Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Hiszpania kontra Maroko. Dlaczego ten mecz wzbudził kontrowersje?

Kibice z Maroka przed meczem z Hiszpanią w Katarze, 6 grudnia 2022 r. Kibice z Maroka przed meczem z Hiszpanią w Katarze, 6 grudnia 2022 r. Matthew Childs / Reuters / Forum
Spotkanie tych drużyn budzi spore kontrowersje, a w tle pobrzmiewają echa kolonializmu, religijnych napięć i hiszpańskiej wojny domowej. Maroko wyeliminowało rywala z dalszych rozgrywek w mundialu. Powtórzy się scenariusz po meczu z Belgią?

Już składy drużyn pokazały punkty zapalne – Maroko przywiozło na mistrzostwa w Katarze najwięcej zawodników urodzonych poza jego granicami. Na 26 piłkarzy kadry pod inną flagą urodziło się 14, w tym największe gwiazdy: w Holandii przyszli na świat Hakim Ziyech i Sofyan Amrabat, Hiszpanem z urodzenia jest Achraf Hakimi, najbardziej rozpoznawalny marokański piłkarz. Zawodnicy mają pełne prawo reprezentować kraj swoich przodków, ale piłkarsko wykształciła ich Europa. Trenerzy nie byli w stanie przekonać ich do gry dla barw swoich państw, występowali najwyżej w kadrach juniorskich.

Powodów był cały wachlarz: presja rodzin, kwestie kulturowe, wreszcie rasizm odczuwany przez afrykańskich piłkarzy na wczesnych stadiach ich karier. A efekt dało się zobaczyć już w rundzie grupowej: Maroko dość niespodziewanie pokonało 2:0 Belgię, która ostatecznie odpadła z turnieju. 6 grudnia wyeliminowało Hiszpanię, pokonując ją w rzutach karnych 3:0.

Hiszpania boi się rozróby

Po meczu z Belgią emocje związane z futbolem przeniosły się szybko poza boisko. W Brukseli, jednym z europejskich miast z największą marokańską mniejszością, wybuchły zamieszki. Fani reprezentacji Maroka wszczęli burdę na jarmarku świątecznym i starli się z policją. Według informacji dziennika „Le Soir” aresztowano dziesięć osób. Spalono jeden samochód i kilka elektrycznych hulajnóg, sytuację próbowało opanować stu funkcjonariuszy. Centrum miasta otoczył kordon służb bezpieczeństwa, stanęło kilka linii miejskiej komunikacji.

Hiszpanie obawiali się, że dziś wieczorem, bez względu na wynik meczu, dojdzie do podobnych rozrób. Władze w Barcelonie postawiły w stan gotowości oddziały interwencyjne policji z grupami mającymi doświadczenie w starciach z demonstrantami. Co prawda po meczu z Belgią marokańscy kibice świętowali na starówce stolicy Katalonii, obyło się bez przemocy i niszczenia mienia prywatnego, ale tym razem ratusz szykuje się na inny scenariusz. Podobnie zabezpieczyli się samorządowcy w Walencji, Murcji i Almerii, miastach ze sporą marokańską diasporą. Do zachowania spokoju wzywają też dyplomaci Królestwa Maroka – komunikat w tej sprawie opublikowano na stronie konsulatu generalnego w Almerii. Biorąc pod uwagę, że w Hiszpanii mieszka ponad 870 tys. obywateli tego kraju, nie da się niczego wykluczyć.

Czytaj też: Poeci na Saharze walczą o niepodległość

Mecz o Andaluzję

Takie spotkania zawsze wpisują się w szerszy kontekst kulturowy, a i sam katarski mundial jest bodaj najbardziej upolityczniony w historii. Relacje Maroka z Hiszpanią są napięte praktycznie od początku istnienia obu tych suwerennych podmiotów. W hiszpańskim prawicowym internecie roi się od komentarzy na temat kolonialnego dziedzictwa imperium w Afryce Północnej. W Maroku, które w 1912 r. zostało protektoratem europejskich potęg, Francji i Hiszpanii, pamięć o tych wydarzeniach wciąż jest żywa. Tak samo jak nawiązania do czasów, gdy południe Półwyspu Iberyjskiego nosiło jeszcze nazwę „al-Andalus” i było pod kontrolą muzułmańskich władców. W takie tony uderzają użytkownicy mediów społecznościowych, podkreślając, że we wtorek rozgrywa się „mecz o panowanie nad Andaluzją”.

Inną kwestią zapalną jest okupacja Sahary Zachodniej, którą Hiszpanie prowadzili aż do 1975 r. Maroko również rości sobie pretensje do tej części Afryki. Hiszpanie, wycofując się, zażądali referendum w sprawie przynależności tych terenów, czego z kolei nie chciał uznać król Maroka Hassan II. Dlatego wysłał tam ok. 20 tys. żołnierzy i ponad 300 tys. cywilnych osadników, wywołując partyzancki konflikt z Frontem Polisario, nacjonalistycznym ugrupowaniem rdzennych mieszkańców. Spór o przynależność Sahary Zachodniej nie został rozstrzygnięty do dziś i jest jednym z najdłużej toczących się konfliktów zbrojnych na świecie.

Czytaj też: Mocarstwa kolonialne w Afryce

Maroko ma pretensje

Do długiej listy resentymentów dochodzi kwestia Ceuty i Melilli, dwóch hiszpańskich enklaw na terenie Maroka. To prawdopodobnie najbardziej wyraźna pozostałość kolonialnych ambicji Hiszpanii. A w bieżącym klimacie politycznym – newralgiczny punkt na migracyjnej mapie Europy. Przez oba terytoria w niebezpiecznych karawanach przedostaje się na Stary Kontynent wielu mieszkańców Afryki. Tu też jest wątek piłkarski – w ten sposób na Półwysep Iberyjski z Ghany trafili rodzice Nico Williamsa, urodzonego w Bilbao reprezentanta Hiszpanii. Przeszli razem przez słynny betonowy mur, oddzielający hiszpańskie enklawy od afrykańskiego lądu.

Marokańczycy chcą odzyskać Ceutę i Melillę, dla Hiszpanów to ogromny balast ekonomiczny, ale istotny. Choć obie enklawy okupują ostatnie miejsca w rankingach PKB na mieszkańca wśród wszystkich hiszpańskich regionów, Madryt widzi w nich ważną zaporę przed nadmiernym ruchem migracyjnym i punkt kontroli Morza Śródziemnego. Panowania nad nimi oddać nie zamierza.

Tę litanię można ciągnąć w nieskończoność. Dodajmy, że Maroko było w czasie hiszpańskiej wojny domowej bazą wypadową dla wojsk gen. Francisco Franco, w ich szeregach walczyło zresztą 60 tys. marokańskich żołnierzy (18 tys. poniosło śmierć). To też jest pamiętane, zwłaszcza w Andaluzji, regionie o bodaj najsilniejszych sentymentach republikańskich w Hiszpanii (nie licząc separatystycznych nurtów w Katalonii i Kraju Basków). Dlatego właśnie tam temperatura dziś jest najwyższa. Futbol znów na tym mundialu wyjdzie ze stadionów, choć raczej nie w sposób, którego życzyłaby sobie FIFA. W pewnym sensie to dla piłki naturalne w czasach multi-kulti i masowych migracji – jednolite etnicznie, mononarodowe kadry to przeszłość.

Czytaj też: Ceuta i Melilla. Enklawy radykalizmu

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Jak pokroić morze? Przybywa chętnych na kawałek Bałtyku. A rybakom wiatr w oczy

To tylko złudzenie, że na Bałtyku jest bezmiar przestrzeni. Jest coraz ciaśniej i coraz więcej chętnych, którzy chcą wyrwać kawałek morza dla siebie.

Ryszarda Socha
24.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną