Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Nie ma kontaktu z Andrzejem Poczobutem. Czy Polska zrobiła wszystko, co się dało?

Pikieta solidarności z Białorusią. Warszawa, maj 2021 r. Pikieta solidarności z Białorusią. Warszawa, maj 2021 r. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Aleksandr Łukaszenka myśli, że teraz może więcej. Gnębi Poczobuta, a do kolonii karnej wysłał właśnie Pawła Mażejkę, kolejnego niezależnego dziennikarza.

„Żadnych informacji o Andrzeju Poczobucie, kontaktu z nim nie ma od blisko trzech tygodni” – alarmuje wiceprezes Związku Polaków na Białorusi Marek Zaniewski. Poczobut przebywa w kolonii karnej w Nowopołocku. Żona tego dziennikarza i działacza polonijnego potwierdza, że wszelkie kontakty urwały się 6 lipca. Wiadomo, że nie otrzymuje listów od rodziny, odebrano mu prawo do paczek, widzeń i telefonów. A ostatnio nie wpuszczono do Andrzeja adwokata. Do widzeń mają prawo nawet więźniowie umieszczeni w karcerze. Poczobuta umieszczono w nim już trzeci raz.

Czytaj też: Jak działa białoruska propaganda

Poczobut nigdy się nie ugiął

Na osiem lat kolonii karnej skazał go Sąd Okręgowy w Grodnie, a Sąd Najwyższy odrzucił apelację i tę decyzję podtrzymał. Poczobut jest więźniem politycznym szczególnego znaczenia dla reżimu Łukaszenki. Nigdy się nie ugiął, nie dał się złamać, nie prosił o łaskę, odmówił wyjazdu z biletem w jedną stronę, z podniesioną głową przyjął wyrok na podstawie – to trzeba wytłuścić i wykrzyczeć – wymyślonych oskarżeń o rzekome nakłanianie do nienawiści na tle religijnym i narodowościowym, rehabilitowanie faszyzmu, działanie na szkodę Białorusi poprzez nawoływanie do sankcji na Mińsk m.in. za setki osadzonych więźniów politycznych.

Wszystko to kompletne bzdury – chodziło o dorwanie Poczobuta, który pisał prawdę. Aresztowano go w marcu 2021 r., przetrzymywano miesiącami w celi, bez sądu, wreszcie skazano i przetransportowano do kolonii. Dziennikarz poważnie tu chorował na covid, ale władze odmawiały mu leczenia, zezwalając tylko na łykanie aspiryny. Wychudzony, z głębszą niż zwykle zmarszczką na czole, powtarzał, że nie przyznaje się do winy.

Kolonia karna w Nowopołocku ma ponurą sławę miejsca, w którym więźniowie są traktowani wyjątkowo brutalnie, a strażnicy mają nieograniczoną władzę. Mogą się znęcać nad osadzonymi, wymyślają tortury. W szczególnej pogardzie są polityczni, ich karze się karcerem za to, że w ogóle się tam znaleźli. Tak jest karany Poczobut. Dziś nie wiadomo nawet, czy otrzymuje konieczne leki. Andrzej cierpi na dolegliwości serca.

W Nowopołocku zmarło już wielu więźniów politycznych – z powodu złych warunków, złego traktowania, chorób i braku dostępu do pomocy medycznej.

Czytaj też: Poczobut swoją poprzednią odsiadkę traktował jak delegację

Zakładnik Łukaszenki

Poczobut nie jest zwykłym więźniem, jest zakładnikiem Łukaszenki. A wszystko, co dzieje się teraz w Białorusi, jeszcze tę sytuację komplikuje. Niedawne spotkanie Łukaszenki z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem w Petersburgu, wszystko, co mówił tam przeciwko Polsce, m.in. kompletne brednie o planach Warszawy zajęcia zachodniej Ukrainy, demonstrowanie map wojskowych z zaznaczoną obecnością polskich żołnierzy w bliskości granicy – to wyraźnie świadczy o tym, że Łukaszence zależy na destabilizacji.

Po buncie Prigożyna, marszu na Moskwę i biorąc pod uwagę rolę, jaką odegrał, pośrednicząc między Prigożynem a Kremlem – nawet jeśli było to częściowo inscenizowane – zmieniła się nieco jego pozycja. Łukaszenka ma teraz Prigożyna u siebie, ma też część jego najemników. Może ich użyć w swojej grze, straszyć, że wypuści ich na „wycieczkę do Warszawy i Rzeszowa”. Że ich nie upilnuje.

Kiedy miałoby się to zdarzyć? Jeśli Polska zaostrzy sankcje? Jeśli Bruksela wpisze na listę osób niepożądanych w UE kolejnych białoruskich urzędników? Jeśli MSW nie otworzy przejścia w Bobrownikach, zamkniętego w odpowiedzi na wyrok skazujący Poczobuta?

Łukaszenka zdaje się uważać, że teraz może więcej żądać i czuć się bezkarnie. Gnębienie Poczobuta wpisuje się w ten scenariusz. Ale przecież polska dyplomacja nie musi przyjmować roli, którą dyktator dla niej przeznaczył. Czy wykorzystano już wszystkie możliwości i teraz wypadnie tylko stać bezczynnie i przyglądać się biegowi zdarzeń?

Czytaj też: Co obecność Prigożyna na Białorusi oznacza dla Polski

1473 więźniów politycznych

Chcę przypomnieć także o Pawle Mażejce, jeszcze jednym naszym koledze dziennikarzu, który właśnie dziś został skazany przez Sąd Miejski w Grodnie na sześć lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Wcześniej przez rok bez procesu i zarzutów siedział w areszcie śledczym. Mażejka jest dziennikarzem niezależnym. Z wykształcenia historykiem, z zamiłowania patriotą Grodna i Białorusi, działaczem społecznym, wieloletnim współpracownikiem telewizji Biełsat.

Jego proces był utajniony, a zarzuty równie bezczelnie wymyślone co w przypadku Poczobuta: „wspieranie działalności ekstremistycznej” telewizji Biełsat. Dziennikarz miał przekazywać redakcji informacje, które władza chciała zachować w tajemnicy, m.in. o pozbawieniu prawa wykonywania zawodu adwokat Julii Jurhilewicz, która po sfałszowanych wyborach i związanych z tym protestach broniła więźniów politycznych. Prokurator zażądał kary sześciu lat więzienia dla obojga.

Zarzut nie jest ważny, trzeba było go znaleźć, po prostu wysłać do więzienia kolejnego inteligenta, który miał otwarte oczy na to, co się dzieje, umiał zebrać ludzi twórczych i patriotycznych, stał się niemal legendą Grodna, jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w mieście.

Znamy się od dawna, nawet od bardzo dawna. Poznałam Mażejkę w Grodnie z początkiem lat 2000 – znał wszystkich, polityków i ludzi kultury, jak mało kto potrafił analizować sytuację polityczną i społeczną. Wiedział, z kim rozmawiać, żeby zebrać najlepsze informacje. O każdej porze można było do niego zadzwonić, pytać o wszystko. Jego błyskotliwość docenił kandydat na prezydenta Aleksander Milinkiewicz, powierzając mu funkcję rzecznika prasowego w 2006 r.

Był jednym z pierwszych więźniów politycznych Łukaszenki, skazany w 2002 r. na dwa lata za rzekome zniesławienie dyktatora na łamach gazety „Pahonia”. Wyszedł po roku, objęła go amnestia. Był też twórcą niezależnego Centrum Życia Miejskiego w Grodnie. To tam w 2021 r. malarz Aleś Puszkin wystawił portret bojownika białoruskiego podziemia antysowieckiego Jauhiena Żychara. Mażejka i Puszkin zostali aresztowani. Mażejkę wnet wypuszczono i sprawę zamknięto, ale Puszkin za rzekomą „rehabilitację nazizmu” został skazany na pięć lat kolonii karnej. Kilka dni temu, w nocy z 10 na 11 lipca, Aleś Puszkin zmarł w więzieniu z powodu zapalenia otrzewnej i sepsy. Nikt nie udzielił mu pomocy.

O Pawle Mażejce też nie wolno nam zapomnieć. Przypominanie o nim to nasz obowiązek.

Czytaj też: Białoruś. Ostatni europejski kraj z karą śmierci

Jak informuje Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, w Białorusi jest już 1473 więźniów politycznych. Więźniów Łukaszenki. Są wśród nich dziennikarze Andrzej Poczobut, Paweł Mażejka, adwokat Julia Jurhilewicz i noblista, twórca „Wiasny” Aleś Bialacki.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Historia

Czarna legenda marszałka Pétaina. We Francji to nadal bolesna i otwarta rana

Proces o zdradę stanu nie zawsze kończy sprawę, czasem na pokolenia zostaje otwarta narodowa rana. Przykładem skazanie marszałka Philippe’a Pétaina za kolaborację z Hitlerem.

Adam Krzemiński
27.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną