Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Szepty polityków. Co wiemy z ujawnionej rozmowy Macron–Putin

Prezydent Francji Emmanuel Macron Prezydent Francji Emmanuel Macron Słuzba prasowa Prezydenta Federacji Rosyjskiej / Wikipedia
To historia o tym, jak Putin przerabiał Macrona na zimno i jak chyba wyleczył go z dziecięcej nadziei, że można barbarzyńcę cywilizować.

Susan Walsh, znana amerykańska fotoreporterka, pstryknęła fotkę przed wczorajszym posiedzeniem Grupy G7 w Elmau w Bawarii: Emmanuel Macron i Joe Biden idą objęci ramionami, przy czym Macron – zasłaniając usta ręką – szepce coś do ucha prezydentowi USA. Welsh sprytnie zaszła przywódców od tyłu: usta więc widać, ale owego „czegoś” nie słychać. Co najważniejsi politycy mówią sobie bez świadków i tzw. note-takerów (zobowiązanych do zachowania tajemnic państwowych stenografów dokumentujących tok dyplomacji) – tego się zapewne nigdy nie dowiemy, bo prezydenci rzadko się z takich spraw komukolwiek zwierzają. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi jakiś podstęp, strach przed opinią publiczną czy spisek personalny.

Czytaj też: Dlaczego Putin stracił cierpliwość i zaatakował

Putin na drodze szalbierstwa

Ale nawet negocjacje bezpośrednie, te protokołowane – takie jak wielogodzinne rozmowy Macrona z Putinem – pozostają zwykle zapisem zamkniętym na lata bądź na zawsze w sejfach kancelarii państwa. Czasem tylko ktoś z doradców powie, że wymyślano sobie albo grożono.

Z tym większą ciekawością czytamy protokół z dziewięciominutowego fragmentu rozmowy z Putinem przeprowadzonej na cztery dni przed brutalną agresją Rosji, w którą Macron zapewne nie wierzył. Francuska stacja telewizyjna Antenne 2 nada w czwartek film dokumentalny przygotowany wokół tych poufnych francusko-rosyjskich kontaktów.

Widzimy w protokole, jak Putin łączy ugrzecznione formułki z ironią i jawnym kłamstwem. Kłamie bez żenady, np. tłumaczy Macronowi, że prezydent Zełenski mówił dzień wcześniej, iż Ukraina powinna pozyskać broń jądrową. Kiedy Macron protestuje, Putin oznajmia: „okłamują cię”. Nawiasem mówiąc, prezydenci są ze sobą „na ty”. Czy wypada być „na ty” ze zbrodniarzem bez sumienia, to osobna kwestia. Nie krytykuję tu Macrona. Widać z przebiegu rozmowy, że wkłada wiele wysiłku, by Rosjanina uspokoić i skłonić do wstrzemięźliwości.

Ale Putin – o czym Macron jeszcze nie wie – już poszedł daleko na drodze szalbierstwa. Pod koniec opublikowanego fragmentu, kiedy prezydent Francji namawia go do bezpośredniego spotkania z Bidenem, Rosjanin przyrzeka, że się zastanowi, i mówi: „Wielką odnoszę przyjemność z rozmów z tobą, ponieważ jesteśmy w relacjach zaufania”. Słyszycie? Zaufania! Tuż przedtem – na bezpośrednie pytanie Macrona, czy wojska rosyjskie zmasowane na granicy z Ukrainą kończą „tego samego wieczora”, czyli w dniu rozmowy, owe „manewry wojskowe” – Putin odpowiada, że tak, „prawdopodobnie tego wieczora”. Niespełna cztery doby potem dochodzi do agresji, która przecież nie mogła być podjęta bez długofalowego przygotowania.

Ciekawe, jak potoczyła się kolejna rozmowa, już po agresji i po okrucieństwach w Buczy? Czy Macron powiedział Putinowi: „Wołodia, nie rób ze mnie idioty”, albo: „Czy dociera do ciebie, że jesteś zbrodniarzem?”? Albo czy Putin powiedział mu wprost: „Gówno mnie obchodzi, co tam sobie o mnie opowiadacie!”, albo: „Jeszcze zobaczysz, do czego jestem zdolny!”, czy może wreszcie: „Nie podskakuj, bo i tobie przyp…”. Czy też po prostu zasłonił się eleganckim kłamstwem, np.: „Wcale nie chciałem wkraczać na Ukrainę, ale mój wywiad doniósł, że faszystowski, bezprawny rząd Zełenskiego szykuje atak bombowy na Cerkiew Świętego Zbawiciela w środku Moskwy”. Najbardziej pasjonujące dla obserwatorów byłoby wiedzieć, jaką naukę wyciągnął Macron z tamtej rozmowy, zwłaszcza słów o zaufaniu między nimi, tuż przed rosyjską agresją.

Michał Fiszer w rozmowie z „Polityką”: Trzecia wojna już trwa

Czy inna polityka wobec Rosji była możliwa

Znany pisarz i dziennikarz amerykański Bob Woodward, który przez ćwierćwiecze zajmował się raportowaniem codziennej polityki tworzonej w Białym Domu, napisał m.in. ogromną książkę „Shadow. Five Presidents and the Legacy of Watergate” (czyli „Pięciu prezydentów i dziedzictwo Watergate”). Dokumentuje w niej, jak kolejni amerykańscy prezydenci po Richardzie Nixonie nie rozumieli skali nieufności, a nawet zdrady, jaką pozostawił po sobie Nixon w aferze Watergate, kiedy podjął skrytą próbę obalenia przeciwników. Oczywiście porównania amerykańskich głów państwa z Putinem byłyby absurdalnym nieporozumieniem. Chodzi mi o to, że nawet politycy najwyższego szczebla nie są na ogół przygotowani do zdrad i brutalności w stosunkach zagranicznych. Bodaj ten sam Woodward czy jego kolega z wytropienia afery Watergate Carl Bernstein ubolewali, że dziennikarze – i kandydaci na prezydentów – wiedzą zaledwie 2 proc. z tego, co o tajemnicach polityki warto by wiedzieć dla ogólnego pożytku. Zresztą jeśli to prawda, to i tak nie wiadomo, czy w stosunkach z brutalnym dyktatorem rozmowy mogą w ogóle przynieść skutek. W każdym razie Woodward pisał, że media powinny grzebać nieustannie i głębiej w tym, co politycy robią. To trudne w krajach demokratycznych, a w dyktaturach – zgoła niemożliwe.

Spotkania G7 były pomysłem francuskiego prezydenta Valery’ego Giscarda d’Estaing. Chciał, by przywódcy najważniejszych krajów Zachodu mogli wieczorem przy kominku na Zamku w Rambouillet pod Paryżem wymienić prywatne i szczere uwagi o polityce międzynarodowej. Miało to być naprawdę poufne, bez prasy i rozgłosu, by właśnie zapewnić szczerość i zaufanie. Dziś – bez prasy i rozgłosu – to niemożliwe. Każdy, nawet najuczciwszy polityk gra nie tylko z partnerami, ale i własną opinią publiczną. Gra z nią bywa nawet ważniejsza. Stopień szczerości wobec partnerów musi być wtedy niższy. Chyba że im się zwierza: „Chcę dotrzymać wam obietnic, jednak będę mówił co innego u siebie w kraju niż tu wam, bo mam wybory i muszę oszukiwać. Bądźcie cierpliwi”.

To jeszcze pół biedy, ale przypomnijmy sobie, iż w ubiegłym dziesięcioleciu Putin był doproszony do G7 i przez kilka lat funkcjonowało G8. Rozmowy poufne i w wąskim gronie. Należałoby zobligować ówczesnych przywódców, żeby napisali zeznania, co też wiedzieli i co myśleli o tym dyktatorze.

Bo dalej trudno ocenić, czy inna polityka wobec Rosji była możliwa i czy istniała jakaś szansa na uniknięcie dzisiejszej tragedii.

Anne Applebaum dla „Polityki”: Rosję trzeba pokonać

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną