Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

UE: Jest zaliczka dla Polski. Ale czy uda się odblokować zamrożone miliardy z KPO?

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen Unia Europejska, 2019 / mat. pr.
KE zaakceptowała we wtorek polski REPowerEU, który formalnie stanie się nowym rozdziałem Krajowego Planu Odbudowy. Natomiast odblokowanie samego KPO wydaje się wciąż skomplikowane – i to mimo nadchodzącej zmiany władzy w Warszawie.

REPowerEU to dodatkowe pieniądze na politykę energetyczną w odpowiedzi na wstrząsy związane z surowcowym uniezależnianiem się od Rosji. Odchodzący rząd PiS przed końcem marca zadeklarował chęć ubiegania się o nie, a z końcem sierpnia złożył w Brukseli projekt na o 25,3 mld euro (2,8 mld euro dotacji oraz 22,5 mld euro tanich pożyczek).

Komisja Europejska zaakceptowała we wtorek polski REPowerEU, który formalnie stanie się nowym rozdziałem Krajowego Planu Odbudowy. To oznacza niemal pewne prawo Polski do 5,1 mld euro zaliczki. Ta decyzja musi być wprawdzie jeszcze zatwierdzona przez unijnych ministrów w Radzie UE, ale powinno to stać się 8 grudnia na posiedzeniu szefów resortów finansów.

Wtorkowe zielone światło oznacza zgodę na 20 proc. zaliczki (ok. 5,1 mld euro), która nie jest uzależniona od warunków wstępnych, może być np. wypłacona bez spełniania wymogów z praworządnościowych z kamieni milowych KPO. Polska może spodziewać się pierwszej transzy (ok. 2,5 mld euro) na początku 2024 r. Druga może wpłynąć do połowy przyszłego roku. Wypłaty kolejnych rat z REPowerEU (do 2026 r.) będą już uzależnione od oczekiwanych reform sądownictwa (gdyby nie zostały spełnione, także zaliczka jest do zwrotu).

Czytaj także: Tusk w Brukseli. Warszawa będzie liczyć na elastyczność Europy w sprawie KPO

Odmrozić KPO? Łatwo nie będzie

Przypomnijmy, że wszelkie wypłaty z pierwotnego polskiego Krajowego Planu Odbudowy (22,5 mld euro dotacji oraz 12,2 mld euro tanich pożyczek) są zablokowane przez niespełnione kamienie milowe związane z wymiarem sprawiedliwości. Mimo że zostały one uzgodnione w 2022 r. wspólnie przez Brukselę i rząd Mateusza Morawieckiego.

Co teraz? Nadchodząca zmiana władz w Polsce zapewne pomoże w utorowaniu drogi do wypłat funduszy z polityki spójności (76,5 mld euro w ramach siedmiolatki budżetowej na lata 2021–27). Natomiast część naszych rozmówców w Brukseli z pewną konfuzją przyjmuje zapowiedzi dobiegające z Polski, że będzie można bardzo szybko odmrozić samo KPO.

Powodów jest kilka. Praworządnościowe zapisy w kamieniach milowych są skromniejsze od wymagań wynikających z wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE. Dlatego ponad rok temu cztery międzynarodowe organizacje sędziowskie zaskarżyły Radę UE do Sądu UE (to część TSUE) za zatwierdzenie „wadliwego” polskiego KPO. Wielu ekspertów przewidywało, że skarga zostanie odrzucona, ale w zeszłym tygodniu Sąd UE zdecydował o jej przekazaniu do rozpatrzenia przez swą 15-osobową Wielką Izbę. Dlatego teraz renegocjacja polskich kamieni milowych bądź zbyt swobodna ocena ich realizacji przez Warszawę podkopałaby wiarygodność Komisji Europejskiej.

A wcale tak nie musiało być. Bruksela przyznaje, że większą część jej zastrzeżeń i warunków wpisanych w KPO wypełniał prezydencki projekt ustawy, która obowiązuje od lipca 2022 r. Jednak pod wpływem środowiska Zbigniewa Ziobry została ona pozmieniana w trakcie prac sejmowych – m.in. ograniczono zaproponowaną pierwotnie przez Dudę wersję testu niezależności sędziego. Efekt? Zdaniem Brukseli system dyscyplinarny dla polskich sędziów nadal nie ma należnych zabezpieczeń przed politycznymi nadużyciami.

Te kolejne zastrzeżenia zostały uwzględnione w następnym projekcie, który z kolei nie spodobał się Andrzejowi Dudzie – odesłał go do Trybunału Julii Przyłębskiej.

Czytaj też: Bruksela nie komentuje wyborów w Polsce. Co z miliardami z KPO?

Dużo w rękach Dudy

Podczas zeszłotygodniowej dyskusji Rady UE o Polsce w ramach postępowania z artykułu siódmego ministrowie z Niemiec i Francji wspólnie podkreślali, że Polska – niezależnie od nowego rządu – jest zobowiązana do wdrożenia orzeczeń TSUE i Trybunału Strasburskiego.

Wedle świadków tych obrad Niemcy i Francja wezwały Polskę do zajęcia się problemem orzeczeń sprzecznych z prawem Unii. Podobnie ministrowie krajów Beneluksu, którzy dodawali, że problemy z praworządnością w Polsce już wpływają na wspólne zajmowanie się przypadkami ponadgranicznych uprowadzeń dzieci. Także przedstawiciele Danii wezwali nas do bezwarunkowego stosowania się do orzeczeń TSUE i spełnienia warunków z kamieni milowych KPO.

Dalsze losy miliardów euro z KPO będą w dużym stopniu uzależnione od Dudy. Jeśli by nie wetował projektów praworządnościowych nowego rządu, to pierwsze przelewy trafiłyby do Warszawy w pierwszym kwartale 2024 r. Ale jeśli prezydent będzie sprawę utrudniał – co jest bardziej prawdopodobne – sytuacja będzie skomplikowana. Teraz nasi rozmówcy w Brukseli skupiają się na rozważaniach, jak doprowadzić – może „okrężną drogą” – do spełnienia warunków z KPO. Stać by się to mogło w ramach szerszego procesu naprawy praworządności, który obejmowałby kwestie Krajowej Rady Sądownictwa czy Trybunału Konstytucyjnego.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Kolejny zjazd Lewicy. Tkwi w pułapce, a przed nią scenariusze złe i jeszcze gorsze

Pokiereszowana w kolejnych wyborach Lewica już wie, że kręci się w kółko i w najlepszym razie czeka ją dalszy dryf. Ale kręcić się będzie nadal, bo ma do wyboru jedynie scenariusze złe i jeszcze gorsze.

Rafał Kalukin
16.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną