości bardzo słabe, ukrywały się za fartuchami naukowców, a naukowcy nie mają w zwyczaju mówić jednym głosem. Oni także boją się ryzyka i utraty autorytetu, każdy ma trochę inne zdanie.

Na Węgrzech i w Polsce reakcja była radykalna. Węgierski rząd cofnął się do metod z epoki komunizmu.
To prawda, wielu moich przyjaciół w środkowej Europie zachowuje się jak konserwatywni dziadkowie z socrealizmu. Obsesyjnie wpatrzeni w komunikaty władz, studiują każde doniesienie, nie wychodzą z domu na krok. Wydawało mi się, że społeczeństwa tej części świata nie są już podatne na takie myślenie. Byłem w Budapeszcie tuż przed lockdownem i obserwowałem te reakcje z ogromnym zaskoczeniem. Jakby ktoś odmroził bakcyla nieufności ze społeczeństwa czasów komunizmu.

Jakie skutki dla społeczeństw może mieć wielomiesięczny stres i konfrontacja z wirusem?
To rodzaj tortury dla umysłu, dla naszej kultury, która zmienia się dramatycznie. Ale przecież tak być wcale nie musi.

Mamy się nie bać? Wbrew wszystkiemu?
Znam wielu ludzi, którzy nie poddają się takim nastrojom. Moja żona mówi codziennie przy śniadaniu, że świat zwariował. Nie powinniśmy dać się zwariować. Mam znajomych, którzy marzą o powrocie do pubów, rozmowach, kontaktach z innymi i nie mają wcale zamiaru z nich zrezygnować. Mają rację. Przez wirusy umierają co roku tysiące ludzi na świecie. Przeżyliśmy HIV, przeciw któremu wciąż nie ma szczepionki, a przecież nauczyliśmy się ograniczać jego skutki. Świat nie stanął w miejscu.

Co konkretnie mielibyśmy robić?
Powinniśmy reagować z umiarem, tak jak np. rząd Szwecji czy odsądzane od czci i wiary władze Dakoty Południowej – iść do przodu, podejmując oczywiście szereg działań zaradczych, nie zatrzymując jednak całkowicie normalnego biegu życia. Koronawirus to poważna groźba, ale tylko groźba, a nie scenariusz zagłady. Nie wolno wylewać dziecka z kąpielą.

Czytaj też: Wszędzie pełno informacji o wirusie. Czają się pułapki

Możemy liczyć na klasę polityczną?
W bardzo niewielkim stopniu. Koronawirus nawiedził nas w epoce bardzo kiepskich przywódców, i to niemal na całym świecie. W takich czasach potrzebujemy polityków, którzy powinni zainspirować i prowadzić; ludzi, którym można ufać. Tyle że ich nie mamy.

A media?
Z pewnością nie potrzebujemy mediów, których obsesją stała się śmierć. Nie jesteśmy jako społeczeństwa tak pewni sensu życia jak kiedyś, gdy nadawała go religia. Nie mamy jasnych kryteriów moralnych. To sprawia, że nasz strach o to, co mamy, a co możemy stracić z dnia na dzień, staje się o wiele bardziej przemożny.

Dotąd był to jednak strach jednostek, a nie społeczeństw. W przypadku ataków terrorystycznych nabierał szerszych rozmiarów, mimo że ryzyko stania się ich ofiarą było i jest znikome. Teraz coś się zmieniło. Po raz pierwszy od lat 50. XX w., kiedy świat żył w cieniu wojny nuklearnej, cała cywilizacja staje przed jednym i tym samym wyzwaniem.

Czy zatem świat zwariował?
Ujmę to inaczej. Jesteśmy zdezorientowani, straciliśmy kierunek. Przyjęliśmy defensywą postawę, tak bardzo nie umiemy spojrzeć dalej, ponad bieżące zagrożenie, że zmieniliśmy problem zdrowotny w kryzys egzystencjalny naszej cywilizacji. Za jakiś czas historycy studiujący naszą epokę potraktują to, co robimy, ze sporym zdumieniem.

Czytaj też: Czy grozi nam kwarantannowy bunt?

Prof. Frank Furedi, brytyjski socjolog pochodzenia węgierskiego, wyemigrował na Zachód po 1956 r. Napisał wiele książek o historii i socjologii strachu. Był długo związany z radykalną lewicą w Wielkiej Brytanii. Wykłada na Uniwersytecie Kent. Jego ostatnia książka „How Fear Works. Culture of Fear in the 21st Century” ukazała się półtora roku przed wybuchem epidemii koronawirusa.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Psi umysł

Nie my udomowiliśmy psy. One zrobiły to same i dzięki temu, pod pewnymi względami, stały się bystrzejsze od szympansów.

Marcin Rotkiewicz
01.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną