Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Czy Szwedzi byli naiwni? Polemika w sprawie migracji

Młodzi mieszkańcy Szwecji podczas warsztatów z rozwiązywania konfliktów w ramach projektu Ambasadorowie Pokoju. Sztokholm, sierpień 2023 r. Młodzi mieszkańcy Szwecji podczas warsztatów z rozwiązywania konfliktów w ramach projektu Ambasadorowie Pokoju. Sztokholm, sierpień 2023 r. Rob Schoenbaum / Zuma Press / Forum
Na łamach „Polityki” ukazał się niedawno tekst Jacka Kubitsky’ego „Szwed jeździ metrem” (nr 44 z 24 października). Wywołał tak liczne komentarze, że postanowiliśmy jeden z nich opublikować. Wraz z odpowiedzią autora.

W swoim tekście Kubitsky bardzo krytycznie ocenił politykę migracyjną Szwecji. Pretekstem była decyzja premiera Ulfa Kristerssona, który zwrócił się o pomoc do armii, aby pomogła policji bezradnej wobec serii zabójstw i konfliktów o podłożu imigranckim. Autor kreśli historyczny i społeczny obraz Szwecji, jeszcze do niedawna jednolitej etnicznie, która – jego zdaniem – była zupełnie nieprzygotowana na przybyszy z tak odmiennych kręgów kulturowych (Afganistan, Syria). A mimo to z pobudek humanitarnych otworzyła dla nich swoje granice.

Kubitsky opisuje, w jaki sposób przybysze wykorzystywali i wykorzystują naiwną – zdaniem autora – politykę imigracyjną Szwecji. Opisuje też zderzenie kulturowe, do którego dochodzi między Szwedami a ich gośćmi na polach seksualnym, moralnym, etyki pracy itd., jak również związany z tym zderzeniem problem przestępczości, w tym zorganizowanej. Kubitsky nie znajduje recepty, jak zapobiec temu zderzeniu – poza uszczelnieniem granic.

A oto jeden z nadesłanych do Redakcji rozbudowanych komentarzy, krytyczny wobec artykułu Kubitsky’ego.

Inna Szwecja

Dr Juta Kawalerowicz, socjolożka, wykładowczyni na wydziale Geografii Społeczno-Ekonomicznej Uniwersytetu Sztokholmskiego
Katarzyna Molęda, trenerka międzykulturowa, socjolożka, skandynawistka
Prof. Ryszard Szulkin, prof. em. Uniwersytetu Sztokholmskiego, socjolog specjalizujący się w zagadnieniach integracji imigrantów

Szwecja jest krajem o wysokim standardzie życia, przestępczości na średnim europejskim poziomie i zarówno sukcesach, jak i porażkach związanych z integracją cudzoziemców. Przedstawiony w artykule Jacka Kubitsky’ego obraz Szwecji jako kraju pogrążonego w chaosie, niszczonego przez niezwykle wysoką przestępczość, za którą stoją mieszkańcy o pozaeuropejskim pochodzeniu, jest z gruntu nieprawdziwy.

Codziennie rano kilkaset tysięcy mieszkańców Szwecji pochodzących z innych krajów rusza do pracy. Zatrudnieni są najczęściej w tzw. sektorze dobrobytu – w przychodniach i szpitalach, przedszkolach i szkołach, opiece senioralnej, komunikacji miejskiej. Bez ich pracy państwo szwedzkie nie mogłoby funkcjonować. Tymczasem według Kubitsky’ego ludzie przybyli do Szwecji z Bliskiego Wschodu i Afryki przynieśli krajowi same problemy, a ich zachowanie jest w najlepszym przypadku naganne, w najgorszym – przestępcze. Na dowód tej tezy przedstawia nieprawdziwe statystyki, uprzedzenia jako fakty, a anegdoty jako dowody.

Kto przyjeżdża do Szwecji

Zacznijmy od tego, że wierutną bzdurą jest, iż 90–95 proc. przybywających do Szwecji to mężczyźni. Oto prawdziwe dane z ostatnich pięciu lat: wśród osób ubiegających się o azyl odsetek mężczyzn waha się od 60 do 64 proc. Wśród wszystkich osób, które osiedlają się w Szwecji, w tym imigrantów i uchodźców, mężczyzn jest 51–53 proc. Statystyka ta potwierdza znane badaczom trendy: z krajów, gdzie jest wojna lub prześladowania polityczne, to mężczyźni częściej wyruszają, by szukać bezpieczeństwa dla swych rodzin, które potem sprowadzają. Dodatkowo autor wprowadza czytelników w błąd, nazywając wszystkich przybywających do Szwecji imigrantami, podczas gdy duża ich część to uchodźcy.

Ciężko skomentować absurdalną informację: „Na szwedzkiej granicy 25-letni mężczyźni podają się za nastolatków. (…) 95 proc. nie ma dowodu tożsamości”. Skoro 95 proc. nie ma dowodu, skąd autor ma wiedzę o ich wieku? To prawda, że większość osób starających się o azyl nie ma dowodów tożsamości. Nie jest to ani fenomen nowy, ani dotyczący wyłącznie osób z krajów pozaeuropejskich, ani specyficzny dla mężczyzn. Przyczyn jest wiele – albo stracili dowód w podróży, albo nie zdążyli go zabrać, gdy uciekali przed bombami, albo doradzono im, że bez niego łatwiej dostaną azyl; często nie stać ich na wyrobienie dokumentu, a czasem władze, jak to się dzieje np. w Afganistanie, nie dają im takiej możliwości.

Czytaj też: Jimmie Åkesson nacjonalistą był od małego. Będzie zmieniał Szwecję

„Uchodźcy w markowej odzieży”

Wbrew temu, co pisze Kubitsky, badanie przeprowadzone przez Urząd Medycyny Sądowej nie dowiodło, że 84 proc. z „podających się za dzieci” przybyszów to dorośli mężczyźni. Przede wszystkim nie można dowieść wieku na podstawie RTG zębów mądrości i rezonansu magnetycznego kolan, o czym Urząd Medycyny Sądowej wyraźnie informuje. Metoda – kontrowersyjna i niestosowana w innych krajach – może służyć jedynie do określenia dużego prawdopodobieństwa, że osoba ukończyła 18. rok życia. Po raz pierwszy została użyta w 2017 r., a wyniki badania nigdy nie zostały walidowane. Naukowcy z Uppsali i Göteborga wykazali, że badanie niosło 33 proc. ryzyka uznania dzieci za pełnoletnich. Protestowali przeciw niemu przedstawiciele środowisk naukowych, lekarskich i organizacji broniących praw człowieka, m.in. Szwedzkiego Stowarzyszenia Lekarzy i UNICEF.

Skoro małoletni bez opieki (ang. unaccompanied minors) to, zdaniem autora, taki problem, warto powiedzieć, o jakiej liczbie osób mówimy. Otóż w ubiegłym roku przybyło ich do Szwecji 630, z czego 30 proc. to dziewczynki. Najwięcej chłopców bez opieki przyjechało w 2015 r., ponad 32 tys., ale już rok później liczba ta spadła do niewiele ponad 2 tys. i malała w następnych latach.

Kubitsky twierdzi przy tym, że przyjeżdżający do Szwecji młodzi mężczyźni przejawiają często „postawę roszczeniową”, żądają „markowej odzieży” i „wielu z nich złości się, gdy słyszy, że w Szwecji na dobry samochód trzeba po prostu zarobić pracą”. Nie można dyskutować z anegdotami, to co jednak można zrobić, to odpowiedzieć na nie faktami. Spójrzmy więc na wspomnianych przez autora Afgańczyków, którzy byli też jedną z największych grup przybyłych jako małoletni bez opieki.

Otóż wśród mężczyzn pochodzących z Afganistanu w wieku 16–64 poziom zatrudnienia wynosi 78 proc. Dla tej samej grupy mężczyzn urodzonych w Szwecji ta liczba to 80 proc. Jak widać, zrozumieli z łatwością, że „na dobry samochód trzeba po prostu zarobić pracą” i co więcej, swoimi podatkami przyczyniają się do dobrobytu kraju na równi z mężczyznami tu urodzonymi (z tą różnicą, że państwo szwedzkie nie musiało opłacać opieki przedszkolnej, szkolnej i ochrony zdrowia przez pierwsze lata ich życia).

Gangi na szwedzkich ulicach

Nieprawdą jest, że „do najbardziej negatywnych skutków imigracji pozaeuropejskiej należy lawinowy wzrost przestępczości”. Przede wszystkim dlatego, że według największych w kraju badań ankietowych o doświadczeniach przestępczości nie obserwujemy w Szwecji lawinowego ani w ogóle żadnego wzrostu przestępczości jako takiej. W ostatnich pięciu latach w 17 z 18 kategorii przestępstw spada odsetek osób, które są ich ofiarami. Rośnie jednak zaniepokojenie przestępczością – i jest to zrozumiałe, bo wzrasta liczba przestępstw z bronią w ręku.

Najczęściej stoją za nimi gangi, które mają w zwyczaju załatwiać porachunki, strzelając do siebie. Co gorsza, ofiarą padają czasem również osoby postronne. Choć więc Szwecja ma wskaźnik przestępczości zorganizowanej podobny do innych krajów Europy, w tym Polski (jednak najwyższy wśród krajów nordyckich), w konfliktach gangów ginie tam więcej osób (warto przy tym pamiętać, że nie rośnie liczba zabójstw w ogóle, a tylko tych z bronią w ręku). W połączeniu z coraz częstszymi przypadkami przestępczości ekonomicznej gangów stanowi to poważny problem, z którym policja ani inne służby na razie nie potrafią sobie poradzić.

Wielu gangsterów ma rodziców pochodzenia pozaeuropejskiego, ale oni sami urodzili się w Szwecji, wychowali na biednych przedmieściach z wysokim bezrobociem i źle funkcjonującymi szkołami. Nie ma tu miejsca na rozważanie przyczyn, dlaczego osoby z „drugiego pokolenia imigrantów” są nadreprezentowane w statystykach przestępczości, ale trzeba powiedzieć o rzeczy najważniejszej, o której autor zapomniał: wśród wszystkich mieszkańców o cudzoziemskim pochodzeniu przestępcy stanowią znikomy odsetek. Łączenie tego zjawiska wyłącznie z imigracją jest i nieuczciwe, i krzywdzące dla kilku milionów mieszkańców Szwecji o zagranicznym pochodzeniu, z których absolutna większość to praworządni obywatele.

Tubylewicz: Jak się sprawdził pandemiczny eksperyment w Szwecji

Kto jest punktualny

Nie jest też prawdą, że „liczba gwałtów rośnie proporcjonalnie do napływu imigrantów”. Na dowód autor porównuje dane z 1975 i 2017 r., nie wspominając o tym, co oprócz napływu imigrantów wydarzyło się w tym czasie w Szwecji. Tymczasem zaszły tam ogromne zmiany: i w świadomości społecznej – rośnie tendencja do zgłaszania gwałtów na policję, i w przepisach prawa, które bardzo poszerzyło pojęcie zgwałcenia: od 1999 r. nie musi ono oznaczać stosunku, ale i inne czynności seksualne; nie ma warunku użycia przemocy ani groźby przemocy, wystarczy, że ofiara znajduje się w stanie bezradności, a w 2018 r. wprowadzono tzw. prawo o zgodzie, więc czynności seksualne podjęte bez zgody drugiej osoby można uznać za zgwałcenie. Z tego powodu nie ma możliwości rzetelnego porównania liczby gwałtów na przestrzeni czasu, nawet mając dostęp do szczegółowych danych z rejestrów.

W tekście Kubitsky’ego czytamy też, że „przybyszów, z których absolutna większość ma afrykańskie lub bliskowschodnie korzenie, wyróżnia inny stosunek do pracy, punktualności, uczciwości”. Zastanawiamy się, jaki stosunek do tych wartości autor ma na myśli i których konkretnie przybyszów? Pracowników opieki domowej? Pielęgniarki? A może personel sprzątający? Ludzi, którzy często pracują zmianowo, w niedogodnych, czasem nocnych godzinach, a czasem z tzw. grafikiem minutowym, który steruje praktycznie każdą chwilą ich pracy.

Zgadzamy się, te osoby na pewno wyróżnia ich stosunek do pracy i punktualności – muszą się po prostu cechować wyższą etyką pracy niż socjologowie, jak my, czy psychologowie, jak Kubitsky, których obowiązki są lżejsze, a planowanie bardziej elastyczne. Skądinąd w obu ostatnich grupach, podobnie jak w ogóle wśród pracowników uniwersyteckich, także łatwo znaleźć osoby pochodzące z innych krajów. Prawda jest taka, że gdyby nie rzesze przybyszów z krajów pozaeuropejskich, szwedzki dobrobyt runąłby w ciągu sekundy.

Artykuł Kubitsky’ego przypisuje pewnym grupom i nacjom wyłącznie negatywne cechy. Dla każdego uważnego czytelnika jest to sygnał alarmowy, bo trudno o wyraźniejszy, książkowy wręcz przykład uprzedzeń. Autor ma oczywiście prawo do swoich uprzedzeń. Ba, ma prawo posługiwać się nieprawdą i przedstawiać fałszywe dane. Redakcje powinny jednak zadbać o to, żeby nie udostępniać swoich łamów na ich szerzenie. Szczególnie jeśli dzieje się to w czasach, gdy zalewające media fałszywe informacje napędzają ksenofobiczne nastroje i polaryzują społeczeństwo.

Czytaj też: Szwecja przechodzi w ręce prawicy. Europa dziwi się niesłusznie

I odpowiedź Jacka Kubitsky’ego:

Pisząc swój artykuł, pragnąłem przedstawić obraz zmian, które ostatnio zaszły w Szwecji. Kraj ten jest od ponad 50 lat moim domem. Swoje uwagi opieram na własnych spostrzeżeniach i przemyśleniach. Dane, które przytaczam, pochodzą głównie ze źródeł oficjalnych i niekiedy nieoficjalnych. Jest tajemnicą poliszynela, że ideologicznie niewygodne fakty, np. narodowość przestępców, są systematycznie tuszowane w szwedzkich mediach, w odróżnieniu od Danii i Norwegii.

W mediach społecznościowych i książkach wydawanych przez niezależne wydawnictwa można znaleźć wiele przykładów manipulowania danymi. Nie wszystkie statystyki „drugiego obiegu” są fake news, jak głoszą oficjalne gremia. Przykładem mogą służyć śmiertelne wypadnięcia młodych kobiet z balkonów, które do 2020 r. rejestrowano w statystykach jako wypadki spowodowane brakiem ostrożności. Dziś wiemy, że to były tzw. zabójstwa honorowe. Policjanci i oficerowie śledczy przyznają anonimowo, że strach przed pomówieniem o rasizm zamykał im usta. Sprawcy uniknęli kary.

Kolega, który prowadził zajęcia ze statystyki na poziomie uniwersyteckim, wyraził chęć zweryfikowania danych cytowanych przeze mnie i moich szanownych oponentów. Po długiej dyskusji doszliśmy jednak do wniosku, że taka walidacja danych mogłaby się zamienić w niekończące się dyskusje. Ponadto mam tyle uwag, obiekcji i dodatkowych przykładów, że byłby z tego wielostronicowy esej. Nie tędy droga.

W moich refleksjach chodziło mi wyłącznie o to, aby przedstawić polskiemu czytelnikowi ryzyka i komplikacje wynikające z nieprzemyślanej polityki imigracyjnej oraz rezygnacji z wartości wypracowanych przez stulecia. Nie wątpię, że cele, które przyświecały ówczesnej szwedzkiej ekipie rządzącej, były ze wszech miar szlachetne i zasługują na uznanie i szacunek, lecz nie ich realizacja.

Należy też dodać, że ktokolwiek wówczas zgłaszał odmienne zdanie, bywał skazany na ostracyzm zawodowy, społeczny i towarzyski. Każdy, kto nie popierał imigracji – zwłaszcza z tzw. krajów pozaunijnych – był bojkotowany, zastraszany, oskarżany o rasizm i ksenofobię. Ten mobbing plenił się w mediach, instytucjach państwowych i komunalnych, w szkołach i na uczelniach. Nie ominął ani służby zdrowia, ani luterańskiego kleru. Szokujące było to, że wszystko to miało miejsce w oficjalnie liberalnej Szwecji.

Na szczęście dziś marginalizacja i mobbing osób o nieprawomyślnych poglądach nieco zelżały. Ubiegłoroczne wybory parlamentarne w Szwecji potwierdziły krytyczną ocenę zjawiska imigracji wśród społeczeństwa. Co piąty Szwed głosował za ograniczeniem imigracji i skuteczniejszą walką z przestępczością.

W większości poruszanych wątków mam niestety odmienne zdanie niż moi adwersarze. Natomiast podzielam w pełni ich troskę i współczucie wobec imigrantów, skądkolwiek pochodzą. Nigdy nie zapomniałem, że jestem jednym z nich.

Czytaj też: Nowa gwiazda radykalnej lewicy w Szwecji

I jeszcze kilka konkretnych uwag:

1. 90–95 proc. przybywających do Szwecji to mężczyźni niepełnoletni. Przydawka zagubiła się w druku.

2. Łączenie przestępczości z imigracją znajduje potwierdzenie w badaniach, które uzyskały aprobatę byłego ministra sprawiedliwości Morgana Johanssona i Stiny Holmberg z Brottsförebyggande rådet (Rada Zapobiegania Przestępczości) („Våldtäkt och Kultur”, Ann Heberlein, 2018, str. 87).

3. Według danych Urzędu Migracyjnego („Expressen”, 26.11.2015) w 2015 r., w okresie styczeń–październik, Szwecja przyjęła 23 349 nieletnich imigrantów w wieku 13–17 lat, w tym ok. 2 tys. dziewcząt, czyli 8,53 proc. Przed upływem roku udział procentowy dziewcząt zmalał do ok. 8 proc. Fakt ten potwierdziła prof. Valerie Hudson w artykule brytyjskiego tygodnika „Politico Europe” (29.1.2016); Hans Rosling, profesor zdrowia publicznego, lekarz i statystyk, wielokrotny kandydat do Nobla w dziedzinie medycyny, w wywiadzie dla dziennika „Expressen” (29.09.2015) potwierdził, że ponad 90 proc. nieletnich imigrantów to dorośli mężczyźni.

Jacek Kubitsky
Leg. psykolog, leg. psykoterapeut,
psykoanalytiker, familjeterapeut

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną