Świat

Sąd holenderski kontra władza polska. Sprawa w TSUE

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu Alexandre Marchi / Forum
Sąd z Holandii ma wątpliwość, czy można wydawać Polsce aresztowanych na terenie UE, jeśli jej wymiar sprawiedliwości traci niezależność. Polska wiceminister sprawiedliwości zarzuciła mu mieszanie się w spory polityczne.

Trybunał Sprawiedliwości UE rozpoznawał dziś pytania prejudycjalne (czyli prośby o wiążącą wykładnię prawa Unii) od sądu w Amsterdamie. Wstrzymał on we wrześniu wszystkie ekstradycje do Polski dokonywane w ramach szybkiej i zakładającej wzajemne uznawanie orzeczeń procedury europejskiego nakazu aresztowania (ENA).

Czytaj też: Praworządność pod lupą. Polska i Węgry na widelcu UE

Test irlandzki, pytanie holenderskie

Problem z wydawaniem ściganych do Polski już wcześniej podniósł sąd z Irlandii. W odpowiedzi TSUE w 2018 r. zalecił dwuetapowy test. Po pierwsze sprawdzanie, czy w Polsce (lub innym państwie UE) jest ogólnie zagrożona niezależność sądownictwa, a po drugie – czy rodzi to ryzyko braku rzetelnego procesu w przypadku konkretnej osoby z ENA. Dopiero podwójne „tak” ma prowadzić do odmowy wydania ściganego.

Sędziowie z Amsterdamu teraz pytają TSUE, czy od 2018 r. zmiany sądowe nie zdegenerowały polskiego systemu tak mocno, że należałoby odmówić wydania Polaków już bez drugiego etapu „testu irlandzkiego”.

Wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowska odrzucała dziś w TSUE wszystkie zarzuty wobec stanu praworządności w Polsce, ale i oskarżyła holenderskich sędziów o angażowanie się w politykę, powołując się na twierdzenia z mediów. I szeroko cytowała orzeczenie warszawskiego Sądu Okręgowego sprzed paru tygodni, który odrzucił europejski nakaz aresztowania z Holandii. W tej sprawie chodzi o niepolską parę z Holandii, która wywiozła do Polski syna z autyzmem (powinien przebywać w ośrodku po odebraniu go rodzicom wskutek zaniedbania). „Sąd w Warszawie odmówił przekazania tych osób objętych ENA do Holandii. Stwierdził, że wobec sądu holenderskiego zachodzą podejrzenia działania z motywów politycznych i ideologicznych” – tłumaczyła Dalkowska, nie wdając się w szczegóły sprawy.

Czytaj też: Iustitia publikuje listę prześladowanych sędziów i prokuratorów

Mrożąca Izba Dyscyplinarna

Przedstawiciele Komisji Europejskiej, a także władz Belgii i Irlandii (dobrowolnie przyłączyły się do sprawy), przekonywali dziś, że TSUE powinien pozostać przy dwuetapowym „teście Celmera” (nazwa wzięła się od sprawy irlandzkiej), czyli przy rozpatrywaniu ENA każdorazowo sprawdzać ryzyko braku rzetelnego procesu w przypadku konkretnej osoby w konkretnym sądzie.

Jednak TSUE w 2018 r. orzekł, że takie precyzyjne sprawdzanie powinno się dokonywać w dialogu między sądem wnioskującym a zatwierdzającym ENA. A holenderski prokurator Kasper van der Schaft przypominał dziś w Luksemburgu, że polskie sądy często nie odpowiadają na pytania z Holandii albo odpowiadają w sposób różny nawet co do liczb i faktów. Również w sprawach Polaków podejrzanych o handel narkotykami i oszustwa, które dały początek rozpatrywanym dziś pytaniom prejudycjalnym, z Polski nadeszły odpowiedzi zaledwie na część z ośmiu pytań od sądu holenderskiego zajmującego się ENA. „A co w razie naruszeń systemowych tak rażących, że powstaną pytania, czy można z reguły ufać odpowiedziom od sądów z danego kraju?” – pytał dziś Chorwat Sinisza Rodin, członek 15-osobowej Wielkiej Izby TSUE.

Kluczowym punktem dyskusji w Trybunale był dziś system dyscyplinujący sędziów oraz działanie stworzonej przez PiS Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Przedstawicielka władz Holandii apelowała do TSUE o doprecyzowanie poprzedniego orzeczenia w sprawie ENA, bo wydano je m.in. przed powołaniem Izby Dyscyplinarnej. „Stwierdzenie ryzyka dla niezależności sądów nie musi być jednoznaczne z odmową wydania ściganych. Ale trzeba brać pod uwagę, że ten system dyscyplinarny ma efekt mrożący” – mówiła Mielle Bulterman.

Czytaj też: „Kolejne czerwone linie przekroczone”. O Polsce w Brukseli

Cyniczny argument Polski

Dalkowska przekonywała w Luksemburgu, że ewentualne zredukowanie „testu Celmera” do jednego etapu dawałoby sądom jednego kraju (np. Holandii) możliwość wykluczenia Polski z całego systemu europejskiego nakazu aresztowania. A w Unii – jak przekonywała – decyzje o takim zawieszaniu praw krajów UE mogą być dokonywane tylko w ramach postępowania z art. 7.

„Argument o art. 7 jest najbardziej cyniczny. Polska wie, że to postępowanie jest uzależnione od politycznego głosowania, w którym może liczyć na Węgry. To nie może być droga do zachowania prawa do należytego procesu” – przekonywał już na początku rozprawy Michiel De Bruijn, adwokat jednego z Polaków.

Rzecznik generalny TSUE Manuel Campos Sanchez-Bordona zamierza 12 listopada przedstawić swoją „opinię”, czyli rekomendację co do orzeczenia TSUE.

Czytaj też: Chcą wyrwać zęby wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości UE

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną